11.02.2013

Szkoła językowa z doświadczeniem

Helen Doron uczy w Polsce angielskiego od 15 lat. Na otwarciu 200 szkoły firma nie poprzestanie rozwoju.

Na pomysł sprowadzenia metody nauczania Helen Doron do Polski wpadła anglistka Joanna Cesarz-Zbroszczyk. Gdy w 1998 roku otwierała w Tychach pierwszą w Polsce szkołę Helen Doron Early English nie myślała o uruchamianiu kolejnych placówek. Tymczasem niespełna 5 lat później, w 2003 roku, do rozwijającej się sieci szkół uczęszczało już 10 000 dzieci. Joanna Cesarz–Zbroszczyk była odpowiedzialna za rozwój sieci do 2005 roku jako koordynator, a obecnie, jako dyrektor regionalny, jest największym klientem Helen Doron na świecie. Obecnie sieć rozwija się w Polsce we współpracy z 5. dyrektorami regionalnymi. Sama sieć centrów Helen Doron liczy już około 200 placówek na terenie całego kraju, do których uczęszcza 27 000 dzieci.

Uczniowie szkoły Helen Doron

Helen Doron, brytyjska lingwistka, opracowała metodę nauczania języka angielskiego dla dzieci ponad 26 lat temu. Dziś międzynarodowa sieć szkół języka angielskiego obecna jest w 34 krajach świata na 5 kontynentach.

W grudniu 2012 roku wszystkie placówki Helen Doron Early English nawiązały współpracę z Cambidge ESOL, dzięki czemu mogą przeprowadzać uznane na całym świecie testy języka angielskiego Cambridge.
- Cambridge i Helen Doron dzieli wspólny cel w zapewnianiu doskonałej edukacji dla dzieci i młodzieży na całym świecie. Dzięki tej współpracy jesteśmy w stanie zwiększyć dostęp do egzaminów Cambridge English, który daje młodym studentom prawdziwą przewagę w zakresie ich rozwoju i edukacji – mówi Dr Mike Milanovic, szef Cambridge ESOL.

Duży wpływ na rozwój branży edukacyjnej ma demografia. Wyż demograficzny mamy już za sobą, co przekłada się na mniejszą liczbę klientów szkół językowych. Z drugiej strony ciągle rośnie świadomość znaczenia znajomości języków obcych, i to od najmłodszych lat.
- Naszym pojawieniem się przyczyniliśmy się do społecznej dyskusji, czy edukacja językowa maluchów jest potrzebna, czy aby przypadkiem nie zabieramy dzieciom dzieciństwa, i zarazem czy ten biznes ma w ogóle sens. Bardzo szybko okazało się, że ma sens i to duży – twierdzi Joanna Cesarz-Zbroszczyk. - Nasze centra powstawały jedno po drugim, a liczba dzieci uczęszczających na zajęcia stale wzrastała. Wiedzieliśmy, że pojawienie się konkurencji to tylko kwestia czasu. W latach 2005-2008 na rynku mogliśmy obserwować prawdziwą eksplozję w tym sektorze. Kto mógł wchodził w sektor nauczania językowego dzieci. Aktualnie rynek jest bardzo rozdrobniony, ale już po selekcji, czyli zostali na rynku tylko ci, którzy faktycznie mają coś do zaoferowania swoim klientom. Poza małymi lokalnymi szkołami czy franczyzowymi szkołami sieciowymi, coraz lepiej jest zorganizowane nauczanie dzieci bezpośrednio w przedszkolach. O klienta jest więc bardzo trudno - dodaje dyrektor regionalna Helen Doron Early English.

W zależności od terenu na jaki wykupiona jest licencja inwestycja w biznes wynosi od 25 do 45 tys. zł.

(dw)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0