02.02.2013

Pralnia lepsza niż szpital

Damian Rorat pracował w firmie telekomunikacyjnej i oddziale firmy kurierskiej. Teraz postawił na pralnię – został franczyzobiorcą 5àSec.

Operator telefonii komórkowej, firma kurierska, pralnia chemiczna – biznesy całkiem inne, ale jak twierdzi Damian Rorat, wcale nie różnią się od siebie tak bardzo, bo wszystkie dotyczą usług. Początkowo przedsiębiorca pracował jako regionalny przedstawiciel jednego z trzech największych operatorów i dbał o utrzymywanie standardów w punktach sprzedaży usług telekomunikacyjnych. Później przyszedł czas na własną firmę. Zyski z firmy kurierskiej nie były jednak adekwatne do wkładu pracy. Poza tym zarządzanie grupą kurierów, którzy pracowali w terenie, okazało się wyjątkowo trudne.
– Zmiana profilu działalności zbiegła się w czasie z przygotowaniami do otwarcia w Częstochowie Galerii Jurajskiej, pierwszego tego typu obiektu w mieście. Centrum handlowe ruszyło w październiku 2009 roku, ja natomiast jeszcze w marcu rozpocząłem rozmowy z 5àSec. Wiedziałem, że w negocjowaniu warunków najmu z zarządcą galerii miałbym słabszą pozycję niż międzynarodowa sieć. Przeciętny Kowalski nie jest tak atrakcyjnym partnerem biznesowym jak duża firma – twierdzi Damian Rorat.

Damian Rorat, franczyzobiorca pralni 5aSec z Częstochowy.

Wolne chwile Damian Rorat spędza na motorze. Dużym wyzwaniem była jego podróż na Syberię zorganizowana w 2010 roku wspólnie z kolegą.

Już po pierwszym spotkaniu w Warszawie przedsiębiorca wiedział, że nie potrzebuje dodatkowych rozmów z innymi franczyzodawcami.
– 5àSec podeszło do tematu bardzo racjonalnie – nie obiecywano mi nie wiadomo jakich zysków. Dyrektor firmy zapowiedział, że jak każdy biznes, pralnia również potrzebuje czasu na rozkręcenie. Zyski pojawiły się planowo, po mniej więcej połowie roku prowadzenia działalności – mówi franczyzobiorca.

Innym argumentem przemawiającym za nawiązaniem współpracy z 5àSec były standardy panujące w pralniach sieci. Sposób obsługi klienta, ubiór personelu oraz wygląd placówki nie pozostawały bez znaczenia. Praca w usługach sprawiła, że Damian Rorat zwraca uwagę na najmniejsze szczegóły, które mają wpływ na wizerunek biznesu.
– Ważne jest dla mnie, czy obsługujący mnie personel pralni ma białą, czystą koszulę, czy brudny fartuch – podaje przykład.

Z pracownika na kierownika

Pierwszy dzień działania pralni zbiegł się z otwarciem galerii. Skuteczna okazała się promocja prania i czyszczenia odzieży za 5 zł. Przyciągnęło to pierwszych klientów, a właściwie całe tłumy.
– Kolejka jak za komuny za jakimś deficytowym produktem – żartuje Rorat.

Zatrudnienie w częstochowskiej pralni znalazły cztery osoby. Pierwsze miesiące były trudne, ale cierpliwość popłaca. Dwie pracownice, które w firmie są od początku, awansowały na stanowiska kierownicze. Jedna z nich zarządza pralnią w Galerii Jurajskiej, druga zaś placówką przejętą od sieci, która działa w supermarkecie Auchan, również w Częstochowie. Mimo zaufanego personelu franczyzobiorca praktycznie każdego dnia jest obecny w obu punktach.
– Otwarcie pierwszej pralni wiązało się z zupełnie innymi doświadczeniami niż przejęcie drugiej, gdzie konieczny był tylko remont. Surowy stan lokalu w galerii handlowej wymagał ode mnie przygotowania projektu uwzględniającego instalację wszystkich urządzeń i klimatyzacji. Franczyzodawca zapewnił mi nowy sprzęt od sprawdzonego dostawcy. Jeśli wystąpiłaby jakakolwiek awaria urządzeń, mogę liczyć na pomoc mobilnego pracownika z działu technicznego 5àSec – dodaje.

Już wkrótce kierowniczka jednej z pralni zostanie oddelegowana do Kielc, bo właśnie tam Damian Rorat przejmie kolejną sieciową pralnię. Zarządzanie na odległość nie należy do najłatwiejszych, ale problem ten rozwiązuje zaufany pracownik. Poza tym przykład personelu częstochowskiego przedsiębiorcy pokazuje, że również w tym biznesie zatrudnieni mogą rozwijać się i awansować.

Pasja liczona w kilometrach

Wolne chwile Damian Rorat spędza na motorze. Dużym wyzwaniem była jego podróż na Syberię zorganizowana w 2010 roku wspólnie z kolegą. Trasa prowadząca na Kołymę i z powrotem liczyła 25 tys. km. Kilkaset kilometrów przed dotarciem do celu Damian Rorat miał jednak na wertepach problemy z panowaniem nad motocyklem. Upadek okazał się nie tylko bolesny, ale i groźny dla zdrowia. Nadwerężony staw barkowy wymagał hospitalizacji.

Dla niektórych „jeden wyścig” to za mało, dlatego Damian Rorat zdecydował się na prowadzenie kilku pralni chemicznych. W ten sposób wykorzystuje wiedzę i doświadczenie, jakie zdobył, otwierając pierwszą placówkę.

Notował Daniel Wilk