10.12.2014

MathRiders mnożą przez dwa

Należące do grupy Helen Doron szkoły matematyki chcą podwoić liczbę uczniów. Zadanie spoczywa na głowie jednego dyrektora.

- Do  tego, by stworzyć obywateli świata, potrzebne jest nauczanie dwóch kluczowych przedmiotów: języka angielskiego oraz matematyki – twierdzi Helen Doron, przedsiębiorcza Brytyjka, która od 1985 roku buduje grupę edukacyjną sygnowaną swoim nazwiskiem.
W Polsce jej szkoły języka angielskiego pojawiły się na początku ubiegłej dekady, dziś działa ich w naszym kraju ponad 200. Teraz Helen Doron chce przyspieszyć rozwój swojego drugiego konceptu, MathRiders, których słuchaczami są dzieci i młodzież od 4 do 18 roku życia. W 22 szkołach matematyki kształci się dziś 1,4 tys. kursantów, ale franczyzodawcy nie chcą na tym poprzestać. Ich plan to podwoić liczbę uczniów w ciągu najbliższego roku.
- W 2015 roku planujemy otworzyć osiem centrów nauczania i zachęcić kolejne 1,4 tys. nowych uczniów. Jestem przekonana, że uda nam się zrealizować te założenia, zarówno dzięki nowym otwarciom, jak i rosnącemu zasięgowi istniejących punktów – mówi Helen Doron.

Uczniowie MathRiders pochyleni nad kartką z zadaniami Fot. MathRiders

Uczniowie MathRiders poznają tajniki królowej nauk poprzez zabawę. To odpowiedź przedsiębiorców na skostniały system nauczania matematyki w publicznych szkołach.

Te prognozy znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Aż 11 placówek edukacyjnych MathRiders otwartych zostało w tym roku, a to znaczy, że ich właściciele dopiero od niedawna budują swoją bazę klientów. Biorąc pod uwagę, że dźwignię marketingową w tym biznesie stanowią polecenia, czyli marketing szeptany, to właściciele nowych punktów mogą się spodziewać rosnącego zainteresowania. Na korzyść franczyzobiorców działa też słaby system nauczania przedmiotów ścisłych w szkołach publicznych. Coraz więcej rodziców zdaje sobie sprawę, że wykształcenie techniczne jest cenione na rynku pracy, a w konsekwencji stawia na edukację swoich pociech w tym kierunku już na wczesnym etapie ich rozwoju. 
- Dzięki zastosowaniu metody MathRiders dzieci nie trzeba zmuszać do nauki. Na zajęciach dla najmłodszych akcent położony jest na wykształcenie w nich przekonania, że matematyka jest fascynująca i przydatna niemal we wszystkim, co robimy na co dzień - mówi Małgorzata Grymuza, masterfranczyzobiorca  MathRiders.

To w dużej mierze jej sieć MathRiders zawdzięcza swój obecny kształt w Polsce. Docelowo nasz kraj ma być organizacyjnie podzielony na obszary od 4 do 10 mln mieszkańców, co w zasadzie pznacza, że swojego dyrektora regionalnego ma mieć każde województwo. Na razie jednak jedynym takim menedżerem jest Małgorzata Grymuza, która przed czterema laty kupiła licencję na obszar Mazowsza. Dopóki nie pojawią się nowi masterfranczyzobiorcy, to właśnie ona będzie wspierać na starcie właścicieli szkół poza centralną Polską. W tym roku takie punkty powstały już w Lublinie, Gdyni i Wrocławiu.

Koszt zakupu licencji typu master jest negocjowany indywidualnie z brytyjską franczyzodawcą. Kwota może wynieść nawet kilkaset tysięcy złotych. To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego MathRiders doczekała się nad Wisłą tylko jednego dyrektora regionalnego (czyli masterbiorcy). Większość franczyzobiorców interesuje licencja na mniejsze obszary, dzięki której można otworzyć centrum (na terenie do 100 tys. mieszkańców) bądź studio nauczania (do 30 tys. mieszkańców). Jej koszt to ok. 25 tys. zł, ale co najmniej drugie tylko pochłonie remont i wyposażenie lokalu, o którym więcej można przeczytać w artykule Rozum żąda przestrzeni na portalu Lokalnabiznes.pl.

Wydaje się, że plany podwojenia liczby klientów MathRiders uda się zrealizować. Będzie to jednak bardziej zasługa tegorocznych otwarć. No i jedynego, jak dotąd, masterfranczyzobiorcy. Chyba że, jak twierdzą przedstawiciele sieci, do Małgorzaty Grymuzy niedługo dołączy kolejny dyrektor regionalny. Rozmowy ponoć już trwają. (gum)