23.11.2014

Kantor: Zdążyć przed euro

W przeciwieństwie do lat 80. dziś można legalnie prowadzić kantor. Najwięcej zarabia się na handlu euro.

Zgodnie z ustawą Prawo dewizowe prowadzenie kantoru stanowi działalność regulowaną. Wymaga więc spełnienia warunków określonych przepisami prawa. Aby prowadzić własny kantor, potrzebne jest uzyskanie zezwolenie ministra finansów, a także wpisu do rejestru działalności kantorowej. Uprawnienia te przyznawane są automatycznie po złożeniu odpowiednich wniosków, istnieją jednak określone wymagania dotyczące kwalifikacji osób planujących rozpocząć własny biznes w tej branży.

Kalkulator i banknoty 100 zł i 50 zł.

W czasach PRL-u handel walutami był surowo karanym procederem. Jedyną szansą na zdobycie pożądanych „zielonych” było więc skorzystanie z usług cinkciarzy, którzy niczym cienie przechadzali się w okolicach ekskluzywnych hoteli, raz po raz ukradkiem rzucając w stronę przybyszy z Zachodu dyskretne: „change”?

Z oczywistych względów ustawa z miejsca wyklucza osoby, które w przeszłości zostały prawomocnie skazane za przestępstwo skarbowe bądź inne, popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Jeśli kantor zakłada kilka osób, to wspomniany warunek dotyczy wszystkich wspólników danej spółki. Zaświadczenia o niekaralności trzeba będzie niestety uzyskiwać po raz kolejny wraz z upływem kolejnego roku prowadzenia działalności.

Polskie prawo wspomina także o niezbędnych kwalifikacjach, które posiadać musi kasjer bezpośrednio obsługujący klientów. Fachowe przygotowania do wykonywania tych czynności należy nabyć, kończąc kurs obejmujący prawne i praktyczne zagadnienia związane z prowadzeniem działalności kantorowej. Pracownik kantoru powinien dysponować zaświadczeniem potwierdzającym odbycie szkolenia, chyba że przed objęciem stanowiska w kantorze zdobył co najmniej roczne doświadczenie w pracy w banku.  Musi także znać przepisy regulujące działalność kantorową.

Na bezpieczeństwie się nie oszczędza

Bardzo korzystną lokalizacją dla kantoru jest pawilon w centrum handlowym. Gwarantuje z jednej strony stały przepływ potencjalnych klientów, a z drugiej strony usługi ochrony, które zazwyczaj opłaca operator galerii handlowej.

Punkt wymiany walut można spokojnie zorganizować już na powierzchni rzędu kilku metrów kwadratowych. Ponieważ kantor to de facto rodzaj sklepu, który oferuje towary cieszące się szczególnym pożądaniem każdego klienta, nie można pozwolić sobie na oszczędności w kwestii zabezpieczeń. Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na prowadzenie działalności w wolno stojącym pawilonie, czy w segmencie w centrum handlowym, warto pomyśleć o wyposażeniu pomieszczenia w metalowy szkielet. Koszt takiej instalacji to ok. 5 tys. zł, jednak zapewnia bezpieczeństwo kasjerowi oraz gotówce znajdującej się w kantorowej kasie. Pozostałe elementy wyposażenia to m.in. szyby kuloodporne oraz drzwi antywłamaniowe. W codziennej pracy niezbędne będą natomiast takie przyrządy, jak interkom kasowy, umożliwiający komunikację z klientem, tester oraz liczarka do banknotów. Nie można zrezygnować także z zakupu elektronicznej tablicy kursów, czyli naszego cennika. Wraz z wynajmem powierzchni handlowej, uruchomienie w pełni zabezpieczonego kantoru w galerii handlowej powinno zamknąć się w kwocie 65 tys. zł.

