24.11.2014

Lodowisko: Kasa na lodzie

Prywatne lodowiska są w Polsce rzadkością. Inwestorów odstrasza sezonowość biznesu.

Sporty zimowe zyskują sobie coraz większe uznanie. Jednak nie każdy ma czas czy pieniądze na wyjazd. Alternatywą dla takich osób jest jazda na łyżwach – jedyny sezonowy sport, który nie wymaga opuszczania miejsca zamieszkania. Jako namiastka zimowego szaleństwa, albo też jako jego uzupełnienie cieszy się coraz większym powodzeniem.
Rynek zdaje się odpowiadać na rosnące zainteresowanie tym sportem. – Dziesięć lat temu w Warszawie działały dwa lodowiska: Stegny i Torwar. Dzisiaj jest ich kilkanaście, a wkrótce będzie kilkadziesiąt – uważa Andrzej Krawczyński, kierownik lodowiska „Stegny”.

Lodowisko w Warszawie pod Pałacem Kultury i Nauki Fot. PROFIT system, Irek Kwiatek

Ważne, aby w pobliżu toru znajdował się punkt pierwszej pomocy. W trakcie sezonu na jednym torze zdarza się około stu wypadków.

Jednak mimo sporej liczby potencjalnych klientów lodowisk i powstawania coraz to nowszych obiektów, rynek nie jest zbyt przyjazny dla prywatnych inwestorów. Przede wszystkim z powodu utrwalonego w Polsce przekonania, że jazda na łyżwach to rozrywka oferowana przez władze miasta i skierowana do jego społeczności jako wyraz otwartości samorządu na potrzeby obywateli. W związku z tym, obiekty państwowe, których jest zdecydowanie najwięcej, nie są tak nastawione na zysk jak firmy prywatne i są w stanie zaproponować bardzo niskie ceny, albo wręcz darmowy wstęp na lód. Z taką ofertą trudno konkurować. W Warszawie, w okresie zimowym czynnych jest ponad 20 lodowisk. Tylko dwa z nich to lodowiska należące do prywatnych właścicieli.
– Jeżeli teraz mielibyśmy wchodzić na rynek, to z pewnością zrezygnowalibyśmy z takiego pomysłu – zdradza Andrzej Kiełbowicz, właściciel Figlowiska. – Kilkanaście lat temu lodowisk w Warszawie było niewiele, a my, otwierając lodowisko, odpowiedzieliśmy na potrzeby lokalnej społeczności. Dzisiaj koszty inwestycji pewnie przerosłyby zyski. 

Zimą łyżwy, latem wrotki

Niechęć do inwestowania w budowę lodowiska przez osoby prywatne wiąże się również z sezonowością tego interesu.  Jeżeli zdecydujemy się już na wybudowanie takiego obiektu, musimy mieć również pomysł na to, jak zagospodarować teren w okresie letnim, kiedy lodowisko nie ma racji bytu. Jedną z możliwości jest urządzenie toru wrotkarskiego. Na taki pomysł wpadła kadra zarządzająca obiektem na Stegnach.
– Większe zainteresowanie cały czas mamy jazdą na łyżwach, ale te dysproporcje zaczynają się zmniejszać. Z roku na rok na rok, coraz więcej osób przychodzi pojeździć na rolkach – opowiada Andrzej Krawczyński.

Takie wykorzystanie obiektu z pewnością pozwala zachować jego specyficzną atmosferę. Kiedy robi się ciepło tor łyżwiarski przekształca się w tor wrotkarski, a mechanizm działania pozostaje niemal ten sam. Taki zabieg sprawia, że usługi oferowane zarówno w sezonie letnim, jak i zimowym adresowane są w większości do tej samej grupy odbiorców. Zapaleńcy jazdy na łyżwach, aby nie rezygnować w okresie letnim ze swojej pasji, chcąc nie chcąc, muszą przerzucić się na rolki.

