28.05.2012

Biznes dla singla

W Polsce można zarobić na dzieciach tylko dlatego, że się ich nie ma. Wystarczy zostać zdeklarowanym singlem i już się jest do przodu: choćby na podatkach.

Biznes singla polega na tym, że ma on dla siebie więcej pieniędzy przez całe życie zawodowe, a na jego emeryturę zarobią cudze dzieci. W dodatku jego interesów strzeże system podatkowy i emerytalny, czyli państwo. Singiel wydający tylko na swoje potrzeby, w wymiarze indywidualnym płaci taki sam podatek dochodowy jak rodzice wychowujący trójkę potomstwa. Państwo zabiera matce i ojcu dzieci tyle samo pieniędzy co singlowi, mimo że to oni ponoszą ciężar wychowania następnych pokoleń płatników PIT-ów i składek ZUS.

Arkadiusz Słodkowski

Zakładając przedszkole albo sklep z odzieżą dla dzieci, można zarobić na wysiłku ich rodziców podwójnie.
Arkadiusz Słodkowski, wydawca miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

Jestem ojcem trójki dzieci i mogę zapewnić, że kieszenie rodzin mają swoje dno. Moja żona nie wstaje co rano do biura, za to pracuje wychowując dzieci. Dziś z naszych podatków, także tych pośrednich, płaconych przy zakupie ubranek i jedzenia, a zbieranych przez państwo, żyje całkiem dobrze grupa bliżej nieznanych mi osób, które państwo uważa za ważniejsze od rodzin z dziećmi. W przyszłości moje dzieci będą płaciły składki na wysokie emerytury egoistów, którzy dzieci nie chcieli. Tymczasem moja żona, która wychowując dzieci, podtrzymała przyszłość systemu emerytalnego, sama dostanie od państwa emeryturę śladową. W tym kontekście w ogóle nie wydaje się dziwne, że przez lata mieliśmy ujemny przyrost naturalny. Dopiero w 2008 roku po raz pierwszy od lat Polaków przybyło – całe 28 tys. I to tylko dlatego, że za płodzenie potomstwa naturalnie wziął się wyż z lat 70. i 80.

Ludzie mają dzieci, bo to po prostu przyjemność i dla zdrowych psychicznie – zwykła ludzka samorealizacja. Ale dlaczego nie pomyśleć o wychowaniu następnych pokoleń w kategoriach ekonomicznych? Pod ręką są naprawdę proste rozwiązania: rodzina z dziećmi mogłaby mieć prawo wspólnego rozliczenia się z nimi. Oczywiście, waga ulgi rosłaby z każdym następnym dzieckiem, od 0,25 proc. za pierwsze. Innym rozwiązaniem jest, aby część składki emerytalnej pracujących już dzieci zasilała bezpośrednio emeryturę rodziców, a nie trafiała do wspólnego wora, pasąc egoistów bez dzieci.

Partia, która pierwsza zajmie się tym problemem, może zyskać wieloletnią popularność. To temat bliski każdej rodzinie, łatwy do zrozumienia, inaczej niż akcyza i prawo morskie. Rodziny, które otrzymają ulgę podatkową związaną z wychowywaniem następnych pokoleń podatników, zagłosują na tych, którzy stworzą taki system. Pieniądze, które pozostaną w kieszeni rodzin, i tak zostaną wydane na dzieci – choćby na ich kształcenie. W ten sposób zyska też państwo, dochowując się większej liczby lepiej wykształconych obywateli. A więcej dzieci to więcej konsumentów i zarobek dla firm, które obsługują życie rodzin. Trzeba działać szybko, bo kto będzie chciał mieć dzieci, jeśli w dużych miastach zapisanie dziecka do państwowego przedszkola graniczy z cudem?

Arkadiusz Słodkowski