24.09.2012

Przyczepa pełna zysku

Wypożyczalnię przyczep można otworzyć wszędzie, ale sąsiedztwo marketu budowlanego gwarantuje klientów - mówi Marcin Połowczuk, koordynator projektu Przyczepy Martin.

Rynek wypożyczalni przyczep jest w Polsce dość mocno nasycony. Czym Przyczepy Martin chcą się na nim wyróżnić?
Naszą przewagą konkurencyjną jest fakt, że jesteśmy partnerem jednej z największych w Polsce sieci marketów budowlano-dekoracyjnych. Uruchamiamy placówki w sąsiedztwie punktów tej marki, co łączy się z szeregiem korzyści. Otworzyć wypożyczalnię przyczep można wszędzie, ale chodzi o to, by zrobić to w miejscu, które gwarantuje ciągły dopływ klientów. Trudno o lepszą gwarancję stałego popytu, niż sąsiedztwo sklepu znanej marki.

Marcin Połowczuk, zarządzający projektem Przyczepy Martin

Nasze wynagrodzenie jako franczyzodawcy mieści się w cenie przyczep, które my dostarczamy oraz w miesięcznym czynszu za najem lokalizacji.
Marcin Połowczuk, koordynator projektu Przyczepy Martin-Rental Project

Czy ograniczacie się do współpracy z tą jedną siecią, czy w planach jest też rozszerzenie jej na inne marki?
Nie, bo to ona sama zaproponowała nam partnerstwo. Nie zamierzamy porozumiewać się z nikim innym, gdyż działamy na zasadzie wzajemnej wyłączności. Bliskość klientów marketu nie jest jedyną korzyścią, na jaką mogą liczyć nasi franczyzobiorcy. Chodzi również o marketing. Przede wszystkim nasze przyczepy są oznakowane kolorystyką i logotypem dużej marki, co budzi zaufanie klienta i zachęca go do korzystania z naszych usług. Dodatkowo informacje o wypożyczalni są podawane przez głośniki w centrum handlowym, co stanowi silną reklamę.

Placówki Przyczep Martin powinny dysponować odpowiednim taborem. Od czego zależy, jak liczny powinien być?
Na początku franczyzobiorca kupuje 8 przyczep, które pozwalają mu rozkręcić interes. To koszt sięgający 49 tys. zł. Z czasem, gdy firma funkcjonuje już na „pełnych obrotach” konieczne może okazać się rozbudowanie taboru do 12-14 przyczep.

Przy założeniu, że przyczepa kosztuje ok. 3,8 tys. zł, a wypożyczenie jej na dobę – 50 zł, należałoby ją wypożyczyć 76 razy, by się zwróciła...
Zgadza się, choć nie do końca. Proponujemy pomyśleć o tym w inny sposób. Otóż proszę zauważyć, że okres eksploatacji przyczepy w naszej sieci to dwóch lata. Później narażalibyśmy się na konieczność częstego jej serwisowania. Po dwóch latach bez problemu można sprzedać przyczepę nawet za ok. 2,5 tys. zł. Czyli tak naprawdę koszt zakupu jednej to nie 3,8 tys. zł, a niewiele ponad tysiąc. To zmienia postać rzeczy.

A kto ustala cenę sprzedaży?
Franczyzobiorca może ją kształtować według własnego uznania, oczywiście zgodnie z jej stanem technicznym. Bardzo często zdarza się, że stali klienci w końcu dochodzą do wniosku, że nie opłaca im się ciągle wypożyczać sprzętu i decydują się na jego kupno, jeszcze przed upłynięciem wspomnianego okresu. Sprzedaż przyczep to istotna część naszego biznesu, we wszystkich placówkach.

Ile ich powstało do tej pory?
W tej chwili mamy trzy punkty własne we Wrocławiu i jeden punkt partnerski w Rumi. Niebawem przekażemy też naszą placówkę w Swarzędzu w ręce franczyzobiorcy. Intensywnie szukamy partnerów w Zielonej Górze i Zgorzelcu, tam szczególnie zależy nam na czasie. Prowadzimy też rozmowy w Poznaniu.

W sieci nie występuje opłata wstępna. Czy są opłaty miesięczne bądź marketingowe?
Nie. Nasze wynagrodzenie jako franczyzodawcy mieści się w cenie przyczep, które my dostarczamy oraz w miesięcznym czynszu za najem lokalizacji. Teren jest dzierżawiony przez nas, a my podnajmujemy go franczyzobiorcy. Dzięki temu partner zyskuje nie tylko korzystną lokalizację, ale i dostęp do mediów, ochrony oraz infrastruktury związanej z obsługą klienta. Byłoby bardzo trudno zorganizować je we własnym zakresie.

Rozmawiał (gum)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0