06.12.2012

Z banku do salonu urody

Dwie pracownice banku oprócz przyjaźni połączył też biznes. Półtora roku temu zrezygnowały z pracy w korporacji na rzecz własnego gabinetu Yasumi.

Przez wiele lat Sylwia Sokołowska i Agnieszka Sikorska-Bors pracowały razem w banku. Byłą dyrektor regionalną i eksmenedżerkę łączyła nie tylko przyjaźń, ale i wspólne marzenia.
– Obie uznałyśmy, że praca na etacie według zasad, jakie panują w korporacji, nie jest czymś, co chciałybyśmy robić do końca życia zawodowego – opowiada Sylwia Sokołowska. – Byłyśmy zmęczone przede wszystkim atmosferą pracy i monotonią życia od poniedziałku do piątku.

Sylwia Sokołowska, partnerka sieci Yasumi

W banku zajmowałyśmy się obsługą dużych firm, więc mamy niezbędną w tym zakresie wiedzę oraz doświadczenie. Na podstawie kalkulacji finansowych przedstawionych przez Yasumi, obliczałyśmy prognozowane przychody i koszty dla wybranej lokalizacji.
Sylwia Sokołowska, współwłaścicielka partnerskiego salonu Yasumi

Od pierwszych rozmów na temat przyszłości do zerwania z pracą na etacie minęły trzy lata.
– To była decyzja, która miała zaważyć o naszym losie, prawdziwa rewolucja w życiu – porzucałyśmy bezpieczne posady, stabilne pozycje zawodowe. Pierwsze kroki we własnym biznesie musiały być dobrze przemyślane – mówi Sylwia Sokołowska. - Salon kosmetyczny wydawał nam się dobrym wyborem. Presja na młody i zadbany wygląd jest aktualnie bardzo duża. Coraz więcej inwestujemy w urodę. Choć konkurencja na rynku jest spora, to gabinety, które mają profesjonalny sprzęt, wykwalifikowany personel i atrakcyjny zakres usług w przystępnych cenach są zdecydowaną mniejszością. Większym problemem okazało się znalezienie firmy, której warunki współpracy będą odpowiadać naszym oczekiwaniom. Zależało nam na swobodzie prowadzonej działalności przy merytorycznym wsparciu innej firmy, a nie na związaniu rąk niekorzystną umową współpracy.

O ofercie licencyjnej Yasumi przyszłe partnerki firmy dowiedziały się z reklamy w prasie. Podczas umówionego telefonicznie spotkania w siedzibie Yasumi w Kaliszu poprosiły o wzory umów.
– Przekonały nas warunki współpracy gwarantujące nam dużą niezależność. Przykładowo, korzystamy z urządzeń i usług, jakie proponuje Yasumi, ale możemy wprowadzić do naszego salonu także te zabiegi, których Yasumi nie ma w ofercie, a my spodziewamy się, że przyniosą określone zyski – wyjaśnia Agnieszka Sikorska-Bors. – Kolejnym czynnikiem, który miał ogromny wpływ na naszą decyzję, była otwartość i przyjazna biznesowi atmosfera rozmów, np. przy wyborze urządzeń niczego nam nie narzucano; przedstawiciele Yasumi jedynie doradzali, jakie zabiegi bądź produkty kosmetyczne mogłyby wzmocnić efekt działania wybranych urządzeń.

Zanim Sylwia Sokołowska i Agnieszka Sikorska-Bors podpisały umowę z Yasumi, dokładnie przeanalizowały wszystkie dokumenty i sporządziły własny biznesplan.

– W banku zajmowałyśmy się obsługą dużych firm, więc mamy niezbędną w tym zakresie wiedzę oraz doświadczenie. Na podstawie kalkulacji finansowych przedstawionych przez Yasumi, obliczałyśmy prognozowane przychody i koszty dla wybranej lokalizacji – wyjaśnia Sylwia Sokołowska.

Po niespełna miesiącu od pierwszego kontaktu z centralą pracownice banku podjęły decyzję o rozpoczęciu współpracy z kaliską spółką Yasumi i otwarciu instytutu w Łodzi. Salon Sylwii Sokołowskiej i Agnieszki Sikorskiej-Bors mieści się w zabytkowej kamienicy w ścisłym centrum miasta. Na ponad 120 m2 powstało pięć gabinetów zabiegowych z łazienkami i recepcja.
– Lokal nie miał żadnych ścian wewnętrznych. Wspólnie z Yasumi opracowałyśmy projekt zagospodarowania przestrzeni, który uwzględniał wymogi sanepidu i konserwatora zabytków – wspomina Sylwia Sokołowska.

