29.05.2014

Los No+vello wisi na włosku

Spółka tonie w długach i notuje straty. Czy to koniec sieci?

Mamy 2009 rok, pierwsza sieć oferująca usługi fotoepilacji w Polsce, 70 placówek otwartych w 12 miesięcy, pierwsza setka przebita w kolejnym roku – tak hiszpański koncept z branży kosmetycznej zdobywał rynek nad Wisłą. Oznakowane zielonymi szyldami punkty powstawały w iście ekspresowym tempie, mimo że we własny biznes pod marką No+vello trzeba było zainwestować grubo ponad 100 tys. zł. Polki uległy kuszącej wizji pozbycia się owłosienia raz na zawsze.

Zabieg depilacji w salonie No+Vello. Fot. No+vello

Mogli być liderem rynku depilacji, teraz mogą rwać włosy z głowy. Z ponad stu salonów fotoepilacji No+vello zostało raptem 17.

Dziś po dawnej świetności sieci pozostało już tylko wspomnienie. Na rynku pozostało tylko 17 gabinetów fotoepilacji, zlokalizowanych w ośmiu województwach. Tak przynajmniej podaje oficjalna strona internetowa No+vello. Nasze telefony i e-maile z prośbą o wyjaśnienie sytuacji w firmie pozostały bez odpowiedzi. A nie ulega wątpliwości, że jest co wyjaśniać.

Zamykane salony i liczne konflikty z franczyzobiorcami, o których informacje docierały do redakcji Franchising.pl już wcześniej, to tylko jedne z wielu symptomów tego, że w spółce dzieje się źle. Katastrofę widać wyraźnie również na papierze. Pod koniec grudnia 2012 roku  NMV (tak nazywa się spółka franczyzodawcy) wyemitowała obligacje, zapożyczając się na 1,6 mln zł. Pieniądze miały pójść nie tylko na rozwój sieci w kraju. Centrala w Hiszpanii zdecydowała, że to Polacy wprowadzą ich markę na rynek niemiecki i ukraiński. Trudno powiedzieć skąd przekonanie, że im się uda. Już wtedy sieć miała za sobą rok poważnych spadków – liczba gabinetów zjechała z 90 na 60.

W ubiegłym roku po euforii na rynku usług depilacyjnych nie było śladu. Klientki przekonały się, że zanim magia technologii IPL podziała, kosztowne zabiegi trzeba wielokrotnie powtarzać. Gdy kryzys drenuje kieszenie i trzeba liczyć każdy grosz, wiele pań doszło do wniosku, że póki co woli przeprosić się z tradycyjną maszynką. Na dodatek w branży zaczęło się robić coraz ciaśniej – zachęceni początkowym marszem No+vello przedsiębiorcy postanowili zaproponować klientkom konkurencyjną ofertę. Tego było dla pioniera polskiej depilacji za dużo.

Na początku października 2013 roku Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych zawiesił obrót obligacjami NMV. Powodem było niedostarczenie przez spółkę sprawozdań finansowych za pierwsze półrocze. Gdy sprawozdanie ujrzało światło dzienne, okazało się, że NMV ma 297 tys. zł straty na sprzedaży i 335 tys. zł straty netto. Gdy w styczniu 2014 roku nadszedł termin wykupu obligacji, spółka nie była w stanie spłacić swojego długu. Oznacza to, że osoby, które kupiły obligacje licząc na zwrot zainwestowanej kwoty wraz z odsetkami (w tym przypadku tzw. kupon wynosił 6-miesięczną stopę WIBOR powiększoną o 6 pkt proc.), nie otrzymały należnych im pieniędzy. Konkretnie – łącznej kwoty 96 tys. zł za ostatni okres odsetkowy o długości 217 dni.
(gum)