28.06.2012

Kryzys ma rodzinę

Kryzys ma brata Krezusa i siostrę Depresję. Dobrze – jak to rodzina – wychodzą tylko na zdjęciach. Mimo to warto pomyśleć o założeniu wspólnej firmy.

Krezusowi od zawsze powodziło się dobrze, ale kiedy dwa lata temu wciągnął do biznesu Kryzysa, coś się załamało. Klienci gdzieś zniknęli, w dodatku bracia mając po połowie udziałów, nie mogli przegłosować planu naprawy. Konflikt narastał. Kiedy w firmie skończyły się pieniądze, zaproponowali siostrze kupno części udziałów. Depresja, która o braciach nie ma wysokiego mniemania, bardziej im jednak zazdrości, postanowiła więcej nie ryzykować, że bracia będą mieli lepiej niż ona. O nowym wspólniku rodzeństwo porozmawia przy okazji świąt. Czy to przypadek, że wciąż państwo nie wiecie, czym zajmuje się rodzinna firma naszych bohaterów? Nie, bowiem w biznesach zakładanych przez rodziny bardzo często to nie produkcja, nie sprzedaż i nie obsługa klientów mają największe znaczenie, ale miejsce w rodzinno-biznesowej hierarchii. Psuje to relacje rodzinne, a przynajmniej w zasadniczy sposób je zmienia. Członek rodziny pracujący w rodzinnym biznesie jest skazany na ciągłe przenikanie się spraw firmy i rodziny. Przy okazji świąt, kiedy w gronie rodzinnym padają różne propozycje, należy siebie zapytać, czy warto ryzykować dobre rodzinne relacje.

Arkadiusz Słodkowski

Arkadiusz Słodkowski, wydawca miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

„Rodzina jest organizacją zdecydowanie skupioną na sobie i w związku z tym podejmuje decyzje częściej na podstawie emocji niż na podstawie przesłanek ekonomicznych” – pisze Grant Thornton w książce „Biznes rodzinny”. To przeciwieństwo decyzji podejmowanych w firmach zakładanych przez obcych sobie ludzi, gdzie łatwiej o racjonalną analizę i nastawienie wyłącznie na efekt finansowy. Tymczasem decyzje w firmach rodzinnych, także decyzje o ich założeniu, bywają tylko zaspokojeniem specyficznych potrzeb psychicznych. Prezesem toksycznej firmy rodzinnej zostaje zazwyczaj wypieszczony pierworodny egoista, którego celem biznesowym jest posiadanie segregatora z wycinkami z gazet, w których znalazło się jego zdjęcie. W takiej firmie jego rodzeństwo nie podskoczy wyżej marketingu, a najmniej docenieni członkowie rodziny zostaną zesłani do sprzedaży, bo tam trzeba się narobić, a w razie prawdopodobnego niepowodzenia na nich zwali się całą winę.

Czy jest nadzieja na rozproszenie tego czarnego obrazu? Aby firma rodzinna odniosła długoterminowy sukces niewstrząsany konfliktami, musi przekształcić się na podobieństwo swojej nierodzinnej konkurencji. Powinna pójść w stronę zimnego profesjonalizmu, co oznacza nieplątanie celów firmy z bieżącymi potrzebami członków rodziny oraz zatrudnienie wykwalifikowanych pracowników z zewnątrz układu.

Lepiej, aby Krezus z Kryzysem gorąco pokłócili się przy rodzinnym obiedzie o wyższości Kaczyńskiego nad Tuskiem niż o to, kto przetracił pieniądze we wspólnym rodzinnym biznesie. Bo wtedy wszystko, co im zostanie, to siostra Depresja.

Arkadiusz Słodkowski