16.02.2015

Klub fitness: Wysportowany zysk

Z prowadzeniem klubu fitness jest jak z budowaniem kondycji – jak się nie napracujesz, nie zobaczysz efektów, a jeszcze dostaniesz zadyszki.

Idealny wygląd ludzkiego ciała zmieniał się na przestrzeni wieków – na przemian zachwycano się wysportowaną i smukłą sylwetką, żeby w kolejnej epoce docenić krągłości. Dziś dominuje ten pierwszy model wypracowywany przez diety i ćwiczenia. Ponieważ nie wszyscy są fanami roweru czy biegania, wybierają wizytę w klubie fitness, a tych pojawia się na rynku coraz więcej.

Urządzenia do ćwiczeń w klubie fitness Fot. Sxc.hu

Właściciele fitness klubów sięgają również po zajęcia dla grup, które nie kojarzą się w pierwszej kolejności z typowym klientem sal ćwiczeń, czyli np. dla seniorów, kobiet w ciąży lub dla dzieci.

– Wraz ze zmianami politycznymi i ekonomicznym w Polsce, w latach 90. zaczęły docierać do nas niedostępne do tej pory fast foody, restauracje, przetworzone jedzenie. Polacy chętnie korzystali z tych dobrodziejstw, i co było łatwe do przewidzenia, zaczęły się problemy z wagą i kondycją. Bardzo szybko okazało się, że na rynku pojawiło się zapotrzebowanie na profesjonalne usługi fitness i porady trenerskie. Dlatego pięć lat temu na polskim rynku pojawiła się firma Holmes Place – mówi Monika Mikulska, brand manager sieci Holmes Place.

Na polski rynek wkracza również FitCurves, jedna ze światowych sieci siłowni dla kobiet działająca we franczyzie. Firma, obecna w Europie Środkowo-Wschodniej od 2006 roku, planuje otworzyć w Polsce pięć placówek do końca 2010 roku, a do 2015 roku – czterdzieści. Prowadzi już rozmowy z partnerami w Rzeszowie, Szczecinie, Poznaniu i Warszawie.

Do Polski wchodzą duże sieci klubów fitness, a znikają pojedyncze kluby.
– Siłownie osiedlowe dla tzw. karków czy coś à la klub fitness, czyli mała sala z lustrami i kilkoma przyrządami, to już przeszłość, choć niektórzy próbują jeszcze w ten sposób rozwijać biznes. Według mnie na próżno i psują rynek – zauważa Michał Pogoński, właściciel dwóch Energy Fitness Clubów działających w Warszawie.

Dobra rozgrzewka

Założenie klubu bez wcześniejszego poznania branży od wewnątrz może sprawić trudności, ale nie jest niemożliwe. Doświadczenia i samodzielny trening sprzyjają poznaniu ludzi i nawiązaniu kontaktów pomocnych w prowadzeniu biznesu. Właśnie dzięki wizytom na siłowni Michał Pogoński przekonał się, że warto otworzyć klub fitness. Pierwszy z Energy Fitness Club powstał w 2007 roku, a następny w sierpniu 2009 roku – oba w Warszawie. W pierwszy obiekt zainwestował 2 mln złotych. Na tę kwotę składa się sprzęt oraz przystosowanie 600-metrowej powierzchni do ćwiczeń, czyli zbudowanie sal (sala do aerobiku powinna mieć minimum 80 m2), szatni z prysznicami, zainstalowanie klimatyzacji i wentylacji, a dodatkowo również stworzenie solarium czy gabinetu masażu.

– Wchodząc do niektórych klubów, czuć, że ktoś w tym miejscu ciężko trenował, a nieodpowiedni klimat i zapach jest nie tylko uciążliwy dla ćwiczących, lecz także obniża efektywność treningu. Otworzenie okien nie jest rozwiązaniem, szczególnie, gdy na zewnątrz panuje minusowa temperatura. Trzeba postawić na dobrej jakości klimatyzację – sugeruje Michał Pogoński.

Nie można zapomnieć o pomieszczeniach dla personelu, pokoju socjalnym. W zależności od profilu klienta, można pomyśleć o pokoju z opiekunką, gdzie rodzice będą mogli zostawić dzieci na czas ćwiczeń. Minimalny koszt urządzenia klubu fitness oblicza się, mnożąc liczbę metrów przez 1 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że 500 m2 to absolutne minimum, inwestycja okazuje się spora. Lokali najlepiej szukać przy dużych osiedlach lub w pobliżu centrów biznesowych, bo ludzie na zajęcia fizyczne przychodzą w trakcie pracy lub tuż po niej. W okolicy powinien znajdować się parking. Biorąc pod uwagę lokalizacje, tworzy się ofertę zajęciową. Inna będzie dla obiektu na osiedlach, gdzie przychodzą m.in. kobiety w ciąży lub z małymi dziećmi, a inna w biznesowym otoczeniu, gdzie klienci to młode, zapracowane osoby, które szybko chcą stracić zbędne kilogramy lub poprawić kondycję.

