11.07.2012

Upadną, by pozostać w grze

Bomi, franczyzodawca marek eLDe, Sieć34 i Livio, walczy o życie. Banki odcięły go od kredytów.

Złożenie wniosku o upadłość z możliwością zawarcia układu – to sposób Bomi na tymczasowe przynajmniej uniknięcie bankructwa. Operator delikatesów i sieci sklepów spożywczych zareagował tak na wypowiedzenie mu kredytów przez głównych wierzycieli – banków: Pekao, PKO BP i BRE Bank. Zdaniem zarządu zawarcie układu pod ochroną sądu jest teraz jedyną szansą na dalsze działanie i wdrażanie planu restrukturyzacji.

- Decyzja zarządu Bomi ma na celu ochronę interesów spółki, wszystkich wierzycieli, akcjonariuszy oraz pracowników. Pomimo podjęcia wszelkich starań, nie jesteśmy w stanie na dzień dzisiejszy kontynuować realizacji planu restrukturyzacji spółki – mówi Witold Jesionowski, prezes Bomi.

Zdjęcie punktu systemu eLDe Polska Sieć Handlowa

Bomi boryka się z trudną sytuacją finansową od przeszło dwóch lat, kiedy to wyniki na koniec 2010 roku wykazały przekraczającą 100 mln zł stratę.

Zarząd zaproponował wierzycielom układ, w ramach którego chce w całości spłacić wierzytelności nie przekraczające 15 tys. zł, pozostałe natomiast częściowo zredukować, a ich spłatę rozłożyć w czasie.

- Będziemy dążyć do jak najszybszego zawarcia układu, gdyż zależy nam na kontynuacji podjętych działań, które pozwolą na prowadzenie bieżącej działalności i zachowanie ponad 2. tysięcy miejsc pracy na terenie całego kraju – dodaje Jesionowski.

Bomi boryka się z trudną sytuacją finansową od przeszło dwóch lat, kiedy to wyniki na koniec 2010 roku wykazały przekraczającą 100 mln zł stratę. W lutym bieżącego roku w fotelu prezesa zasiadł Witold Jesionowski, obejmując stery tonącego już okrętu. Środki na restrukturyzację spółka starała się pozyskać z emisji akcji. Rozważała także sprzedaż spółki Rabat Service, właściciela franczyzowych marek eLDe, Sieć34 i Livio. Na domiar złego sieci delikatesowe Bomi stały się nierentowne, a zadłużenie spółki przekracza już 250 mln zł.

Zdaniem Jesionowskiego, utrzymanie Bomi przy życiu wymaga dokapitalizowania spółki kwotą 40-50 mln zł.
- Myślę, że jest szansa na pozyskanie pieniędzy, bo parę osób jest zainteresowanych finansowaniem w wysokości kilku-kilkunastu milionów złotych. Nie ma sensu dokapitalizowanie w wysokości poziomie 10-20 mln zł, bo to przedłużyłoby tylko agonię spółki – twierdzi Jesionowski.

Gdyby inwestor rzeczywiście się znalazł, zarząd czeka mnóstwo pracy nad poprawą rentowności firmy. Jak zapowiada Jesionowski, cięć chciałby szukać przede wszystkim w kosztach z tytułu najmu powierzchni handlowych, jak również ograniczyć wydatki na funkcjonowanie systemu logistycznego i centrali. Nowe lokalizacje sklepów i korzystniejsze warunki zatowarowania miałyby z kolei przełożyć się na wzrost sprzedaży.

(gum, boa)