Empik twierdzi, że za nękanie pracowników odpowiadają agenci zarządzający sklepami. Tymczasem pracownicy skarżą się na telefony "z góry", od dyrektorów regionalnych. A sami partnerzy też są ściśle kontrolowani.
Piątek
06.02.2015
Były pracownik Empiku oskarża, a centrala zrzuca winę na partnerów. Kto ma rację?
 

Największa polska sieć księgarni ma w ostatnich dniach kiepską prasę. Wszystko za sprawą Łukasza Kotkowskiego, byłego pracownika, który na swoim blogu zarzucił sieci wykorzystywanie kadr. Pracownicy Empiku rzekomo pracują po godzinach i nie dostają za to ani grosza, a do tego żyją pod ciągłą presją kontroli. Na prośbę portalu Gazeta.pl Empik wydał oświadczenie, w którym stwierdził:
Ze względu na fakt, że działamy w modelu franczyzowym i w salonach tzw. partnerskich nie jesteśmy pracodawcą dla doradców klienta/sprzedawców (to nie my określamy formę oraz warunki wynagrodzenia oraz zatrudnienia), możliwość bieżącego monitorowania sytuacji jest ograniczona.”

Podkreślił też, że salony partnerskie stanowią tylko część sieci sprzedaży. Mówiąc wprost – umył ręce, twierdząc, że za wszelkie nieprzyjemności odpowiadają niezależni zarządcy poszczególnych sklepów, a centrala nie mogła temu przeciwdziałać, bo najzwyczajniej w sieci nie miała o tym pojęcia. Trudno dać wiarę, że tak było w istocie.

Agent (nie) na swoim
Empik rozwija sieć partnerską od kilku lat. Współpraca polega na typowym modelu agencyjnym, podobnym do tego znanego z Żabki. Partner zarządza salonem, a jego wynagrodzenie stanowi prowizja do obrotu. O tym, kogo zatrudni, decyduje sam, ale...
- Empik daje Ci widełki zatrudnienia, w które musisz się wpasować (minimum i maximum pracowników) - pisze na forum Franchising.pl użytkownik Dawid, podający się za partnera sieci. - Wymaga od partnera przesłania grafiku pracy, który ma być ułożony zgodnie z wytycznymi: minimum dwa weekendy w pracy, kilkanaście zmian popołudniowych. I co zabawniejsze kierownicy regionu skrupulatnie sprawdzają obecność partnera w pracy w podanych godzinach. Brak partnera = kara finansowa. Niech ktoś tylko spróbuje wyjść wcześniej lub przyjść później - przyłapany zostanie ukarany (finansowo rzecz jasna).

Jak twierdzi, w korporacyjnym empikowym slangu najpopularniejszym hasłem jest „egzekucja”.
- Kierownicy regionu, audytorzy (inni od bezpieczeństwa, jeszcze inni od marketingu, merchu i jeszcze inni od przeglądania teczek i list płac WASZYCH pracowników) mają przeprowadzać egzekucję (serio :)) - czyli sprawdzać czy dobrze wykonujecie obowiązki (jak nie to oczywiście kara finansowa) – pisze.

Według Łukasza Kotkowskiego telefony i kontrole, którymi podobno nękani są pracownicy, nie są dziełem żadnego wewnętrznego nadzorcy, tylko dyrektorów regionalnych. Agenci prowadzący Empiki na zasadach partnerskich skarżą się na bardzo skromny zakres niezależności.
- Towar dostarcza Empik, więc często go nie ma lub jest nie taki, jakbyś chciał. Nie masz wpływu na zatowarowanie, a że sieć ma różne problemy z płatnościami, to jest blokowana przez dostawców. Co oznacza, że towaru nie ma. Nie ma towaru - nie ma sprzedaży – wylicza użytkownik Dawid.

Jego wpisy datowane są na połowę 2013 roku, czyli na długo przed tym, nim autor bloga opisał warunki pracy w Empiku. Ostatnio spółka musiała gasić jeszcze jeden medialny pożar po tym, jak niektóre media podały informacje o katastrofalnej sytuacji finansowej spółki i o planowanej sprzedaży części modowej oraz szkół językowych wchodzących w skład grupy. Zarząd Empiku zdementował te informacje, potwierdził natomiast, że właściciele dokapitalizowali spółkę pożyczką w wysokości 100 mln zł. Wizerunkowy skandal na pewno nie pomoże księgarniom. (gum)