10.12.2014

Freelancer: Firma to ja

Cenisz swobodę i samodzielne planowanie pracy? Zostań freelancerem. Wcześniej zadbaj o kontakty, które dadzą ci pierwszych klientów.

Programiści, twórcy stron internetowych, tłumacze czy graficy to najliczniejsze grupy zawodowe, których przedstawiciele pracują jako wolni strzelcy (z ang. – freelancer – przyp. red.). Nawet tych najliczniejszych grup wciąż jest w Polsce mało, a praca na własną rękę wciąż nie jest zbyt popularna.
– Niewielu ludzi pracuje jako stuprocentowi freelancerzy, czyniąc z pracy na zlecenie swoje jedyne źródło utrzymania. Większość z nich to osoby, które w ten sposób zarabiają dodatkowe pieniądze, poza etatową pracą – mówi Wojciech Majewski, który wspólnie z żoną prowadzi w Warszawie biuro cooworkingowe (udostępniające pokoje biurowe na godziny – przyp. red.) BiurCo i pracuje jako architekt-freelancer.

Biznesmen z pośpiechem.

Bardzo ważne dla freelancera są kontakty. Jeśli ich nie ma, trudno będzie znaleźć mu zleceniodawców. Freelancer musi być też solidny, dzięki temu dotychczasowi zleceniodawcy, zadowoleni z jego pracy, polecą go innym.

Freelancer z przypadku

Jedną z osób, która pracuje w warszawskim BiurCo, jest Krzysztof Komorowski. Dzisiaj prowadzi tam ze wspólniczką własną agencję reklamową AdDimension, w której pełni funkcję dyrektora kreatywnego, ale jeszcze niedawno był freelancerem: grafikiem i fotografem. W ten sposób przepracował dwa lata.
– Najpierw pracowałem w pracowni fotograficznej na Akademii Sztuk Pięknych. Płace akademickie nie są wysokie, więc przeszedłem do agencji reklamowej, w której spędziłem trzy lata. Gdy szukałem nowej pracy, dostałem do wykonania zlecenie – jedno, drugie, a potem kolejne. W pewnym momencie nie miałem już czasu szukać innej pracy. Pojawiały się coraz to nowe zlecenia – mówi Komorowski.

Na początku ta forma pracy bardzo go satysfakcjonowała. – Nie miałem nad sobą szefa. Poza tym, oprócz tworzenia, pasjonują mnie podróże, na które, pracując na zlecenie, miałem więcej czasu – dodaje.

Po dwóch latach okazało się, że freelancing ma wady, które według Komorowskiego przeważają na zaletami.
– Minusy tego sposobu pracy to brak kontaktu z ludźmi i brak stabilizacji. Są miesiące, gdy dostaje się 10 zleceń naraz, a potem przez kilka miesięcy w ogóle nie ma pracy i człowiek patrzy się w sufit. Po dwóch latach stwierdziłem, że sama grafika i fotografia to za mało. Otworzyliśmy ze wspólniczką agencję reklamową full service, projektującą gadżety reklamowe, kampanie marketingowe, a w najbliższym czasie planujemy organizować szkolenia – mówi Komorowski.

Substytut pracy na etacie

Podobne wady, ale i zalety bycia wolnym strzelcem dostrzega Wojciech Majewski. Zanim zdecydował się na taką formę zarabiania pieniędzy, pracował w kilku pracowniach architektonicznych. Na niezależne zlecenia zdecydował się, gdy doszedł do wniosku, że projekty chce podpisywać swoim nazwiskiem i na nie, a nie na firmę, samodzielnie pracować.

– Na początku bardzo fajnie pracuje się w domu, ale wraz z upływem czasu staje się to coraz bardziej męczące. W domu jest niewygodnie, są dzieci i rodzina, więc trudno się odizolować i skupić. Trochę się popracuje, ale zaraz ktoś zadzwoni, obejrzy się coś w telewizji i czas przelatuje między palcami. Perspektywa pracy w łóżku z laptopem wydaje się kusząca tylko przez pewien czas. Ja wytrzymałem w ten sposób dwa lata – mówi Wojciech Majewski.

– Trudną do rozwiązania kwestią jest też miejsce spotkań z klientem. W przypadku zawodu architekta można odbyć jedno lub dwa spotkania w domu zleceniodawcy. To pomaga go poznać, a więc i przygotować projekt. Jednak rozmawianie o rozliczeniach finansowych czy przekazywanie dokumentacji na kanapie czy w kawiarni nie jest wygodne – dodaje.

I choć Wojciech Majewski nadal pracuje na zlecenie, razem z żoną zdecydowali się stworzyć BiurCo, czyli miejsca, gdzie freelancerzy czy mikrofirmy mogą skorzystać z powierzchni biurowej i popracować w jednym miejscu z innymi osobami. Taki substytut pracy na etacie.

