06.06.2014

Doradzić, ubrać, zarobić

Daniel Urbanik pracował jednocześnie na etacie i był franczyzobiorcą. Wybrał franczyzę. Dziś prowadzi dwa salony z modą męską Pawo.

Z wykształcenia jest menedżerem, z zawodu budowlańcem, a z zamiłowania przedsiębiorcą. Prowadził z żoną sklep ze zdrową żywnością i przez kilka lat był dyrektorem galerii handlowej. Nawet wówczas myślał o własnej działalności jako formie zabezpieczenia na przyszłość. Jak sam przyznaje, temat franczyzy znał czysto akademicko – wiedział, że to forma działalności, która pozwala ograniczyć ryzyko.

Daniel Urbanki, właściciel sklepu Pawo Fot. Pawo

Zgodnie z filozofią Pawo w salonach sieci nie pracują sprzedawcy, tylko certyfikowani doradcy wizerunku. Podczas indywidualnego spotkania z klientem pomagają mu zmienić wygląd i wprowadzają go w najważniejsze zasady dress code.

Do zawodowych obowiązków Daniela Urbanika należało poszukiwanie najemców do galerii. Szukał nie tylko wśród właścicieli marek, ale i wśród drobnych przedsiębiorców zainteresowanych inwestycją we franczyzę. Jak mówi, zrobił wnikliwą analizę około stu konceptów, m.in.: modowych, biur podróży, z artykułami sportowymi i młodzieżowymi. Jednym z badanych systemów było Pawo. Wówczas firma miała już pomysł na franczyzę, ale nie miała jeszcze franczyzobiorców.

– Uznałem, że to bardzo perspektywiczna marka – wspomina Daniel Urbanik. – Widziałem, że walczy o rynek, a oferowane produkty mają bardzo dobry stosunek ceny do jakości. Spodobał mi się też sposób zarządzania tą siecią. Doszedłem do wniosku, że to może być dobra inwestycja na lata, bo pozwoli na budowanie długofalowych, opartych na jakości relacjach z klientami. Pomyślałem, że to nie tylko dobra marka do galerii, ale i ciekawy pomysł na biznes dla mnie – dodaje.

Z etatu na swoje

Właściciel galerii nie widział przeszkód, by Daniel Urbanik dzielił funkcję dyrektora z obowiązkami franczyzobiorcy sklepu prowadzonego pod tym samym dachem. Marka Pawo pozyskała w ten sposób pierwszego franczyzobiorcę w Nowym Sączu.

Pierwszy sklep Daniela Urbanika ruszył w kwietniu 2011 roku w Nowym Sączu. Jak mówi, pozytywnie zaskoczyła go organizacja sieci oraz fakt, że standardy prowadzenia sklepu są tak szczegółowo opisane.
– Wyobrażam sobie, ile pracy musiało to wszystko kosztować: wymyślić, spisać, zweryfikować, wdrożyć w sklepach i kontrolować – komentuje.

Daniel Urbanik wspomina, że kwota inwestycji w pierwszy sklep nieznacznie przekroczyła zakładany plan. Zaznacza jednak, że była to jego własna decyzja związana z zakupem droższego wyposażenia sklepu. Przyznaje również, że Pawo nie pomyliło się co do okresu zwrotu z inwestycji. – Usłyszałem, że nastąpi to najpóźniej po trzech latach. Mnie udało się zamknąć ten okres w 18 miesiącach – stwierdza.

Biznes szedł na tyle dobrze, że po dwóch i pół roku działalności Daniel Urbanik otworzył kolejny sklep Pawo w jednej z krakowskiej galerii handlowych. Dziś swój czas dzieli między obie placówki. Z etatu ostatecznie zrezygnował, by poświęcić się własnemu biznesowi.

Sposób na modę

Zgodnie z założeniami firmy Pawo franczyzobiorca nie kupuje towaru. Właścicielem ubrań pozostaje centrala i to ona zarządza dostawami oraz końcówkami kolekcji.

– Nie czuję się tym ograniczony. Przeciwnie, nawet jest mi na rękę, że nie jestem właścicielem towaru. Prawdopodobnie, gdybym kupował towar na własny rachunek, realizowałbym większą marżę, ale pewności nie ma. Pewne jest natomiast, że zostawałbym z końcówkami kolekcji, bo przy jednym czy dwóch sklepach nie ma możliwości ich upłynniania. Poza tym klient, który wchodzi do sklepu i widzi ten sam towar, który oglądał miesiąc, dwa czy pół roku temu, w końcu stwierdzi, że nie ma tu po co przychodzić. W Pawo co miesiąc mamy nowe pozycje – garnitury czy kompletne stylizacje. To dobrze, bo świeży towar dobrze wpływa na wizerunek firmy – mówi Urbanik. 

Zgodnie z filozofią Pawo w salonach nie pracują sprzedawcy, tylko certyfikowani doradcy wizerunku. Ich rolą jest otoczenie klienta opieką, zbadanie potrzeb, czasem ich uświadomienie i konsekwentna realizacja. Podczas indywidualnego spotkania z klientem pomagają mu zmienić wygląd i wprowadzają go w najważniejsze zasady dress code. To wyśmienita okazja do ubrania klienta od stóp do głów.

– Na początku miałem wątpliwości co do idei doradcy wizerunku. Obawiałem się, że  rynek ubioru męskiego jest zamknięty na takie miasto jak Nowy Sącz. Myślałem, że to nie jest wystarczająco szeroki ani głęboki rynek. Tymczasem takie miasta traktują działalność gospodarczą jako sposób na bezrobocie, a Nowy Sącz jest w czołówce pod względem liczby działalności gospodarczych. A to się przekłada na chęć rozwoju własnego wizerunku. Miło było się tak pomylić… – stwierdza franczyzobiorca.

Daniel Urbanik uważa też, że dużo łatwiej robić biznes w mniejszym mieście niż w metropolii. W Nowym Sączu łatwiej jest przekonać klienta, że to inwestycja, która się zwraca. Ludzie są bardziej otwarci. – No i konkurencja mniejsza niż np. w Krakowie – dodaje Urbanik. 

Pytany o wizerunek współczesnego mężczyzny, franczyzobiorca Pawo odpowiada, że zarówno w swoich sklepach, jak i coraz częściej na ulicach widzi zadbanych i świadomych swojego wizerunku ludzi. Jak mówi, widzi też ludzi zmęczonych codzienną walką o swoje, dla których wygląd jest kwestią drugorzędną. – To moi potencjalni klienci – mówi. – Staram się do nich docierać i uświadamiać, że dobre ubrania i stylowy wygląd to także sposób na poprawę jakości życia i zmianę relacji z otoczeniem.  

Daniel Urbanik nie czeka, aż klienci sami przyjdą do jego salonów. Jednym z działań, które prowadzi, są bezpłatne zajęcia z wizerunku dla uczniów klas maturalnych w nowosądeckich szkołach średnich. Jak mówi, w ten sposób zaszczepia w młodych ludziach potrzebę dbania o tę sferę życia. Nie przypadkiem robi to w przededniu zakupu przez maturzystów ich pierwszego garnituru… 

Notował (emka)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Marcin Kaleta

doradca we franczyzie
Napisz do autora