29.01.2001

Pechowa wygrana w McDonaldzie

Jeden z klientów McDonalda nieuwagę opłacił zniszczonym ubraniem.

Gazeta Wyborcza w dodatku Supermarket opisała przypadek swojego czytelnika w restauracji McDonalda znajdującej się na ul. Modlińskiej.

Do naszych zakupów dołączono zdrapkę – mówił czytelnik Gazety. – Okazało się, że wygraną jest darmowa kawa. Odebrałem ją, a ponieważ była gorąca, odstawiłem ją, aby wystygła. Po paru minutach chciałem się napić. Podniosłem kubek, a ten złożył mi się w ręku. Jego zawartość wylała się na mnie i moją żonę.

Gazeta Wyborcza podała, że kawa poplamiła marynarkę, spodnie, koszulę i krawat. Czytelnik spytał menadżera restauracji, co robić. Został poczęstowany ciastkiem i dostał numer telefonu do centrali firmy, gdzie następnego dnia zadzwonił. Usłyszał, podaje Gazeta Wyborcza, że do centrali dotarł zupełnie inny opis zdarzenia i jedyne, co mogą zrobić, to przyjąć w biurze wniosek o odszkodowanie.

Chcąc ustalić jego kwotę, zaniósł ubrania do pralni – kontynuuje swoją relację Gazeta Wyborcza. Tam usłyszał, że na marynarce i krawacie plamy są nie do usunięcia. W związku z tym zażądał zwrotu pieniędzy za marynarkę i krawat oraz wypranie pozostałych rzeczy. W sumie 650 zł. Odpowiedź przyszła od ubezpieczyciela McDonalda, który w uzasadnieniu decyzji stwierdza, iż nie należy mu się odszkodowanie, ponieważ kubek był wykonany zgodnie z normami.

Gazeta Wyborcza zwróciła się do rzecznika McDonald’sa Krzysztofa Kłapy.
- My nie jesteśmy nastawieni na nieprzychylne traktowanie skarg klientów, ale nie możemy też pilnować każdego, kto pije u nas kawę. Nasze kubki spełniają wszystkie normy, a obchodzenie się z nimi leży w gestii klienta.

Więcej: Andrzej Laskowski, Gazeta Wyborcza, 29 stycznia 2001

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0