Pod tym względem można również wybrać wystrój wnętrza. Choć większość sal do ćwiczeń nie wyróżnia się niczym wyjątkowym, niektórzy przedsiębiorcy uważają, że oryginalny wystrój się liczy. Michał Pogoński swój pierwszy klub urządził w greckim stylu, i a drugi z elementami sztuki indonezyjskiej i pochodzącej z Bali.

Rzeźbimy mięśnie

Początkowy zestaw przyrządów do ćwiczeń do klubu fitness to około 30 maszyn – z każdego rodzaju należy kupować po dwie, wśród których muszą znaleźć się rowerki, orbitreki, bieżnie, ergometry wioślarskie, ławeczki do ćwiczeń siłowych, stepy, atlasy, a oprócz tego akcesoria: maty do fitnessu i do jogi, ciężarki, piłki i gumy. Do obsługi należy zatrudnić odpowiednio wykształcone osoby.
– Na rynku jest mnóstwo osób po różnych kursach instruktorskich, ale samo jego ukończenie nie czyni z człowieka specjalisty. Liczy się zaangażowanie i podejście do klienta, dlatego dobrych instruktorów trzeba długo szukać i wtedy przydaje się obycie w branży – mówi Michał Pogoński.

Sieć Holmes Place, żeby mieć pewność co do poziomu umiejętności i wiedzy swoich pracowników, organizuje im testy.
- W Holmes Place stawiamy na profesjonalizm, dlatego każdy z instruktorów musi mieć ukończone studia z wychowania fizycznego. Gdy przychodzi do naszej firmy, zaczyna jako trener na siłowni. Żeby przejść na kolejny etap, musi zdać wewnętrzny egzamin – PT1 lub PT2 (personal training). Dodatkowo, trenerzy uczestniczą w szkoleniach zarówno z obsługi klienta, zarządzania, jak i w typowo sportowych – mówi Monika Mikulska.

Instruktorzy, oprócz umiejętności sportowych, powinni mieć też w sobie coś z psychologów, bo nie każdy klient przyjdzie i wprost opowie o swoich problemach fizycznych i zdrowotnych.
– Każdy klubowicz, zanim rozpocznie ćwiczenia, szczegółowo opowiada nam o tym, co chciałby osiągnąć w klubie, jak często może ćwiczyć, co go motywuje. Na podstawie tego tworzymy jego profil i plan ćwiczeń. Naszym zadaniem jest to, żeby, przy określonych możliwościach czasowych i fizycznych, pomóc mu osiągnąć pożądany efekt – tłumaczy Monika Mikulska.

Dbać warto również o klientów korporacyjnych, bo przedsiębiorstwa przypominają sobie o dodatkowym wynagrodzaniu pracowników. Michał Pogoński szacuje, że miesięczne przychody z tej grupy klientów wynoszą około 10 tys. zł (dla porównania klienci indywidualni przynoszą około 75 tys. zł dochodów – w przypadku klubu o ustabilizowanej pozycji na rynku).

– Kryzys wyniszczył korporacje, zwiększył się stres, a ponieważ niektórzy go zajadają, zwiększyła się otyłość pracowników, a więc nastąpiło pogorszenie kondycji i spadek aktywności fizycznej. Gdy kryzys słabnie, trzeba pracowników zmotywować i pokazać im, że dali sobie radę w trudnych dla firmy chwilach, więc należy im się nagroda. Dlatego stworzyliśmy program Fit4Business, który dedykowany jest korporacjom – wyjaśnia Monika Mikulska.

Długodystansowcy

Przedstawiciele branży fitness & wellness twierdzą, że to, czy klub się przyjął na rynku, można oceniać po około dwóch latach działalności. 500-metrowy klub powinien mieć około pięciuset klientów. Żeby zapewnić sobie ich lojalność, kluby organizują promocje, najczęściej są to dodatkowe zajęcia bądź obniżki cen. Żeby chronić się przed niższą frekwencją, kluby podpisują z klientami umowy roczne z płatnością miesięczną.

Jeżeli ktoś nadal zadaje sobie pytanie: otwierać fitness klub czy nie, musi zastanowić się, czy jest w stanie zainwestować wystarczająco dużo pieniędzy, aby stworzyć klub świadczący usługi wysokiej jakości i  czy ma z czego dokładać do niego przez kilkanaście miesięcy. Jeżeli nie, lepiej niech nie podejmuje pochopnej decyzji, bo bez dobrej rozgrzewki, można nabawić się nieprzyjemnej kontuzji.
Joanna Sopyło

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

1

Joanna Sopyło

dziennikarz