12.10.2012

Podobno mamy kryzys...

Logo MultiBanku zniknie z szyldów oddziałów bankowych. Zastąpi je mBank. Sebastiana Owczarskiego i innych franczyzobiorców MultiBanku czekają zmiany.

Co trzecia placówka MultiBanku należy do franczyzobiorcy. Jak informuje centrala banku, szczegóły związane z rebrandingiem marki będą znane w 2013 roku.
– Wszyscy czekamy na decyzję, w jakim zakresie zmieni się wygląd placówek – mówi Sebastian Owczarski, prezes spółki Dase Financial Group, zarządza pięcioma oddziałami Multibanku na Dolnym Śląsku. – Jestem jednak dobrej myśli.

Franczyzobiorca Multibanku

W ciągu blisko 10 lat działalności w sektorze bankowym Dase Financial, której prezesem jest Sebastian Owczarski, nie tylko przejmował kolejne placówki, ale rozwijał inne działalności. Obecnie zarządza sześcioma spółkami zależnymi, w tym spółką pośrednictwa finansowego MyFinanse, którą zamierza rozwijać we franczyzie i wprowadzić na rynek NewConnect.

Dase FG współpracuje z bankiem od 2003 roku.
– Mój były wspólnik, a zarazem ówczesny prezes spółki, brał udział w modelowaniu tego biznesu. Centrala zaproponowała mu, żeby otworzył pierwszą placówkę testową we Wrocławiu. Koszty inwestycji pokryłem ja – wspomina Sebastian Owczarski. – Zresztą przez pierwszy rok działalności byłem w spółce inwestorem pasywnym, czyli tylko finansowałem działalność. Dopiero przy kolejnych otwarciach osobiście zaangażowałem się w projekt.

Pierwsza placówka powstała w samym centrum Wrocławia. W mieście działał tylko jeden oddział własny Multibanku, drugim była placówka prowadzona przez spółkę Dase FG.
– Wtedy jeszcze nie było takiego problemu ze znalezieniem prestiżowej lokalizacji. Dziś we Wrocławiu działa osiem oddziałów Multibanku, a lokale proponowane nowym partnerom mieszczą się głównie na osiedlach mieszkaniowych i na przedmieściach miasta, czyli w dobrych, ale nie prestiżowych miejscach – tłumaczy Owczarski.

Multibank przeprowadził remont lokalu i dostarczył wyposażenie, m.in.: meble, komputery, sejf i bankomat.
– Musieliśmy zapłacić kaucję, która była gwarancją, że nazajutrz bank się nie obudzi bez mebli czy bez komputerów. Zabezpieczenie oddawane jest po roku – wyjaśnia franczyzobiorca. – Zaufani partnerzy, którzy zarządzają co najmniej jedną lub dwiema placówkami, nie muszą już wpłacać kaucji. My otrzymaliśmy kredyt zaufania przy otwarciu trzeciego oddziału.

Nie ma za to żadnych zniżek przy zakupie licencji na kolejne placówki. A licencja jest jednym z największych kosztów tego biznesu.
– Licencja na czwartą placówkę kosztowała 10 razy więcej niż przy pierwszym otwarciu – mówi Sebastian Owczarski. – W 2003 roku za licencję płaciło się tyle, ile za dwuletniego volkswagena golfa, dzisiaj za tę równowartość opłaty licencyjnej można kupić bardzo dobrze wyposażonego volkswagena passata.

Pieniądze potrzebne są nie tylko na wejście, ale również na utrzymanie biznesu: zatrudnienie 3-4 osób, opłacenie mediów, prądu, zakup materiałów biurowych, itp.
Zanim pojawią się pierwsze zyski, trzeba założyć pół roku do roku inwestowania – ocenia franczyzobiorca Multibanku.

Promocja się opłaca

Po ponad dwóch latach od uruchomienia oddziału we Wrocławiu Dase Financial Group zaproponował centrali otwarcie drugiej jednostki – tym razem w Wałbrzychu.
We Wrocławiu byłem jedynie udziałowcem w spółce, w Wałbrzychu miałem już zarządzać oddziałem, dlatego bank oficjalnie przeprowadził całą procedurę przyznania placówki – mówi prezes Dase Financial. – Nie miałem żadnego doświadczenia bankowego, prowadziłem biuro rachunkowe, które nadal funkcjonuje, ale znałem środowisko i miałem doświadczenie w zarządzaniu. Poza tym jestem z natury osobą bezpośrednią i potrafię walczyć o swoje. Te cechy, mam wrażenie, przekonały do mnie pracowników banku – dodaje.

