10.02.2015

Porównujemy e-porównywarki cen

Porównywarki zarabiają na przekierowaniu ze strony z wynikami wyszukiwania na stronę sklepu. Nie ma znaczenia, czy internauta dokona zakupu.

Polskie sklepy internetowe odnosiły się sceptycznie do porównywarek cen. W USA porównywarki generowały wówczas ponad 40 proc. obrotów internetowego handlu.
- Startowaliśmy wraz z początkiem sprzedaży internetowej w Polsce, to było ponad 10 lat temu – mówi Arkadiusz Dydo, prezes zarządu serwisu Kupujemy.pl, pierwszej polskiej porównywarki cenowej. – Początkowo firma zajmowała się usługami informatycznymi. Pomysł na stworzenie porównywarki pojawił się przez przypadek. Chcieliśmy kupić sprzęt komputerowy w sklepach internetowych i zauważyliśmy, że nie ma miejsca, w którym moglibyśmy porównać różne oferty. Początkowo sklepy internetowe, nasi główni klienci, sceptycznie podchodzili do idei bezpośredniego porównywania cen. Z czasem to podejście zaczęło się zmieniać i teraz dla wielu sklepów to główny kanał dostępu do klientów.

Pisanie na klawiaturze komputerowej.

Każda porównywarka ma własną bazę produktów zbudowaną na podstawie informacji pochodzących ze sklepów i z witryn producentów. Sklepy udostępniają porównywarkom cennik, który jest codziennie aktualizowany, dzięki temu użytkownik porównywarki każdego dnia ma dostęp do bieżących cen.

Dziś w Internecie funkcjonuje około 50 porównywarek cenowych, jednak w świadomości klientów istnieje zalewie kilka. To stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę, że w Polsce działa około 10 tys. sklepów internetowych, zaś o możliwości robienia zakupów przez Internet słyszał prawie każdy polski internauta, czyli ponad 95 proc., jak wynika z badań firmy Gemius.

– Porównywarki cenowe są coraz częściej wykorzystywane przez internautów w początkowej fazie robienia zakupów w sklepach online. Z badania TNS OBOP wynika, że są one jednym z najbardziej przydatnych źródeł informacji o urządzeniach RTV/AGD. W rzeczonym badaniu porównywarki w skali od 1 do 5 uzyskały ogólną ocenę 4,17, wyżej uplasowały się jedynie wyszukiwarki ocenione na 4,39. W tyle zostały zaś portale aukcyjne, strony producentów i fora internetowe – mówi Monika Janiszewska, specjalista ds. PR portalu Skąpiec.pl.

Rodzimy rynek e-commerce rośnie z minuty na minutę i nie przeszkodziło mu w tym nawet globalne spowolnienie gospodarcze. Według szacunków przeprowadzonych przez Centrum im. Adama Smitha wartość handlu elektronicznego w minionym roku wyniosła ok. 12 mld zł, szacunki Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego są jeszcze wyższe i sięgają 13,5 mld zł. Rynek jest w miarę równo podzielony pomiędzy sklepy internetowe i portale aukcyjne. 

Jak działa porównywarka

Porównywarka to zespół programów komputerowych, które pozwalają zebrać i usystematyzować informacje o produktach, a później w przejrzysty sposób zaprezentować te dane internautom.
– Oprócz tego, co widzi na stronie użytkownik porównywarki, czyli wyszukiwarki produktów i systemu porównywania cen, potrzebny jest jeszcze system wymiany danych oraz wiązania oferty sklepów z produktami istniejącymi w wyszukiwarce. Nie można też zapomnieć o programach generujących bilingi dla sklepów – mówi Arkadiusz Dydo.

Każda porównywarka  ma własną bazę produktów zbudowaną na podstawie informacji pochodzących ze sklepów i z witryn producentów. Sklepy udostępniają porównywarkom cennik, który jest codziennie aktualizowany, dzięki temu użytkownik porównywarki każdego dnia ma dostęp do bieżących cen.
– Celem porównywarki jest kompleksowe wsparcie internautów w podejmowaniu decyzji zakupowych. Użytkownik, który chce kupić telewizor, wyszukuje go na Ceneo, a następnie sprawdza, w którym sklepie może kupić go w najkorzystniejszej cenie – mówi Anna Jasińska, starszy specjalista ds. marketingu Ceneo.pl. – Oprócz porównania cen, użytkownicy mają możliwość przeczytania opinii o produktach i sklepach pisanych przez samych internautów, ale także recenzji tworzonych przez ekspertów portali tematycznych. Przy doborze produktu nieocenioną pomocą mogą się także okazać przewodniki zakupowe.

Kliknięcie za grosz

Porównywarki zarabiają na przekierowaniu użytkownika ze strony z wynikami wyszukiwania na stronę sklepu. Opłaty są pobierane za samo przekierowanie. To, czy internauta dokona zakupu w tym, czy w innym sklepie nie ma znaczenia przy ich rozliczaniu. Obowiązującym modelem naliczania należności jest CPC (ang. Cost Per Click – koszt za kliknięcie), w którym sklepy płacą określoną stawkę za każdego użytkownika, który trafił do sklepu za pośrednictwem porównywarki.

– Nasze wpływy opierają się przede wszystkim na przekierowaniu użytkownika porównywarki do sklepu. Za każde takie przejście naliczana jest opłata, która obecnie nie przekracza 1 zł, a jej wysokość zależy od branży, w jakiej działa sklep. Każdy sprzedawca otrzymuje dostęp do szczegółowych statystyk związanych z realizowanymi usługami. Dzięki temu może na bieżąco monitorować liczbę i czas przekierowań, adresy IP odwiedzających internautów i oczywiście wysokość opłat za dany okres. Od sklepów partnerskich pobieramy też niewielki abonament. Serwis Skąpiec.pl zarabia także na reklamach, które pojawiają się na naszej stronie – mówi Monika Janiszewska.