Zaczynamy handel

Kiedy już uporamy się z techniczną stroną przygotowania lokalu i będziemy mieć w rękach niezbędne dokumenty, możemy zabrać się do określenia cen, za jakie klienci będą u nas kupować i sprzedawać waluty. Najprawdopodobniej na początku na półkach naszego walutowego sklepu jedynym dostępnym towarem będzie rodzima waluta. Wbrew pozorom wcale nie musimy już na starcie posiadać pełnego wachlarza światowych walut. Nie będzie też trzeba podążać śladem jednego z bohaterów polskiej komedii „Kiler”, który w poszukiwaniu dwóch tysięcy peset kolumbijskich trafił aż do ambasady południowoamerykańskiego kraju.

– Na początku na tablicy z kursami walut wypisujemy tylko ceny, po których chcemy odkupić od klientów zagraniczne pieniądze – mówi Dorota Zabłocka, właścicielka trzech kantorów na Śląsku. – To tylko kwestia czasu, kiedy nasza oferta wzbogaci się o całkiem pokaźny wachlarz zagranicznych walorów.
Do rozruszania naszego biznesu wystarczą zatem złotówki. Tych jednak nie może nam zabraknąć. Bezpieczna kwota, którą trzeba posiadać w rezerwie, to 100 tys. zł.

Zazwyczaj ceny zakupu i sprzedaży ustala się na podstawie bieżących średnich kursów kantorowych. To nic innego jak ceny, które aktualnie oferuje konkurencja. W odniesieniu do średnich kursów NBP, w którym także możemy wymieniać waluty, kantorowe kursy sprzedaży są o kilka groszy wyższe, a stawki zakupu – niższe. Trudno wyobrazić sobie rodzaj handlu, w którym jeszcze wyraźniej widoczna byłaby odwieczna zasada biznesu: kupić taniej, sprzedać drożej. Żeby zarobić na handlu walutowym, musimy dobrać takie poziomy kursów, które z jednej strony zapewnią odpowiednio wysoki popyt, a z drugiej umożliwią osiągnięcie atrakcyjnego zysku nawet przy niewielkich kwotach regularnego obrotu. 

– Zdarza się, że kantory stosują przebiegłe zagrywki wobec klientów – Jan Kozłowski, właściciel kantoru z Krakowa. – Jeśli kurs kupna danej waluty w jednym kantorze wynosi 3,79 zł, to wystarczy dopisać nierzucającą się w oczy cyferkę i już mamy np. 3,379, czyli 40 groszy mniej. Kantor zarabia, a klient traci. Problem polega na tym, że takie praktyki nie stanowią przestępstwa. Mogą co najwyżej zostać sklasyfikowane jako wprowadzanie w błąd konsumenta, jeśli tak zdecyduje ewentualna kontrola Inspekcji Handlowej. Właściciel kantoru ma wolną rękę i może ustalać ceny swoich „towarów” wedle własnego uznania. Czasem prowadzi to do stosowania nagannych praktyk, jak wspomniane wcześniej drobne przekłamania, bądź o wiele bardziej niebezpieczne, ścigane przez prawo zmowy cenowe. O takie szczególnie łatwo w handlu walutami – towar jest bowiem homogeniczny, w poszczególnych punktach sprzedaży różni się jedynie ceną. Nie ma znaczenia, czy dolary kupimy w kantorze na zapyziałym dworcu, czy w ekskluzywnym hotelu. Jak głosi łacińska sentencja, pieniądze nie śmierdzą.

Kantor nie pralnia

W latach 20. minionego wieku w Stanach Zjednoczonych organizacja przestępcza kierowana przez słynnego Ala Capone czerpała ogromne zyski z nielegalnego wówczas handlu alkoholem. Aby wprowadzić nielegalną gotówkę do oficjalnego obrotu, gangsterzy prowadzili przedsiębiorstwa handlowo-usługowe, dopisując do dziennych utargów kwoty zarobione na procederze. Wówczas za pralnie brudnych pieniędzy służyły najczęściej... pralnie odzieży. W dzisiejszych czasach wielu pomysłowych oszustów w tym samym celu używa kantorów.  