Rozmowy odbywały się w centrali banku w Łodzi. Przygotowanie placówki do otwarcia zajęło cztery miesiące.
– Tyle trwały prace remontowe, uzyskanie zezwoleń, instalacja bankomatu i sejfu. Ze względu na ich ciężar, trzeba było zrobić próby wytrzymałościowe stropu – mówi Sebastian Owczarski. – Zorganizowaliśmy huczne otwarcie: imprezę, na którą zaprosiliśmy prezydenta miasta, lokalny establishment, przedstawicieli mediów i świata biznesu. Opłaciło się – impreza zyskała rangę wydarzenia społecznego, a nasze działania przyciągnęły do oddziału klientów VIP-owskich i firmy. Polecam to każdemu franczyzobiorcy.

Przed uruchomieniem wałbrzyskiego oddziału Multibanku, Dase Financial Group przeznaczył około 120 tys. zł na bieżącą działalność.
– Break even osiągnęliśmy po 12 miesiącach – mówi prezes spółki.

Czas na przejęcia

Placówkę w Jeleniej Górze przejęliśmy od partnera, z którym centrala postanowiła się rozstać. Źle zarządzany oddział psuł wizerunek banku. Na zmianę opinii pracowaliśmy dwa lata. Musieliśmy uświadomić klientom i partnerom biznesowym, że wraz z nowym właścicielem do placówki zawitała wysoka jakość i profesjonalne podejście do pracy. Doradcy jeździli do klientów i przekonywali ich, że będą zadowoleni z oferty banku i naszych usług. Odbudowa wizerunku była największym wyzwaniem, jakie postawił przede mną Multibank w ciągu całej naszej współpracy – przyznaje Sebastian Owczarski.

Placówka w Nysie i oddział w Polkowicach trafiły do portfolio Dase Financial w tym samym czasie.
– Oddział w Polkowicach należał wcześniej do innego partnera, w Nysie przejęliśmy oddział własny Multibanku. Nie chciałem nikogo zwalniać, bo uważałem, że dotychczasowi pracownicy centrali są wyszkolonymi specjalistami. Trafiła nam się dobra ekipa i menedżer placówki, z którymi współpracujemy do dzisiaj – mówi Owczarski.

Wykwalifikowany personel to jeden z najistotniejszych czynników wpływających na wizerunek oddziału bankowego – zwłaszcza w czasach, gdy banki walczą o każdego klienta.
– Dzisiaj klient idzie do banku wtedy, gdy zmusza go do tego konieczność. Raczej czeka, aż doradca przyjdzie do niego – wyjaśnia franczyzobiorca Multibanku. – Kiedyś dystrybucja 5 tys. ulotek przynosiła ogromny zwrot. Ludzie otwierali rachunki, przenosili konta, brali kredyty. Obecnie efektem akcji „ulotkowej” w tym samym miejscu z taką samą liczbą rozdanych ulotek byłoby zainteresowanie 2-3 osób. Na szczęście produkty bankowe: depozytowe, kredytowe, regularnego oszczędzania czy ubezpieczenia są tak parametryzowane przez centralę, żeby opłacało się je sprzedawać. Nie potrzebujemy dużego dopływu nowych klientów, żeby utrzymywać dochody mniej więcej na tym samym poziomie. Przykładowo, kiedyś sprzedając siedem produktów, musieliśmy mieć 100 klientów, żeby wyjść na swoje. Teraz mamy 27 produktów, więc wystarczy nam 20 nowych osób.

Wsparcie i kontrola

Bank wspiera nas na każdym etapie rozwoju biznesu. Weźmy na przykład rekrutację pracowników. Dział HR w Multibanku przeprowadza pierwszy etap rekrutacji, wysyła do nas rokujących kandydatów na rozmowy kwalifikacyjne. My wybieramy najciekawsze osoby, z którymi bank przeprowadza drugi etap rekrutacji, sprawdzając doświadczenie, kompetencje, a nawet zachowanie. Następnie przesyła nam rekomendacje. Ostateczna decyzja należy od nas – mówi Sebastian Owczarski. – Średnio dwa razy w roku bank przeprowadza audyt placówek. Sprawdzane jest wszystko: od wyników finansowych po umowy pracowników.

W ciągu blisko 10 lat działalności w sektorze bankowym Dase Financial nie tylko przejmował kolejne placówki, ale rozwijał inne działalności. Obecnie zarządza sześcioma spółkami zależnymi, w tym spółką pośrednictwa finansowego MyFinanse, którą zamierza rozwijać we franczyzie i wprowadzić na rynek NewConnect.

– W 2011 roku 90 proc. przychodów Dase generowały placówki Multibanku, w pierwszym półroczu 2012 – 60 proc. Nie oznacza to, że zysk placówek Multibanku maleje – wyjaśnia prezes Dase Financial. – Tak dynamicznie rośnie zysk generowany przez inne spółki. A podobno mamy kryzys...

Notowała Aneta Wieczorek-Hodyra