Ściany zewnętrzne i sufity zbudowane są z cegły, która – zgodnie z zaleceniami konserwatorskimi – musi pozostać w nienaruszonym stanie. Ciemne wnętrze rozjaśniono odpowiednio dobranymi kolorami materiałów wykończeniowych.
– Doprowadziłyśmy kanalizację, ogrzewanie. Zgodnie z wymogami sanepidu z każdego gabinetu, w którym wykonywane są zabiegi na ciało musi być bezpośredni dostęp do łazienki – wylicza Sylwia Sokołowska. - To pół roku pracy i ogromne koszty, ale opłaciło się. Klientki są zachwycone.

Urządzenie salonu i przystosowanie wnętrza do potrzeb gabinetu spa kosztowało ok. 170 tys. zł. Kolejny wydatek to zakup, za pośrednictwem Yasumi, urządzeń do zabiegów.
– Wybrałyśmy m.in. diathermię (urządzenie podgrzewające włókna kolagenowe w skórze, co sprzyja jej ujędrnianiu i wygładzeniu – przyp. red.), liposukcję ultradźwiękową (modelowanie sylwetki – przyp. red.), krioterapię i urządzenie do masażu podciśnieniowego – wylicza Agnieszka Sikorska-Bors. – Wspólnie z Yasumi konstruowałyśmy ofertę dla salonu. Otrzymałyśmy szczegółowe kalkulacje, w których uwzględniono nawet zużycie prądu podczas każdego zabiegu.

W salonie aktualnie zatrudnione są trzy osoby. Partnerki Yasumi i pracownice salonu przeszły szereg specjalistycznych szkoleń wstępnych i z zakresu kosmetologii. W lipcu 2011 roku salon był gotowy na przyjęcie klientów.

W oczekiwaniu na zyski

Początki działalności nie były łatwe. Jako pierwsze z oferty korzystały znajome właścicielek.
– Przetestowałyśmy na własnej skórze, że najlepiej w tego typu biznesie sprawdza się marketing szeptany – mówi Sylwia Sokołowska. - Wcześniej popełniłyśmy kilka błędów, np. bez konsultacji z Yasumi wykupiłyśmy reklamy w lokalnej prasie. Kosztowało nas to sporo, a nie przyniosło żadnego skutku – podobnie jak wysyłanie zaproszeń za pośrednictwem poczty. Najlepsze efekty przyniosła akcja „otwartych dni” z ofertą zabiegów w promocyjnej cenie, gdzie do dystrybucji zaproszeń wykorzystałyśmy swoje kontakty i kontakty znajomych.

Innym problemem, z jakim musiały zmierzyć się właścicielki salonu, były roszady personelu.
– Osoby, które zatrudniłyśmy na początku, nie sprawdziły się – wyjaśnia Sylwia Sokołowska. - W salonie odnowy biologicznej niezwykle istotne są nie tylko kompetencje i wiedza pracownika, ale również jego sposób bycia oraz umiejętności sprzedażowe. Znalezienie osób, które spełniają wszystkie te wymogi, nie jest proste.

Obie właścicielki codziennie są w salonie: kontrolują zapasy, monitorują prace personelu.
– Właściciel powinien wiedzieć, co się dzieje w jego firmie – mówi Agnieszka Sikorska-Bors. - Na tym etapie rozwoju wszystko musi być pod kontrolą. Yasumi wspiera nas merytorycznie, organizując szkolenia i doradzając w bieżącej działalności, ale to od naszej pracy zależy kondycja finansowa biznesu. Przez pierwsze pół roku pokrywałyśmy z własnej kieszeni 50 proc. kosztów działalności. Teraz jest zdecydowanie lepiej, ale przed nami jeszcze bardzo dużo pracy.

– Za pół roku powinnyśmy osiągnąć poziom przychodów, który da nam względną stabilność finansową – mówi Sylwia Sokołowska. - Jesteśmy konsekwentne w swoich działaniach i – co ważniejsze – chcemy, żeby się udało. Bo dobrze prosperujący biznes będzie ukoronowaniem naszych wysiłków i dowodem na to, że porzucenie etatu było jedną z najlepszych decyzji w życiu.

Notowała Aneta Wieczorek-Hodyra