30.05.2012

W oczekiwaniu na wrzesień

Co piąty Polak zna obcy język. Franczyzobiorcy prowadzący szkoły językowe, w tym Moose, próbują zmienić niekorzystne statystyki.

Sprawdziliśmy, czy udało się centrali Moose zrealizować plan otwarcia 30 szkół językowych. Do pełnej liczby zabrakło tylko jednej szkoły, ale i tak biorąc pod uwagę rywalizację przynajmniej 15 franczyzowych szkół językowych to bardzo dobry wynik. Tym bardziej, że w tym roku Moose podpisało 14 nowych umów, w tym z franczyzobiorcami z Radomia, Gliwic i Lubina. Część placówek już została uruchomiona, pozostałe czekają z debiutem do września, kiedy zacznie się rok szkolny i ruszą zapisy. A uczniów z pewnością nie zabraknie. Z danych dotyczących znajomości języków wynika, że zaledwie co piąty Polak w przedziale wiekowym 25-64 lat zna biegle jakiś język obcy. Rządzą rosyjski (to pozostałość minionej epoki, bo dziś uczy się go zaledwie 1 proc. uczniów) i angielski. Najlepiej jest w dużych miastach – we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu, Szczecinie. Najgorzej z językami radzą sobie mieszkańcy mniejszych miejscowości województw warmińsko-mazurskiego, opolskiego, lubuskiego i podkarpackiego.

Zajęcia w szkole językowej Moose.

Jednorazowa opłata franczyzowa umożliwiająca prowadzenie działalności pod logo Moose wynosi minimum 3 tys. zł i zmienia się w zależności od liczby mieszkańców. Opłata miesięczna zaczyna się od 200 zł.

- Nasze szkoły mogą funkcjonować w miastach różnej wielkości. Najmniejszą miejscowością, gdzie funcjonuje Moose są Oborniki Śląskie liczące 8,5 tys., a nieco większa Trzebnica liczy 12,5 tys. mieszkańców. Co ciekawe, nie tylko wielkość miasta decyduje o powodzeniu oddziału, ale także bliskość większej aglomeracji i potencjał jaki tkwi w mieszkańcach - wyjaśnia Grzegorz Kuzyk, wiceprezes zarządu Moose Centrum Języków Obcych.

Moose buduje sieć już trzeci rok. Pomysł działania we franczyzie zrodził się w momencie, kiedy zaczęły wpływać zapytania ze strony kursantów z miast, gdzie firma jeszcze nie była obecna. Franczyzobiorcy w ramach wyłączności terytorialnej prowadzą zajęcia na terenie całego miasta lub powiatu. Często również podsyłają sobie klientów. Większość szkół rusza we wrześniu, bo to najlepszy okres dla branży edukacyjnej. Wcześniej partnerzy przechodzą szkolenia oraz kompletują kadrę nauczycielską.

- Wyróżniamy się od setek innych szkół językowych tym, że nasz lektor przyjeżdża na lekcje do klienta do domu lub do firmy. Dojazd lektora jest bezpłatny, prawie w każde miejsce na terenie danego miasta. Nasz uczeń sam decyduje jaki materiał chciałby przerabiać na zajęciach, też do jakiego egzaminu chciałby się przygotować. Także uczeń decyduje ile lekcji chce mieć w miesiącu, oraz w jakich dniach i godzinach zajęcia się odbywają. Każdy ma możliwość odwołania lekcji i odrobienia jej w innym terminie. Największymi jednak atutami naszych lekcji jest ogromna efektywność takiego sposobu nauki i świetni lektorzy pracujący w naszych oddziałach - dodaje Grzegorz Kuzyk.

(dw)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0