02.07.2012

Myśl własną głową

Źle zainwestowane pieniądze znikają bardzo szybko. Równie szybko topnieje wtedy zaufanie do doradców finansowych, których porady wepchnęły nas na minę.

Kryzys gospodarczy pokazał, jak oszczędności całego życia mogą wyparować w ciągu zaledwie kilku miesięcy. To przykre doświadczenie stało się również udziałem piątki emerytów z Bawarii, którzy za namową doradcy finansowego ulokowali swoje pieniądze w ryzykownych aktywach. Inwestycja przyniosła 2,5 mln euro straty. Nic dziwnego, że przestali swojego doradcę zapraszać na kawę i kruche ciasteczka. Aczkolwiek było to prawdopodobnie najmniej dotkliwym fragmentem zemsty, jaką staruszkowie postanowili mu zgotować.

Grzegorz Morawski, redaktor, Własny Biznes Franchising

U części inwestorów po stracie w miejsce zaufania pojawia się chęć zemsty.
Grzegorz Morawski, redaktor, magazyn Własny Biznes Franchising

Po obezwładnieniu niczego niepodejrzewającego finansisty zdesperowani emeryci przewieźli go w bagażniku swojego auta do domku letniskowego, a potem zmusili do odzyskiwania pieniędzy, jakie „za jego sprawą” stracili. Nie zawahali się użyć przemocy również wtedy, gdy doradca podjął próbę ucieczki. Ich błędem było jednak posadzenie swojej ofiary przed komputerem podłączonym do sieci, za pomocą którego doradca miał zorganizować pieniądze. W tej sytuacji każdy głupi zamiast obracać kapitałem, próbowałby szukać pomocy.

Porywczość to immanentna cecha najstarszego pokolenia naszych zachodnich sąsiadów. Na szczęście, tym razem ich plan spalił na panewce. Pieniędzy dziadkowie nie odzyskali, za to niektórzy z nich przez kilka następnych lat oglądać będą świat zza krat.

Rozbicie grupy mściwych emerytów nie oznacza jednak, że doradcy mogą spać spokojnie. Dość przypomnieć ostatnią „przygodę”, jaka spotkała byłego rekina Wall Street, Bernarda Madoffa, który za nieuczciwe konstrukcje inwestycyjne posiedzi w celi jeszcze 149 lat. Podobno w więzieniu znów wziął się do doradzania i znów znalazł chętnych na swoje usługi. Co nie powinno dziwić, kilku współwięźniów straciło pieniądze. W przypływie furii kolega z celi postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość i własną pięścią dał wyraz swojego niezadowolenia, boleśnie kiereszując leciwego Madoffa.

Czasy dzisiaj takie, że kto zabrał się do obracania cudzymi pieniędzmi albo od serca doradził inwestycję, nie może liczyć nawet na cień wdzięczności. Tadeusz Mosz, popularny dziennikarz ekonomiczny, twierdzi, że często ma telefony z prośbą o poradę inwestycyjną, zarówno od znajomych, jak i od obcych osób. Ale rad nie udziela. Dzieli się swoim doświadczeniem, ale nie wskazuje żadnych rozwiązań. Bo jeśli ktoś pyta, czy zainwestować w taki albo inny fundusz, to zawsze oznacza, że próbuje zdjąć z siebie odpowiedzialność za własne inwestycje. A myśleć trzeba samodzielnie.

Grzegorz Morawski