15.05.2012

Trzy oblicza franczyzobiorcy

Pierwszym partnerem Diva, sieci sklepów z biżuterią, został przedsiębiorca, który prowadzi już dwa inne biznesy.

Międzynarodowa firma jubilerska, w której ofercie znajduje się biżuteria modowa dla kobiet w wieku 15-35 lat uruchomiła w Polsce swój pierwszy sklep franczyzowy. Do tej pory pod logo Diva działały w naszym kraju 24 punkty własne, a na całym świecie ponad 4 tysiące.
- Czas potrzebny na otwarcie sklepu franczyzowego to około 30 dni od momentu podpisania umowy franczyzowej, przy założeniu, że inwestor dysponuje już lokalem. Z naszego doświadczenia wynika, że wyremontowanie, wyposażenie i zatowarowanie zgodnie ze standardami sieci jest jak najbardziej realne w okresie jednego miesiąca – mówi Igor Bolshakov, dyrektor ds. franczyzy i koncesji.

Sklep Diva

Rynek biżuterii latem jest teoretycznie najlepszym okresem sprzedaży - z uwagi na pogodę, nadchodzące wakacje, zmianę ubioru i dobór nowych akcesoriów. Z drugiej jednak strony otwarcie sklepu pod koniec roku, pozwoli również na zebranie śmietanki sprzedażowej z okresu przedświątecznego.

Pierwszy sklep franczyzowy marki powstał w katowickiej galerii handlowej Silesia. Franczyzobiorca Tomasz Gębala już wcześniej miał doświadczenie w biznesie, które tym razem postanowił wykorzystać w branży jubilerskiej.

- Od 2006 roku prowadzę sklep z telefonami komórkowymi i akcesoriami gsm. W 2008 roku rozpocząłem współpracę franczyzową z kosmetyczną firmą Inglot, której punkt prowadzę w centrum handlowym Echo w Tarnowie. Natomiast w kwietniu tego roku zostałem franczyzobiorcą Diva. To zasługa mojej żony, która poleciła mi firmę – opowiada Tomasz Gębala.

Diva preferuje lokale położone w największych galeriach handlowych. Sklep powinien liczyć 15–35 m2 oraz znajdować się blisko wejścia do galerii. Inwestycja w otwarcie nowego salonu waha się od 70 do 150 tys. zł. Na jego zatowarowanie trzeba przeznaczyć dodatkowo 30–100 tys. zł. Sieć nie pobiera opłat licencyjnych.

(dw)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0