17.02.2015

Partner jak królik doświadczalny

TraveliGo.pl nigdy nie prowadziło własnych biur podróży, mimo to chce zostać franczyzodawcą. Doświadczenie w internecie wystarczy?

Ponad 10 lat doświadczenia rynkowego, członkostwo w Polskiej Izbie Turystyki, certyfikaty Krajowego Rejestru Długów  i Biura Informacji Gospodarczej Infomonitor, a w bazie blisko 100 tys. miejsc noclegowych i hoteli w Polsce i na świecie. Tym wszystkim, a także liczbą 180 tys. obsłużonych klientów, może pochwalić się grupa TraveliGo.pl. I choć biznes się kręci, to zarząd ma apetyt na więcej. Chce wyjść do klienta tworząc sieć stacjonarnych biur podróży.

Wybrzeże Egiptu. Fot. PROFIT system, Agnieszka Kamińska

Opłata za wejście franczyzowy biznes pod szyldem TraveliGo.pl ma wynosić 15 tys. zł. Oprócz tego franczyzobiorców czekają ewentualne wydatki związane z remontem lokalu.

Jednym z powodów takiej decyzji jest tzw. efekt ROPO (Research Online Purchase Offline – Badaj online, kupuj offline). Zjawisko to spędza sen z powiek wielu właścicielom internetowych portali pośrednictwa turystycznego. Klienci chętnie bowiem badają ofertę rynkową w internecie, ale gdy przychodzi do zakupu, zdecydowanie wolą wybrać się do placówki i „fizycznie” podpisać umowę. W ten sposób pośrednicy posiadający wyłącznie portal internetowy tracą klientów na rzecz posiadaczy stacjonarnych biur.

TraveliGo.pl  chce odpowiedzieć na ten trend i zbudować konwencjonalną sieć sprzedaży. Jak podaje magazyn Wiadomości Turystyczne, portal chce otworzyć w 2015 roku pierwsze dziesięć placówek, wszystkie mają być franczyzowe. Właściciele TraveliGo.pl podobno długo pracowali nad konceptem sieciowym i mają w szczegółach opracowany schemat wspierania partnerów – od bogatej oferty tour operatorów, przez bonusy za realizację planu sprzedaży, po rozbudowany system CRM do zarządzania klientami.
- Nasz koncept franczyzowy mamy przygotowany już praktycznie od dwóch lat. Powstał on we współpracy ze doradcami i architektem, który przygotował projekt biur. Czekaliśmy z uruchomieniem stacjonarnej sieci sprzedaży, bo chcieliśmy zaobserwować, jak franczyzowy koncept sprawdzi się u konkurencji. Dziś już mamy pewność, że to właściwa droga rozwoju - mówi Bartosz Roch Nowik, prezes Traveligo.pl,

Problem w tym, że nie tylko nie mają żadnego doświadczenia w udzielaniu franczyzy, ale również przedtem sami nie prowadzili stacjonarnych biur. Franczyzobiorcy, którzy przystąpią do sieci, wystąpią więc w roli królików doświadczalnych. Choć franczyzodawca twierdzi, że wie, jak wyszkolić partnerów.
- Mimo, że wcześniej nie prowadziliśmy tradycyjnych punktów sprzedaży, to jednak klienci cały czas mogli skorzystać z pomocy konsultantów, którzy w razie potrzeby przyjeżdżali do domów, by udzielić dodatkowych informacji czy podpisać umowę. Mamy więc doświadczenie w sprzedaży bezpośredniej. Ponadto nasi franczyzobiorcy będą mogli skorzystać z usług naszych trenerów, którzy szkolili konsultantów. Otrzymają także podręcznik operacyjny oraz dostęp do naszej bazy wiedzy. Według mnie doświadczenie i renoma, jaką zdobyliśmy na rynku wystarczą, by zachęcić potencjalnych franczyzobiorców do współpracy - uważa Nowik.

TraveliGo.pl ma jednak podwójnie utrudnione zadanie. Wchodzi bowiem na silnie konkurencyjny rynek. We franczyzie rozwijają się liczne sieci biur podróży, a wiele z nich obejmuje już po kilkadziesiąt punktów (by wymienić choćby MyTravel czy Wakacje.pl – w obu sieciach jest ich ponad 70). TraveliGo.pl czeka zatem trudna walka – nie tylko o klientów, ale i o franczyzobiorców.

Grzegorz Morawski