08.07.2012

Czekolada czyni cuda

Wyroby holenderskiej firmy Chocolate Company tak posmakowały Tomaszowi Dembińskiemu, że postanowił sprowadzić je nad Wisłę. Dziś prowadzi własną pijalnię.

Prowadzenie pijalni czekolady to trudny biznes, chociażby dlatego, że gdy masz ochotę na kawę, to nie pójdziesz do pijalni czekolady. A idąc obok pijalni czekolady, nawet jeśli masz ogromną ochotę, żeby tam wejść, to pojawiają się wyrzuty sumienia, że to tuczące lub niezdrowe. Na szczęście z roku na rok łasuchów przybywa, a wraz z nimi na rynku pojawiają się kolejne pijalnie czekolady. Jedną z nich jest Chocolate Company, która zadebiutowała w Polsce na początku 2011 roku, dziś działają już cztery punkty, dwa z nich we franczyzie. Na świecie Chocolate Company ma 20 placówek, z których większość należy do biorców licencji. O tym, że marka zawitała do naszego kraju, zadecydował, jak to często bywa, przypadek.

– Pewnego razu pojechałem z narzeczoną na weekend do Holandii. Byliśmy w Maastricht i idąc przez rynek, wstąpiliśmy do pijalni czekolady Chocolate Company. Usiedliśmy, wypiliśmy czekoladę, kupiliśmy trochę słodyczy do domu i poszliśmy dalej – wspomina Tomasz Dembiński, masterfranczyzobiorca Chocolate Company i właściciel dwóch placówek. – Po powrocie do Polski zaczęliśmy rozmawiać o Chocolate Company i uznaliśmy, że to ciekawy pomysł na biznes. Byłem wtedy współwłaścicielem agencji reklamowej, a przyjaciółka pracowała w korporacji. Mogliśmy zainwestować trochę pieniędzy, ale nie chcieliśmy osobiście angażować się w prowadzenie biznesu. Jednak pomysł otworzenia własnej pijalni czekolady cały czas chodził nam po głowie. Wróciliśmy więc do Holandii, żeby dowiedzieć się o Chocolate Company czegoś więcej. W sklepie spotkaliśmy właścicieli, Mirjam Schroeder i Toussanta Claessens, z którymi zaczęliśmy rozmawiać o możliwości współpracy. Oczywiście, wtedy wszystko było jeszcze w sferze odległych planów.

Tomasz Dembiński, masterfranczyzobiorca Chocolate Company

Naszym franczyzobiorcą może zostać każdy. Jest tylko jeden warunek – musi kochać czekoladę
Tomasz Dembiński, masterfranczyzobiorca Chocolate Company

Plany zaczęły jednak szybko nabierać realnych kształtów, bowiem smakosze holenderskiej czekolady postanowili zrobić rekonesans i dowiedzieć się, czy w ogóle są jakiekolwiek szanse na wejście z nieznaną marką do znanej galerii handlowej.
– Na pierwszy ogień poszła stołeczna galeria Blue City. Zadzwoniłem do biura i spytałem, z kim mogę rozmawiać w sprawie najmu. Padło pytanie, z jakiej jestem firmy, a kiedy odpowiedziałem, że z żadnej, wtedy polecono mi wysłać e-mail z zapytaniem. Zaproponowałem półgodzinne spotkanie, na którym przedstawię szczegóły swojego pomysłu. Ku mojemu zaskoczeniu udało się – opowiada Tomasz Dembiński. – Przygotowałem prezentację o firmie, a na spotkanie zabrałem gorące mleko w termosie i Hotchocspoon, czyli kostkę czekolady na drewnianej łyżeczce, z której robi się czekoladę do picia. Zacząłem opowiadać o Chocolate Company, dałem do spróbowania kostkę czekolady i pokazałem zdjęcia sklepów działających na świecie. Moja rozmówczyni powiedziała: „Genialne!” i zaprowadziła mnie na parter centrum handlowego, gdzie obok fontanny był lokal do wynajęcia. Pomyślałem sobie, że to się dzieje naprawdę! Co z tym teraz zrobić?

Słodka galeria

Lokal w Blue City nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Jednak pierwszy sukces zachęcił Tomasza Dembińskiego do dalszych poszukiwań. Ich efektem była propozycja najmu lokalu w warszawskiej Galerii Mokotów. – Telefon z centrum handlowego sprawił, że nasze marzenia zaczęły nabierać realnych kształtów. Policzyliśmy pieniądze, przygotowaliśmy biznesplan i zaczęliśmy się zastanawiać, kto zostawi swoją pracę i zajmie się czekoladą – opowiada Dembiński. – Po urlopie wróciłem do agencji i powiedziałem, że zmieniam swoje życie. Chcę sprzedać swoje udziały i zaczynam się bawić w króla czekolady.

