24.01.2015

Ekspresowe nożyce tną w stolicy

Fryzjerzy Haircut Express są już w Polsce. Na klientów czekają w samym sercu Warszawy.

Koncept Haircut Express podszedł do tradycyjnej usługi w nowatorski sposób. Każdy, kto przestąpi próg lokalu może liczyć na to, że zostanie ostrzyżony w czasie nie dłuższym, niż kwadrans. A za nową fryzurę zapłaci jedną, z góry ustaloną cenę (w Warszawie  25 zł). Okazuje się, że opinia o tym, że ludzkość jest zalatana, nie jest na wyrost. Koncept już przyjął się na Ukrainie – działa tam już blisko 50 ekspresowych salonów fryzjerskich. Teraz przyszła pora na błyskawiczne strzyżenie nad Wisłą. Pod koniec grudnia 2014 roku swoje podwoje otworzył salon Haircut Express przy ul. Chmielnej w centrum Warszawy. Działa w lokalu wielkości 24 m2 i dysponuje czterema stanowiskami pracy.

Zespół pracowników salonu fryzjerskiego Haircut Express Fot. Haircut Express

Pierwszy polski salon Haircut Express powstał na ul. Chmielnej. Sąsiaduje z dwoma lokalami gastronomicznymi, vis-à-vis działa kawiarnia Costa Coffee.

– Przez kilka pierwszych dni obsługiwaliśmy klientów, jednocześnie przyglądając się ich reakcjom i oceniając każdy aspekt działalności salonu – mówi Liliya Sidelnyk, menedżer ds. franczyzy Haircut Express. 

Franczyzdawca badał „grunt” już podczas październikowych targów franczyzy w warszawskim Pałacu Kultury. Jak twierdzi, już wtedy dostrzegł zainteresowanie potencjalnych franczyzobiorców. Wolał jednak rozpocząć rozwój od kilku własnych salonów, by sprawdzić, jak marka się przyjmie. Jak na razie wszystko idzie po jego myśli.
W internecie już pojawiają się pierwsze pozytywne oceny od klientów, którzy nas odwiedzili. Notujemy coraz większy przepływ klientów, co pozwala nam optymistycznie patrzeć w przyszłość – mówi Sidelnyk.

Większość ukraińskich salonów Haircut Express jest w rękach franczyzobiorców. Nad Wisłą franczyzodawca zamierza otwierać zarówno placówki własne, jak i franczyzowe.
– Prowadzimy już rozmowy z potencjalnymi franczyzobiorcami. Jest to koncept dla miast powyżej 150 tys. mieszkanców, ale liczymy przede wszystkim na otwarcia w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu oraz Poznaniu. Warszawa naturalnie również jest w stanie pomieścić znacznie więcej niż jeden salon – zapowiada  Sidelnyk.

Uruchomienie własnego lokalu Haircut Express wymaga kwoty w wysokości przynajmniej 55 tys. zł netto. Zwrot z inwestycji powinien nastąpić pod koniec pierwszego roku działalności.
– W lokalu montujemy kasę fiskalną, podłączoną do samoobsługowego terminalu, w którym klienci z góry opłacają usługę. Salon jest też wyposażony w wideo-kamery, za pomocą których możemy na bieżąco monitorować, co dzieje się w lokalu. Dysponujemy też specjalnie zaprojektowanym systemem informatycznym do ewidencji wpłat w terminalu – wylicza menedżer ds.franczyzy  Haircut Express.

Każdego roku Polacy wydają na usługi fryzjerskie średnio nieco ponad 1000 zł. To biznes, który cieszy się dość stabilnym popytem – strzyżenie to nie chwilowa zachcianka, ani zabieg luksusowy. Haircut Express łączy więc atuty bezpiecznej branży z innowacją i szybkością wykonania usługi. Wiele wskazuje na to, że koncept się przyjmie – zwłaszcza w takich lokalizacjach, jak zatłoczona Chmielna, na której każdego dnia mieszkańcy mieszają się z pracownikami okolicznych biur i gośćmi lokalnych kawiarni i restauracji. Z drugiej strony stała (i niezbyt wygórowana) cena usługi powoduje, że sukces salonów zależeć będzie od niezakłóconego dopływu klientów. Błędy w doborze lokalizacji mogą zatem okazać się kosztowne.

(gum)