23.11.2012

Czerwona Torebka pakuje się na giełdę

Operator pasaży handlowych szykuje publiczną emisję akcji. Na debiut wybrał jednak trudny moment.

Czerwona Torebka zarządza ogólnopolską siecią pasaży handlowych skupiających punkty usługowe i handlowe. Pod jej szyldem działają 24 obiekty, kolejnych 11 uzyskało pozwolenie na użytkowanie, a 45 jest na różnym etapie zaawansowania prac. Jak jednak twierdzi zarząd sieci, jest ona dopiero na wczesnym etapie rozwoju.

Centrum handlowe Czerwona Torebka Fot. Czerwona Torebka

Pod szyldem Czerwonej Torebki działają obecnie 24 obiekty. Niedawno spółka rozpoczęła też budowę konceptu z branży spożywczej o nazwie Warzywnik.

- Wierzymy w duży potencjał tego konceptu – w skali całego rynku oceniamy go na 4500 obiektów. Zgodnie z naszą strategią już od 2015 r. planujemy otwierać ponad 200 pasaży rocznie, dzięki czemu w 2021 r. działać ma blisko 1,9 tys. Czerwonych Torebek – mówi Ireneusz Kazimierczyk, prezes Czerwonej Torebki.

Do realizacji planów potrzebny jest jednak kapitał. I to niemały – według szacunków zarządu potrzeba blisko 4,5 mld zł. Jednym ze sposobów pozyskiwania pieniędzy na inwestycje ma być publiczna emisja akcji. Dzięki wejściu na giełdę Czerwona Torebka chce zarobić 281 mln zł.

- To ambitny plan. Pamiętajmy jednak, że Czerwona Torebka to deweloper, który oferuje usługi wynajmu powierzchni dla firm z sektora handlowego. Jest więc wyeksponowany na problemy małych i średnich przedsiębiorstw z tego rynku, który znajduje się obecnie pod presją – przyznaje Tomasz Sokołowski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK. - Z drugiej strony ich kłopoty nie muszą przełożyć się na przyszłą kondycję Czerwonej Torebki. Spółka bardzo starannie selekcjonuje podmioty, z którymi współpracuje i wybiera tylko pewnych partnerów.

Zdaniem eksperta, ewentualną przeszkodą w powodzeniu emisji może być okres, w którym spółka zamierza ją przeprowadzić.

- Na giełdzie wciąż brakuje entuzjazmu sprzyjającego pierwotnym ofertom publicznym. Poza tym w tym samym czasie mamy do czynienia ze swoistą kontrofertą ze strony Alior Banku. Ona może odwrócić uwagę inwestorów od Czerwonej Torebki, ale równie dobrze spowodować zainteresowanie giełdą w ogóle, a przez to nakręcić popyt również i na jej akcje – przewiduje analityk.

Na koniec 2011 roku spółka zanotowała zysk netto w wysokości 55,4 mln zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 94,1 mln zł. Wyniki z poprzednich lat pochodzą jednak przede wszystkim z pośrednictwa na rynku nieruchomości oraz działalności deweloperskiej, które dziś przestają być najważniejszym biznesem Czerwonej Torebki. Obecnie strategicznym kierunkiem rozwoju Spółki jest budowa i wynajem pasaży Czerwona Torebka i docelowo to ten segment będzie głównym źródłem przychodów. Według prognoz spółki na koniec 2012 r. przychody z wynajmu pasaży Czerwona Torebka będą stanowiły 5 proc. przychodów ogółem. W roku 2013 udział ten wzrośnie już do 40 proc.

- Jest to ryzyko, które zostało szczegółowo opisane w prospekcie emisyjnym i inwestorzy są go świadomi. To, czym Czerwona Torebka zachęca inwestorów, jest pewną wizją, a nie biznesem z „masą krytyczną” – przyznaje Sokołowski.

Mimo wszystko jednak jest biznesem, który szybko rośnie i ma duże szanse powodzenia. Zwłaszcza, jeśli przypomnieć, że większościowym akcjonariuszem spółki jest jej założyciel Mariusz Świtalski – przedsiębiorca, który na handlu i franczyzie zna się jak mało kto w tym kraju. To w końcu on stworzył m.in. takie marki, jak Żabka czy Biedronka. Obecnie posiada blisko 3/4 udziałów w Czerwonej Torebce.

Inwestorzy detaliczni mogą zapisywać się na akcje Czerwonej Torebki po cenie maksymalnej, wynoszącej 17,20 zł. Zapisy potrwają od 3 do 6 grudnia.

(gum)