Krystian Szczęsny od półtora roku pracuje na zlecenie jako fotograf. Wcześniej był zatrudniony m.in. w agencji PR i jako reporter w telewizji. Stwierdził jednak, że swobodna praca, bez ustalonych godzin odpowiada mu bardziej.
– Wykonuję różne zlecenia, pracując jako freelancer. Czasem trzeba schować godność do kieszeni i być zadowolonym ze zlecenia, które ktoś proponuje. Trzeba też umieć stracić, żeby później zarobić. Zgłaszają się do mnie znajomi otwierający firmy lub fundacje, którym wykonuje zdjęcia za darmo, ale później, gdy rozwijają działalność, do mnie kierują się z płatnymi zleceniami. Jako freelancer zrobiłem już wiele różnych zdjęć, zarówno spinek do mankietów i krawatów, jak i gwiazd show-biznesu oraz bohaterów najważniejszych konferencji prasowych – mówi Krystian Szczęsny.

Tłumaczą, że tak jest im lepiej

Ze swojej pracy freelancera zadowolona jest Magdalena Jania, tłumaczka.
– Zaraz po obronie pracy magisterskiej zaproponowano mi pracę w biurze tłumaczeń. Cieszyłam się, że mogę pracować w wymarzonym zawodzie, w zgranym zespole. Chociaż w pokoju tłumaczy raczej panował spokój, docierały do nas dźwięki rozmów telefonicznych z pokoi obok. Ciężko tłumaczy się, kiedy kilka osób w pobliżu rozmawia jednocześnie przez telefon. Płaca zależała od wydajności, więc doszłam do wniosku, że nie ma sensu dojeżdżać do miejsca, gdzie wolniej i trudniej się pracuje niż w domu. Firma była otwarta na propozycje i zgodziła się, żebym pracowała dla nich zdalnie. Mogłam spokojnie założyć własną działalność gospodarczą, wiedząc, że mam pierwszego klienta. Dzięki temu zaczęłam mieć więcej czasu dla siebie, zwiększyłam wydajność swojej pracy, a moje tłumaczenia zyskały na jakości – mówi Magdalena Jania.

Po ośmiu latach pracy zdalnej nie wyobraża sobie powrotu na etat.
– Praca na własny rachunek bardzo mi odpowiada. To większa odpowiedzialność, ale też większa wolność. Można samodzielnie ustalać miejsce i czas pracy, dobierać sobie klientów, wybierać zlecenia. Ceną za to jest ryzyko, że w razie mniejszej ilości pracy, mniejsze będą też dochody. Niewiele firm, poza biurami tłumaczeń, ma zapotrzebowanie zatrudniać tłumacza na stałe, wolą więc zlecać takie usługi – mówi Jania.

Życie w niepewności

Jak widać, opinie na temat freelancingu są podzielone. Poszczególne sądy na pewno wiążą się z branżą, którą reprezentują rozmówcy. Fotograf, który spotyka różnych ludzi, fotografuje często na świeżym powietrzu na pewno będzie inaczej oceniał swoją pracę i czuł się mniej zmęczony niż pracujący tylko na komputerze w domu grafik czy webmaster.

Wady i zalety pracy freelancera są niezaprzeczalne. Największy minus to niepewność co do liczby zleceń, im ich mniej, tym mniej pieniędzy na koncie. To wada, która spędza sen z powiek niejednemu wolnemu strzelcowi. Bardzo ważne dla freelancera są kontakty. Jeśli ich nie ma, trudno będzie znaleźć mu zleceniodawców. Freelancer musi być też solidny, dzięki temu dotychczasowi zleceniodawcy, zadowoleni z jego pracy, polecą go innym. Są branże, takie jak dziennikarstwo, fotografia czy grafika, w których można realizować regularne zlecenia dla tych samych firm, ale są i takie, jak tworzenie stron internetowych czy architektura, w których bez rekomendacji zadowolonych klientów trudno zdobyć kolejne projekty do wykonania.

– Freelancerka to rozwiązanie dla osób pracowitych i ambitnych. Osoba przeciętna sobie nie poradzi. Oprócz tego, że trzeba wykonać konkretną pracę, to jeszcze trzeba ją zrobić dobrze, żeby dostać rekomendację od klienta – mówi Wojciech Majewski.

Poza tym trzeba być bardzo dobrze zorganizowanym, bo freelancing to nie tylko realizacja zadań z dziedziny, na której freelancer się zna, lecz także wykonywanie pracy sekretarki czy księgowego oraz umiejętność prowadzenia rozmowy z klientem.

(Bez)cenne

Przed podjęciem decyzji o pracy freelancera warto też zorientować się, jakie stawki za zlecenia oferowane są w konkretnym zawodzie oraz jak duża jest konkurencja. Informacji najlepiej szukać w Internecie czy odwiedzając biura cooworkingowe, w których można spotkać freelancerów. Co prawda niechętnie mówią oni o swoich zarobkach. – W dobrym miesiącu jestem w stanie zarobić tyle, ile wynosi średnia krajowa – mówi Krystian Szczęsny.

