24.08.2012

Grupa zakupowa pomaga salonom

Salony fryzjerskie działające pod logo K&L Hair Design Group kuszą partnerów rabatami na sprzęt i kosmetyki.

K&L Hair Design Group jest grupą zakupową, do której należą cztery salony fryzjerskie w stolicy. Firma chce nawiązać współpracę z przedsiębiorcami zainteresowanymi profitami jakie niesie za sobą przynależność do grupy zakupowej. Dzięki temu będą mogli liczyć na niższe ceny kosmetyków, mebli oraz sprzętu. Do K&L Hair Design Group mogą przyłączyć się zarówno powstające salony, jak i te, które na rynku działają od dłuższego czasu.
- Współpraca z nami ma charakter elastyczny. Nie pobieramy opłat licencyjnych. Chcemy jednak powielać nasze standardy, czyli wysoką jakość obsługi klienta oraz używanie w zrzeszonych salonach tych samych kosmetyków. Salon powinien działać pod logo grupy, jednak nie ma konieczności rezygnowania z dotychczasowej nazwy, do której klienci zdążyli już się przyzwyczaić - mówi Bożena Kurek, przedstawicielka K&L Hair Design Group.

k&l hair design group

Umowa z partnerem podpisywana jest na czas indywidualnie ustalony.

W branży fryzjerskiej zapanowała duża konkurencja. Salony znanych marek powstają przy głównych ulicach miast i w galeriach handlowych. Mniejsze punkty działają na osiedlach. Według Raportu o franczyzie w Polsce przygotowanym przez firmę doradczą PROFIT system w ubiegłym roku w 32 sieciach działało 850 placówek. Większa część rynku to wciąż salony niezrzeszone.
- Jestem zdania, że na dobry produkt zawsze znajdzie się miejsce. Tak samo jest w przypadku nowych salonów fryzjerskich. Znam miasto liczące 20 tys. mieszkańców pod Warszawą, w którym funkcjonuje około 50 punktów - dodaje Bożena Kurek.

Inwestycja w salon fryzjerski zależy od wizji jego właściciela. Trzeba założyć, że na punkt o powierzchni 50 m2 trzeba wydać co najmniej 100 tys. zł. Największym problemem większości salonów jest dobry i lojalny personel. Można zatrudnić początkujących fryzjerów, jednak nie mogą oni stanowić 100 proc. personelu. Potrzebne są również doświadczone osoby, od których inni mogliby się uczyć. Jeśli natomiast właściciel decyduje się na wysłanie młodych adeptów sztuki fryzjerskiej na drogie szkolenia, konieczne może okazać się podpisanie tzw. lojalki. Chodzi o to, aby pracownik, w którego zainwestujemy, nie chciał z nami rozwiązać umowy zaraz po zakończeniu drogiego kursu sfinansowanego z kieszeni pracodawcy.

- Niektórzy zastanawiają się, czy od razu otwierać salon z kilkoma stanowiskami, czy może zacząć od dwóch stanowisk, a potem stopniowo powiększać go o kolejne. Moim zdaniem, jeżeli właściciel adaptuje lokal na potrzeby salonu, to od razu powinien go wyposażyć w całości. Oczywiście nie musimy od początku mieć pełnej obsady fryzjerów, bo tych możemy zatrudnić, kiedy zacznie nas odwiedzać większa liczba klientów - wyjaśnia Bożena Kurek.

(dw)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0