Inwestycję w czekoladowe królestwo poprzedziły dokładne badania i analizy rynku. Dembiński i jego wspólnicy wynajęli studentów, którzy liczyli na przykład, ile osób przechodzących obok kawiarni wchodzi do środka. Przeprowadzili też badania marketingowe sprawdzające, czy produkt przyjmie się na rynku. Na podstawie zebranych informacji powstała prezentacja, która miała zachęcić Holendrów do podjęcia współpracy z Polakami.

– Opowiedzieliśmy im o sytuacji i perspektywach polskiego rynku. Byliśmy wówczas „zieloną wyspą”, jedynym krajem w Europie, który zanotował wzrost PKB. W prezentacji znalazła się również analiza konkurencji i kierunki rozwoju firmy nad Wisłą – mówi Dembiński. – Nasze argumenty ich przekonały, co zaowocowało podpisaniem umowy masterfranczyzy, która umożliwia mi rozwój sieci franczyzowej w Polsce i w Europie Wschodniej. Mam również wyłączność na sprzedaż produktów Chocolate Company na tym obszarze.

Jak kupić dobrą zmywarkę?

Kiedy wszystkie umowy były już wynegocjowane i podpisane, przyszedł czas na urządzanie pijalni. Wytyczne dotyczące wyglądu pochodziły z Holandii, jednak wyposażenie leżało już w gestii franczyzobiorcy. – Znalazłem w internecie firmę handlującą wyposażeniem lokali gastronomicznych i postanowiłem kupić u nich zmywarkę. Sprzedawca podał mi rozmiary i spytał, czy chcę standardową 120. Postanowiłem dopytać, co to znaczy: „120”. Sprzedawca wytłumaczył, że chodzi o czas mycia. „120 minut?” – spytałem. „Nie, sekund” – odpowiedział sprzedawca... Wtedy uświadomiłem sobie, że kompletnie nic nie wiem o branży, w której zacząłem działać – wspomina masterfranczyzobiorca. – Na początku działalności zaliczyłem jeszcze jedną wpadkę. Pierwszy magazyn, który wynajęliśmy, okazał się za mały, żeby pomieścić całe zamówienie. Wynająłem więc kolejny, większy magazyn, ale niestety również to miejsce bardzo szybko przestało nam wystarczać. Przez pierwszy miesiąc jeździłem z pudłami pełnymi czekolady z jednego końca miasta na drugi, żeby dostarczyć towar do sklepu.

Wyspa nad morzem

Pijalnia czekolady Chocolate Company w Galerii Mokotów ruszyła 22 stycznia 2011 roku. Kilka tygodni później pojawił się w niej przedstawiciel Złotych Tarasów, innego warszawskiego centrum handlowego, który zaproponował uruchomienie w galerii wyspy z naszymi czekoladami.
– Jeszcze nigdzie na świecie Chocolate Company nie sprzedawało swoich produktów w ten sposób. Na szczęście nie musieliśmy długo przekonywać naszych partnerów w Holandii, że to jest dobry kierunek rozwoju. Ustaliliśmy kwestie formalne i zabraliśmy się do tworzenia projektu. Teraz wyspy wymyślone w Polsce rozwijane są we wszystkich krajach, gdzie działa Chocolate Company – dodaje Dembiński.

W październiku 2011 roku została otwarta kolejna słodka wyspa. Również tym razem o jej powstaniu zadecydował przypadek. – Po spotkaniu z przedstawicielami gdańskiego CH Klif, gdzie miała powstać nasza druga wyspa, odebrałem telefon od osoby zainteresowanej współpracą na zasadzie franczyzy. Skonsultowaliśmy ten pomysł z Holendrami i ustaliliśmy, jak miałby wyglądać system franczyzowy w Polsce. Mój rozmówca przystał na zaproponowane warunki i zaczęliśmy szukać odpowiedniej lokalizacji, którą udało nam się znaleźć w Galerii Bałtyckiej – wspomina Tomasz Dembiński. Franczyzobiorca przeszedł gruntowne szkolenie, podczas którego poznał nie tylko wszystkie sekrety czekolady, ale dowiedział się również, jak prowadzić słodki biznes. – Przez pierwsze trzy miesiące sam stałem za ladą w sklepie – wspomina Dembiński. – I tego samego wymagam od franczyzobiorców. Nawet teraz zdarza mi się sprzedawać, kiedy np. pracownik nagle się rozchoruje. Naszym franczyzobiorcą może zostać każdy. Jest tylko jeden warunek – musi kochać czekoladę.

notowała Magdalena Krocz