Marcin Górski, który zajmuje się korektą tekstów, przyznaje, że gdy ma dużo zleceń i pracuje po 15 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu to jest w stanie zarobić 8 tys. zł w miesiącu.

Trudno mówić jednak o uśrednionych stawkach, bo każda z branż ma swoją specyfikę.
– Stawki za zlecenia są bardzo różne. Za jeden plakat można wziąć 500 zł i 5 tys. zł, a są też studenci, którzy zrobią go za 50 zł. Cenę ustala się na zasadzie wyczucia klienta. Trzeba ocenić, ile pieniędzy chce wydać i jak szczegółowego projektu oczekuje. Drugi sposób obliczania wynagrodzenia to czas poświęcony na wykonanie danego zadania – mówi Krzysztof Komorowski.

Wyceniając zlecenie, warto brać pod uwagę koszty pracy, wysokość budżetu zleceniodawcy i to, jakie pozafinansowe zyski, czyli np. świetne referencje, można z niego uzyskać. Wiele też zależy od zleceniodawców, którzy niestety często nie znają realnych rynkowych cen. Wynika to z niedojrzałości polskiego rynku, bo wielu polskich freelancerów to osoby, które zleceniami dorabiają do stałej pensji i nie traktują ich jako głównego źródła zarobków. Tym samym zaniżają stawki, bo czym innym jest praca dodatkowa, a czym innym ta, z której trzeba się utrzymać.

Jak się z tobą policzę

Wolni strzelcy zadają sobie nie tylko pytanie, ile pieniędzy brać za wykonywane zlecenia, lecz także w jaki sposób się z nich rozliczać. Można założyć własną działalność gospodarczą lub podpisywać kolejne umowy o dzieło lub zlecenie. Jak się okazuje, o wyborze jednej z możliwości decyduje najczęściej przypadek lub po prostu preferencje wykonawcy.

– Umowy sporządzał mój pierwszy większy klient i tempo ich podpisywania, a więc i płatności było  uzależnione od księgowej. Zdecydowałam się na działalność gospodarczą, bo nowi klienci oczekiwali faktur, a nie umów. Poza tym, mając działalność, rachunek wystawiałam sama od razu i wówczas zleceniodawcy są bardziej skłonny przystać na mój termin płatności. Założenie firmy dało mi większą niezależność w rozmowach z klientem – mówi Magdalena Jania.

Prowadzenie własnej firmy ma jeszcze inne zalety.
– Będąc grafikiem-freelancerem, zakładając własną działalność gospodarczą, np. agencję reklamową, można skorzystać z bardzo dużych rabatów w drukarniach czy u producentów gadżetów reklamowych. Rozliczając się na umowy o dzieło bądź zlecenie, nie ma co liczyć na promocyjne ceny. Ponadto prowadząc własną działalność, można kupiony sprzęt czy podróże służbowe wpisać w koszty – mówi Krzysztof Komorowski.

On sam, będąc freelancerem, pracował jednak w ramach umowy o dzieło.
– Wówczas nie zastanawiałem się nad zmianą formy prawnej moich rozliczeń, ponieważ nie było na to ani na wizyty w urzędach i załatwianie formalności czasu. Dopiero otworzenie własnej agencji reklamowej full service wymogło zmianę formy prawnej i „zabawy” w faktury – stwierdza Komorowski.

Na pracę w ramach umowy o dzieło najczęściej decydują się początkujący freelancerzy, przede wszystkim ze względu na wygodę. Nie wymagają one prowadzenia księgowości i są korzystne z finansowego punktu widzenia. Przy umowie o dzieło nie jest odprowadzana składka ubezpieczeniowa na wykonawcę, ale za to większa kwota trafia na jego konto. Natomiast umowa-zlecenie wymaga odprowadzenia składki na ubezpieczenie, chyba że jest podpisywana ze studentem, który nie ukończył 26. roku życia

Z tych względów z umów o dzieło korzysta Krystian Szczęsny, choć dostrzega również ich wady.
- Firmy zlecające wykonanie zdjęć preferują fotografów z własną działalnością gospodarczą. Poza tym nie mogę liczyć na dotacje, odliczanie podatku ani na wliczanie zakupów i napraw sprzętu związanego z wykonywaniem mojej pracy w koszty firmowe – mówi Szczęsny.

Życie wolnych strzelców nie jest usłane różami. Niezależna praca to nie tylko możliwość późnego wstawania, wykonywanie zleceń w dowolnych godzinach i robienie tego, na co się ma ochotę. To również rozliczenia z urzędem skarbowym i ZUS-em, znajdowanie zleceń, użeranie się ze zleceniodawcami i, szczególnie na początku, niepewność, czy dostanie się kolejne zlecenie. Dlatego warto decyzję o porzuceniu etatu i rozpoczęciu pracy na własny rachunek  przemyśleć kilkakrotnie. Bo bilans zysków i strat nie dla każdemu wyjdzie na plus.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Joanna Sopyło

dziennikarz