Zgodnie z wymogami ustawodawcy oprócz wymienionych wcześniej kursów, przygotowanie kasjera do zawodu obejmuje także odbycie specjalnego szkolenia w zakresie zapobiegania i przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy. Jego odbycie potwierdza Generalny Inspektor Informacji Finansowej, wystawiając właściwe zaświadczenie. Poza spełnieniem formalnych wymogów kasjerzy i właściciele nie powinni rezygnować z bacznego obserwowania klientów ani sposobu ich zachowania w czasie wymiany pieniędzy. Warto również zwrócić uwagę, jeśli dana osoba odwiedza nasz kantor bardzo często, a na dodatek wymienia banknoty o tych samych nominałach czy z kolejnymi numerami seryjnymi.

Dobra praktyka wykonywania zawodu powinna towarzyszyć naszej działalności na co dzień, wówczas ewentualna kontrola ze strony NBP nie będzie stanowić problemu. Wcześniej osobnicy legitymujący się dokumentami kontrolerów pojawiali się w kantorze bez zapowiedzi. Obecnie ich ewentualne wizyty umawiane są z wyprzedzeniem. Ma to na celu zapewnienie, że w danym dniu na miejscu pojawi się także właściciel kantoru, a jednocześnie ogranicza proceder podszywania się oszustów pod przedstawicieli administracji państwowej.    

Ostatni dzwonek

Jeśli umiejętnie ustalimy ceny zakupu i sprzedaży walut w naszym kantorze, możemy liczyć na ponad 5 tys. zł zysku w miesiącu. W przypadku, kiedy zrezygnujemy z usług kasjera i sami zasiądziemy w okienku, przyniesie to dodatkowe 2-3 tys. zł oszczędności. Gra warta świeczki?

Niestety, perspektywa atrakcyjnego zarobku to ostatnia dobra wiadomość dla osób, które po dotychczasowej lekturze już zaczęły poważnie myśleć o zdobyciu gotówki na otwarcie własnego biznesu w tej branży. Problem tkwi bowiem w makroekonomicznych uwarunkowaniach funkcjonowania tego typu interesu.
– Przeważająca większość kantorów osiąga ok. 70 proc. obrotów poprzez handel walutą europejską – mówi Dorota Zabłocka. – Za kilka lat Polacy będą otrzymywać wynagrodzenia właśnie w euro. Spójrzmy prawdzie w oczy, tę zmianę przetrwa najwyżej jeden na dziesięć kantorów.

Zdaniem przedstawicieli branży perspektywa, w której na prowadzeniu kantoru będzie można zarobić, jest więc ściśle ograniczona terminem przyjęcia przez Polskę euro. Dodatkowo niekorzystnie na popularność usług kantorów wpływa rozpowszechnienie bezgotówkowej formy obrotu.      
– W Polsce jeszcze nie jest to tak widoczne, bo ludzie mają do gotówki konserwatywne podejście – mówi Dorota Zabłocka.

Zupełnie inaczej jest już w zachodnich gospodarkach strefy euro, gdzie króluje plastikowy pieniądz. W Stanach Zjednoczonych ktoś, kto wyjmuje z portfela tysiąc dolarów w gotówce, od razu   wzbudza podejrzenia. W rozwiniętych gospodarkach nawet drobne rzeczy kupuje się za pomocą karty płatniczej.

Co w takim razie czeka przedsiębiorców posiadających własne kantory? Już teraz starają się  dywersyfikować działalność, rozszerzając portfel usług. Prawdopodobny scenariusz to taki, w którym za kilka lat dzisiejsze punkty wymiany walut utrzymywać się będą z działalności, którą obecnie prowadzą tylko na ograniczoną skalę. Płatności masowe, przekazy pieniężne i częściowo handel walutami – być może za parę lat do kantoru zajrzymy, aby załatwić jedną z tych spraw. To cena ciągłej ewolucji rynku związanej z integracją europejską. Kapitalizm pozwala zarobić, ale brutalnie karze tych, którzy w swoich biznesowych poczynaniach osiądą na laurach.

* imiona i nazwiska właścicieli kantorów zostały zmienione na ich prośbę