Innym sposobem na zagospodarowanie obiektu jest urządzenie na jego terenie placu zabaw. Taką praktykę stosują właściciele Figlowiska. – Rozpoczęliśmy swoją działalność od placu zabaw. Dopiero kiedy zaczęliśmy się zastanawiać nad zagospodarowaniem miejsca zimą, pojawił się pomysł na stworzenie lodowiska – tłumaczy Andrzej Kiełbowicz.

Przyczyną powodzenia zarówno prywatnego lodowiska, jak i pojawiającego się w jego miejsce placu zabaw jest to, że Figlowisko weszło na rynek wiele lat temu, kiedy nie był on tak przesycony wysokiej jakości, państwowymi obiektami. Mimo, że Figlowisko z powodzeniem funkcjonuje na bazie wyrobionej opinii, jego właściciele musieli się ostatnimi laty sporo nagłowić. Trzeba było znaleźć sposób na zachęcenie do korzystania z prywatnego placu zabaw, który, co prawda jest bardzo atrakcyjną formą rozrywki dla dzieci, ale za wstęp trzeba zapłacić 10 zł. W rezultacie powstał skimpark, w którym fani skimboardingu ślizgają się na desce po tafli płytkiej wody. W ten sposób oferta letnia Figlowiska zyskała sobie większe grono odbiorców. Nie jest już skierowana tylko do małych dzieci, ale również do młodzieży.

Przenieść, zamrozić, czy wybudować na stałe

Jeżeli mamy już koncepcję na funkcjonowanie obiektu w okresie letnim, musimy zastanowić się nad  wyborem technologii, jaką chcemy zastosować na lodowisku. Nowością na rynku są obiekty przenośne oraz syntetyczne. Te ostatnie przeznaczone są dla osób, którym zależy na całorocznym funkcjonowaniu. Zamiast lodem powierzchnia lodowiska pokryta jest tworzywem sztucznym, który niezależnie od działań temperatury utrzymuje swoje właściwości. Taka opcja wydaje się bardzo kusząca, ponieważ przy wyborze lodowiska syntetycznego odpada nam problem z zagospodarowaniem terenu w sezonie letnim. Pytanie: czy jest wystarczająco dużo takich fanów łyżwiarstwa, którzy nawet w upalne lipcowe dni będą chętnie przychodzili poszaleć na lodowisku? To  kwestia warta przemyślenia, a dobrym przykładem jest całoroczne lodowisko w Centrum Handlowym Promenada. Albo raczej jego brak. Już na początku obiekt ten raczej wegetował, niż świetnie prosperował. Aż z dnia na dzień zniknął.

Wnioski są proste. Większość z nas nabiera chęci na ten sport wraz z pojawieniem się pierwszego śniegu, a w pozostałe miesiące roku możemy dzień w dzień przechodzić obok lodowiska i nawet go nie zauważymy. Z lodowiskiem syntetycznym jest jeszcze jeden problem. 
– Użytkownik na lodowisku chce czuć się naturalnie. I na przykład jak upadnie na lód to powinien mieć mokre spodnie. Jednak przy upadku na syntetyczną taflę można się co najwyżej pobrudzić. Żeby bowiem była ona wystarczająco śliska, musi być natłuszczona – tłumaczy Andrzej Kiełbowicz.

Dosyć ciekawym pomysłem są lodowiska przenośne. Jest to interesująca oferta dla osób, które zanim ostatecznie zdecydują się na prowadzenie tego typu biznesu, chcą poświęcić jeden sezon na sprawdzenie, czy im się to opłaca. Przenośny obiekt to też mniejsze koszty, niż stała konstrukcja, którą trzeba zamontować w przypadku wyboru tradycyjnej technologii. 
Jeżeli jednak jesteśmy pewni, że lodowisko jest tym, co chcemy mieć na stałe w swojej ofercie, to tradycyjna metoda budowy cały czas wydaje się atrakcyjniejszą opcją niż pozostałe. Koszty inwestycyjne są wyższe, niż przy wyborze lodowiska przenośnego, ale to wydatek jednorazowy. Jedyną opłatą, której trzeba dokonać każdego roku jest opłata za zamrożenie lodu.