Niech wygra najtańszy

W porównywarkach cenowych ofertę prezentują najczęściej sklepy realizujące strategię niskich cen, co nie oznacza, że nie znajdziemy w nich produktów dostępnych w sklepach oferujących droższe produkty. Dla wielu firm porównywarki są głównym narzędziem marketingowym i najskuteczniejszym sposobem na zdobycie klientów. Porównywarka jest również jednym z najtańszych sposobów na dotarcie do dużej liczby potencjalnych klientów.
- Coraz więcej internautów rozpoczyna zakupy w sieci  od przejrzenia produktów w porównywarkach, co generuje spory ruch na stronie sklepu. Ważniejsze jest jednak to, że klienci, którzy trafiają na strony sklepu z porównywarki przeważnie są już zdecydowani na zakup, więc sklep naprawdę na nich zarabia – mówi Anna Jasińska.

Obecność sklepu w porównywarce cenowej może być też sposobem na budowanie wizerunku firmy i tworzenie jej marki w świadomości konsumentów.
– Pozytywny wizerunek firmy można budować poprzez system opinii w porównywarkach. Po dokonaniu zakupów część użytkowników ocenia jakość obsługi i zakupionych produktów dzieląc się swoją opinią z innymi użytkownikami serwisu. Przy okazji warto zburzyć mit, że internauci wybierają tylko sklepy z najniższymi cenami. Bardzo często wybierany jest sklep, który ma droższe produkty, ale więcej pozytywnych opinii – wyjaśnia Arkadiusz Dydo.

Z garażu na salony

Gdy w Internecie pojawiły się pierwsze polskie porównywarki cenowe wystarczyło mieć kilkaset złotych i umiejętność programowania, żeby ruszyć z takim biznesem.
– Skąpiec.pl był typowym przedsięwzięciem garażowym. Na uruchomienie serwisu wystarczyło kilkaset złotych, które wydaliśmy na pokrycie kosztów hostingu, czyli wynajęcia serwerów oraz na zakup domeny. Oczywiście potrzebna była również wiedza techniczna niezbędna do napisania strony – mówi  Monika Janiszewska. – Obecnie bariery wejścia na rynek są dużo większe, przede wszystkim ze względu na to, że branża porównywarek cen okrzepła, a rynek został już podzielony pomiędzy kilku największych graczy. Swój kawałek tortu odkroiły też mniejsze firmy, które również bronią swojej pozycji. 

Podstawa każdego e-biznesu to oczywiście dobrej klasy komputer z dostępem do Internetu. Kolejny krok to chwytliwa nazwa, która będzie jednocześnie adresem porównywarki. Wybierając nazwę, trzeba pamiętać, żeby była łatwa do zapamiętania i jednoznacznie kojarzyła się z wykonywaną działalnością. Ponieważ w Internecie coraz trudniej o wolną domenę, można pokusić się o zakup nazwy, która będzie najlepiej pasowała do prowadzonej działalności. Ceny domen na rynku wahają się od kilkuset złotych do nawet kilkudziesięciu tysięcy, wszystko zależy od popularności danego hasła i możliwości jego użycia.

Serce każdej porównywarki stanowi oprogramowanie i to właśnie ono kosztuje najwięcej. Trzeba zadbać przede wszystkim o oprogramowanie do gromadzenia danych i wiązania cen ze sklepów z produktami dostępnymi w porównywarce. Każda porównywarka jest obsługiwana przez program pisany specjalnie na jej potrzeby. Program można napisać samodzielnie lub zlecić jego stworzenie specjalistom. Oprócz oprogramowania trzeba też zadbać o odpowiednią wielkość serwerów i przepustowość łączy internetowych, umożliwiającą korzystanie z porównywarki dużej liczbie osób jednocześnie. W miarę rozwoju działalności można rozbudowywać zaplecze techniczne i dostosowywać je do rosnących potrzeb firmy.

Dobra baza to podstawa

Porównywarka ma rację bytu tylko wtedy, gdy dysponuje bazą danych, która umożliwia porównanie cen. Baza danych budowana jest na podstawie informacji uzyskanych od sklepów. Największe porównywarki współpracują z kilkoma tysiącami sklepów i mają w swojej ofercie nawet kilka milionów produktów. Nowa porównywarka będzie musiała na początku zabiegać o klientów i aktywnie pozyskiwać sklepy, które umieszczą produkty w bazie. Kiedy serwis wyrobi sobie markę sklepy same zaczną zgłaszać się z propozycją współpracy.
– Zanim oferta nowego sklepu zostanie umieszczona w serwisie, dokładnie weryfikujemy sprzedawcę, sprawdzając dokumenty potwierdzające istnienie jego firmy, takie jak NIP czy KRS. Z każdym partnerem zawieramy też umowę, która precyzyjnie określa warunki współpracy – mówi Monika Janiszewska.

Gdy od strony technicznej wszystko jest dopięte na ostatni guzik można zatroszczyć się o pracowników. Zespół obsługujący porównywarkę nie musi być duży, wystarczy kilka osób. W tej grupie nie może jednak zabraknąć informatyka, który będzie sprawował nadzór techniczny nad serwisem. Potrzebna będzie również osoba zajmująca się handlem i marketingiem, żeby – zwłaszcza na początku działalności – pozyskać jak największą liczbę sklepów.

Porównywarkę cenową, jak każdy e-biznes, można założyć przy niewielkim nakładzie środków. Trzeba się jednak przygotować, że zanim porównywarka zacznie przynosić zyski, minie co najmniej kilka miesięcy, które trzeba będzie poświęcić na wypromowanie witryny i zdobycie klientów.