07.09.2012

Po drugiej stronie kasy

Hanna Olszewska, właścicielka Mydlarni u Franciszka w Warszawie, decyzję o założeniu firmy podjęła w trakcie zakupów u franczyzodawcy.

Hanna Olszewska zawsze lubiła wszystko, co naturalne i ekologiczne. Ta filozofia życiowa zaprowadziła ją do drzwi Mydlarni u Franciszka, gdzie zachwyciły ją kolorowe pojemniczki wypełnione aromatycznymi kosmetykami. Efektem wizyty w sklepie była nie tylko torba pełna zakupów, lecz także pomysł na własny biznes.

Hanna Olszewska, franczyzobiorczyni Mydlarnii u Franciszka w swojej placówce

Żeby sklep przynosił satysfakcjonujący dochód, powinien funkcjonować w uczęszczanym miejscu w dobrej okolicy i przy ruchliwej ulicy. Znalezienie miejsca, które spełniałoby wszystkie te wymagania, zajęło mi trzy miesiące.
Hanna Olszewska, franczyzobiorczyni Mydlarni u Franciszka w Warszawie

– Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad otworzeniem własnego biznesu. Bardzo poważnie brałam pod uwagę przystąpienie do sieci franczyzowej, ale nie miałam na oku żadnego systemu. Nie miałam nawet sprecyzowanej branży, w której chciałabym działać. Wiedziałam jednak, że to, co będę robić, musi być w zgodzie z naturą – mówi Hanna Olszewska, franczyzobiorczyni Mydlarni u Franciszka w Warszawie.

Urzekający klimat sklepu skłonił Hannę Olszewską do rozpoczęcia małego śledztwa. W ruch poszła wyszukiwarka internetowa, która już po chwili przeniosła przyszłą franczyzobiorczynię na stronę Mydlarni u Franciszka.

– Na stronie znalazłam podstawowe informacje dotyczące sieci franczyzowej oraz kontakt do osoby zajmującej się rozwojem sieci. Postanowiłam od razu skorzystać z tych informacji i wykonać pierwszy telefon dotyczący mojego nowego biznesu – wspomina Hanna Olszewska.

Pierwsze rozmowy w sprawie przystąpienia do sieci franczyzowej miały miejsce w lutym 2011 roku. Później Hanna Olszewska zaczęła poszukiwania lokalu, który spełniałby wszystkie wymagania sieci.

– Największym problemem, z jakim musiałam sobie poradzić na początku mojej przygody z Mydlarnią u Franciszka, było znalezienie odpowiedniego lokalu. Żeby sklep przynosił satysfakcjonujący dochód, powinien funkcjonować w uczęszczanym miejscu w dobrej okolicy i przy ruchliwej ulicy. Ważne, żeby każdy mógł bez problemu znaleźć sklep, zamiast kluczyć w jego poszukiwaniu po ciemnych zaułkach. Znalezienie miejsca, które spełniałoby wszystkie te wymagania, zajęło mi trzy miesiące – wspomina franczyzobiorczyni. – W maju do lokalu w Warszawie weszli robotnicy, którzy rozpoczęli prace związane z dostosowaniem go do wymagań sieci.

Wytyczne dotyczące wyglądu sklepu Hanna Olszewska otrzymała od franczyzodawcy, którego przedstawiciele nadzorowali postępy prac remontowych.

– Otrzymałam również garść praktycznych porad dotyczących wyposażenia sklepu, np. gdzie mogę kupić stary kredens, w którym prezentowane są kosmetyki – mówi.

Kolejnym etapem przygotowań do otwarcia była rekrutacja, za którą odpowiedzialna była właścicielka powstającego sklepu. Jej efektem było zatrudnienie trzech pracowników, którzy pracują w sklepie do dziś. W czasie, kiedy w sklepie trwały prace remontowe, przyszła franczyzobiorczyni przechodziła szkolenie, na którym zgłębiała tajniki prowadzenia własnego sklepu. Później szkolenia sprzedażowe i produktowe przeszli również jej pracownicy.

– Dobrze wyszkoleni i kompetentni pracownicy to był jeden z elementów, który zachęcił mnie do uruchomienia własnej Mydlarni u Franciszka. Jest dla mnie bardzo istotne, żeby moi pracownicy potrafili odpowiedzieć na każde pytanie klienta, doradzić mu i wybrać wraz z nim kosmetyki, które będą dla niego najlepsze – wyjaśnia Hanna Olszewska.

Witryna w remontowanym sklepie przez cały czas informowała przechodniów o tym, że niebawem będą mogli zrobić zakupy w nowej Mydlarni u Franciszka. Do odwiedzin zachęcały informacje o atrakcyjnych rabatach i promocjach w dniu otwarcia. Franczyzobiorczyni przygotowała również ulotki reklamowe informujące o otwarciu sklepu.

Stołeczna Mydlarnia u Franciszka ruszyła w sierpniu 2011 roku. Przez kilka pierwszych dni franczyzobiorczyni i jej pracownikom towarzyszyła osoba z centrali, która pomagała w rozkręceniu interesu i udzielała praktycznych porad dotyczących tego, jak wcielać w życie informacje zdobyte na szkoleniu.

– Takie praktyczne wsparcie było dla nas bardzo ważne. Dzięki obecności przedstawiciela sieci mogliśmy na bieżąco rozwiązywać pierwsze problemy, rozwiewać wątpliwości i szybko uzyskać odpowiedź na wszelkie nurtujące nas pytania – mówi Hanna Olszewska.

Prawie rok obecności na rynku sprawił, że Mydlarnia u Franciszka przy pl. Wilsona na stałe zagościła w świadomości klientów. Nie oznacza to jednak, że Hanna Olszewska nie musi się już starać o ich pozyskanie i utrzymanie.

– Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że najskuteczniejszym sposobem reklamy naszego sklepu jest poczta pantoflowa. Wiele klientek trafia do Mydlarni właśnie z polecenia koleżanek czy znajomych, którzy są zadowoleni z naszych produktów – opowiada franczyzobiorczyni. – Jednak jeszcze bardziej cieszy mnie powiększające się grono stałych klientów.

Notowała Magdalena Krocz