Konstrukcja przenośna natomiast znacznie szybciej niszczeje, a na jej przechowanie w okresie letnim potrzebujemy specjalnego magazynu. Poza tym, rokrocznie trzeba zapłacić ekipie, która rozłoży konstrukcję. Metoda tradycyjna pozwala nam również na wybór opcji 2 w 1 polegającej na budowie lodowiska stacjonarnego z funkcją kortu lub boiska. Polega to na zamontowaniu konstrukcji, a następnie pokryciu jej sztuczną trawą, na którą w okresie zimowym bezpośrednio wylewamy wodę.

Wyprzedzić konkurencję

Jeśli chcemy utrzymać się na rynku, oferta lodowiska musi przynajmniej dorównywać atrakcyjnością usługom świadczonym przez okoliczne obiekty. Pomysły na przyciągnięcie klientów są różne. Stegny szczycą się długą i bogatą tradycją łyżwiarską. Od dawien dawna tamtejszy tor  to nie tylko publiczne ślizgawki, ale również klub sportowy oraz miejsce organizowania zawodów. To właśnie to lodowisko wybiorą rodzice, którzy chcą, aby ich dzieci wyrosły na profesjonalnych łyżwiarzy. Właściciel Figlowiska, przy tworzeniu koncepcji działalności swojego obiektu, zdawał sobie sprawę, że na tym polu nie jest w stanie rywalizować z lodowiskami państwowymi. Postawił na rozrywkę. Zdecydował, że Figlowisko będzie miejscem zabaw – kolorowym, wesołym i głośnym. Jednak tym, co najbardziej wyróżnia lodowisko na Ursynowie są godziny otwarcia. Pojeździć na łyżwach można tu przez siedem dni w tygodniu, o każdej porze dnia i nocy.

Przeszkoda goni przeszkodę

Silna konkurencja oraz sezonowość interesu to nie jedyne problemy, z którymi musimy się uporać. Tak, jak przy zakładaniu każdej firmy musimy liczyć się z tym, że niespodziewanie mogą pojawić się przeszkody, które opóźnią rozpoczęcie naszej działalności.
– W naszym przypadku największym problemem, na jaki się natknęliśmy przy zakładaniu firmy, była kwestia ochrony środowiska. Załatwienie wszystkich formalności, w tym przeprowadzenie badań ekologicznych, trwało ponad pół roku – wspomina właściciel Figlowiska.

Ważne jest również, aby w pobliżu toru znajdował się punkt pierwszej pomocy. – W trakcie sezonu zdarza się na torze około stu wypadków, które wymagają interwencji pogotowia. Złamania, stłuczenia, urazy głowy – wylicza kierownik toru łyżwiarskiego Stegny. – Przy drobniejszych urazach wystarcza interwencja pielęgniarki, która zawsze pełni dyżur podczas ślizgawek publicznych – dodaje.

Nie sposób również wyobrazić sobie prężnie funkcjonującego lodowiska bez wypożyczalni łyżew. Koszt jednej pary wynosi około 200 zł, a na składzie w zależności od wielkości lodowiska musimymieć ich od kilkudziesięciu do kilkuset.

Niewątpliwie budowa lodowiska, jako filaru działalności firmy, to dla inwestorów prywatnych mało atrakcyjny pomysł. Wszechobecna konkurencja państwowych obiektów wydaje się być nie do pokonania. Jednak nie wszystko stracone. Jeżeli jesteśmy, albo planujemy być właścicielami kompleksu sportowego, w skład którego wchodzą korty tenisowe lub boiska, część obiektu możemy na okres zimowy zadaszyć, a część przeznaczyć na lodowisko. W ten sposób funkcjonowanie ślizgawki nie stanowi głównego źródła dochodów, a jedynie wzmaga atrakcyjność i różnorodność naszego obiektu. Tak czy owak, jeśli decydujemy się na budowę lodowiska to powinniśmy dobrze rozważyć wszystkie za i przeciw. W tym biznesie łatwo się poślizgnąć.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Anna Szulepa

dziennikarz