03.07.2014

Przedsiębiorca z urzędu

Sprzedaż lodów to biznes sezonowy. Zbigniewowi Garbowskiemu, franczyzobiorcy Lodów Bonano, nie przeszkadza to, bo w sezonie zarabia na cały rok.

Pierwsze trzy lodziarnie otworzył w 2012 roku – najpierw w Hajnówce i Łapach, a po kilku tygodniach także w Zambrowie. Zbigniew Garbowski pracował wówczas jako urzędnik. Wiedza prawnicza i ekonomiczna wynikająca z doświadczenia zawodowego i wykształcenia pomogły mu założyć działalność i nie zniechęcić się w początkowym okresie. Inwestycja zwróciła się w pierwszym sezonie, zgodnie z oczekiwaniami.

Zbigniew Garbowski, franczyzobiorca Lodów Bonano, ze wspólnikami Fot. Zbigniew Garbowski, Lody Bonano

Zbigniew Garbowski (po środku) wraz ze wspólnikami prowadzi kilka lodziarni Lodów Bonano w północno-wschodniej Polsce.

– Od dawna zastanawiałem się nad własnym biznesem. Dużo czytałem, szukałem pomysłu na taką działalność, w którą nie trzeba będzie włożyć wielkich pieniędzy i jednocześnie będzie można się spodziewać, że szybko zacznie przynosić dochody – mówi podlaski biznesmen. Pod logo Lodów Bonano działa już prawie 200 placówek w Polsce. Sprzedają charakterystyczne kręcone lody amerykańskie. – Nie jestem łasuchem, ale lubię słodycze. Zwróciłem uwagę na ofertę białostockich Lodów Bonano, bo byli już rozpoznawalni w regionie – podkreśla franczyzobiorca.

Biznesmen potrafi się rozdwoić

Po sukcesie w pierwszym sezonie działalności biznesmen przekonał dwóch swoich znajomych z pracy do wejścia we wspólny interes. Założyli spółkę, w której majątek weszły trzy działające lodziarnie i dziewięć nowo otwartych. Wspólnicy zrezygnowali jednocześnie z pracy na etat.

– Wcześniej miałem cały czas wrażenie, że daję z siebie wszystko, ale nadal nie osiągam takich wyników, do których mógłbym dojść, dzieląc się z kimś obowiązkami. Kiedyś dostałem o dwunastej telefon, że w jednej z lodziarni popsuła się maszyna, musiałem rzucić wszystko i jechać ratować sytuację. Teraz nie ma mowy o takich historiach – opowiada franczyzobiorca. – Było naprawdę ciężko, zdarzały się tygodnie, w których nie widziałem się z dziećmi. Wychodziłem z domu o piątej rano, a prosto po skończeniu etatowej pracy jechałem pilnować interesu – dodaje.

Placówki spółki powstały w miastach średniej wielkości. Zbigniew Garbowski wybierał miejscowości turystyczne. W Mikołajkach na przykład liczba mieszkańców w lecie dzięki turystom niemalże się podwaja. Franczyzobiorcy nie przeszkadza sąsiedztwo konkurencji, przeciwnie, czasami je wykorzystuje.
– Jeden z punktów otworzyliśmy w centrum miasta naprzeciwko znanej lodziarni, do której co niedziela po mszach odbywających się w pobliskim kościele ustawiały się kolejki. Teraz część klientów ustawia się w kolejce do naszego lokalu.

Wspólnicy nie koncentrują się tylko na obsłudze turystów, starają się też przekonać do lodów amerykańskich miejscowych klientów.
– Kładziemy duży nacisk na obsługę, zadowolony klient jest najlepszą reklamą. Na początku drugiego sezonu zatrudnialiśmy już 40 osób. Wszystko ma znaczenie, szybkość obsługi, odpowiednie porcjowanie – do za dużej porcji dopłacam ja, za mała nie zadowoli klienta. Produkt musi być też odpowiednio podany, pracownik musi mieć estetyczne wyczucie. Istotna jest wreszcie kultura osobista i uśmiech. W praktyce lepiej sprawdzają się kobiety, zwracają uwagę na szczegóły i dobrze się z nimi współpracuje. Zyski przychodzą wtedy, kiedy liczbę wydanych lodów liczy się w tysiącach, dlatego rzetelny pracownik jest na wagę złota – twierdzi właściciel lodziarni.

Śmietankowe żniwa

Nadchodzącą wiosnę franczyzobiorcy powitają otwarciem kolejnych pięciu punktów, w tym dwóch w galeriach handlowych. Sieć wspólników będzie liczyła osiemnaście punktów. W białostockiej Galerii Białej i suwalskiej Galerii Plaza powstaną wyspy z lodziarniami, będą to pierwsze placówki spółki Zbigniewa Garbowskiego działające przez cały rok. Lody to z reguły sezonowy interes, lokale wspólników otwierane są w kwietniu i kończą pracę z początkiem października. Pomimo sezonowości generują przychody, które pozwalają myśleć o rozwoju sieci spółki.

– Zimą składujemy nasz sprzęt w magazynach, konserwujemy go i jeśli trzeba, naprawiamy. Maszyny do produkcji lodów muszą być przetrzymywane w odpowiedniej temperaturze. Niesprawny sprzęt na wiosnę to późniejsze otwarcie lokalu, więc i mniejsze zyski – podsumowuje franczyzobiorca.
(mbw)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Maksymilian Wudecki

doradca we franczyzie
Napisz do autora