17.02.2015

Nie przejedliśmy zysków

W niektórych miastach moda na burgery dopiero się zaczyna - mówi Krzysztof Kołaszewski, założyciel Bobby Burgera.

Czy hamburgery na stałe zagościły w menu Polaków? Nie ma ryzyka, że przeminą, bo są tylko pewną gastronomiczną modą?
Na początku obawialiśmy się czy tak się nie stanie i po roku nikt nie będzie pamiętał o burgerach. Ale głębsza analiza rynku, w tym „kebabów” i „chińczyków” oraz restauracji sushi, utwierdziła nas w przekonaniu, że tak się nie stanie. Przynajmniej z tymi konceptami, które w fazie „boomu” na burgery ugruntują swoją pozycję, a w późniejszym czasie będą ją sukcesywnie umacniać. Przykład z rynku „kebabów” jest wręcz oczywisty: stale rozwija się jedna sieć. Ma już kilkanaście lokali i wygląda na to, że nic nie powinno jej przeszkodzić w dalszej ekspansji. Natomiast pojedyncze punkty coraz częściej upadają. Gdy trzeba było "wskoczyć do odpowiedniego pociągu" i rozwijać sieć, ich właściciele woleli spijać śmietankę i „przejadać” zyski. Podobnie sprawa wygląda w branży hamburgerów premium. Otrzymujemy wiele propozycji, by przejąć lokale serwujące burgery wraz z całą marką. Świadczy to o tym, iż rozpoczął się przesiew nowo powstałego rynku. Nawet jeśli moda na burgery przeminęła w Warszawie i innych największych miastach Polski, to w niewiele mniejszych dopiero się rozpoczyna. Jest to świetna okazja, którą staramy się wykorzystać, a mamy niesamowitą przewagę nad lokalną konkurencją, ponieważ wiemy, jakich błędów już nie popełnić. Kolejną argumentem za tym, że burgery zostaną w Polsce na zawsze, jest fakt, że na całym świecie były one obecne w prawie każdym barze, pubie i restauracji a u nas jeszcze do niedawna burger był jednoznacznie identyfikowany z hamburgerem spod znaku złotego "M".

Krzysztof Kołaszewski, właściciel Bobby Burger Fot. Bobby Burger

Otrzymujemy wiele propozycji, by przejąć lokale serwujące burgery wraz całą marką. Świadczy to o tym, iż rozpoczął się przesiew nowo powstałego rynku
Krzysztof Kołaszewski, założyciel Bobby Burgera

W 2014 roku sieć Bobby Burger powiększyła się o 11 nowych lokali. Wypada pogratulować, ale z drugiej strony też spytać, ile lokali nie przetrwało rynkowej próby i zostało zamkniętych?
Pytanie dosyć wrażliwe, ale w obecnym momencie nie mamy czego ukrywać. Jak dotąd żaden lokal spod znaku Bobby Burger nie został zamknięty. Wszystkie prosperują i są rentowne, oczywiście każdy na innym poziomie. Niektóre z nich są bardzo trafionymi inwestycjami, dając wysokie stopy zwrotu dla franczyzobiorców. Znakomita większości generuję obroty i zyski na przewidywanym poziomie. Jest co prawda jeden wyjątek, nad którym bardzo ciężko pracujemy, bo działa poniżej planu. Żaden z naszych lokali jednak nie traci. Przez blisko trzy lata prowadzenia Bobby Burgera sporo się również nauczyliśmy, w tym wyboru dobrej lokalizacji oraz odpowiedniego franczyzobiorcy, co jest kluczowe dla powodzenia naszego biznesu.

Jaki klimat panuje obecnie na rynku gastronomicznym, w szczególności w segmencie, w którym działa Bobby Burger?
Głęboko wierzymy, że polska gastronomia będzie w bardzo szybkim tempie gonić zachodnią. Dlatego też przewidujemy, że czekają nas lata prosperity w tym segmencie usług. Z roku na rok rynek ten się powiększa, a to w dużej mierze dlatego, że w portfelu przeciętnego Polaka pozostaje coraz większa suma po opłaceniu wszystkich niezbędnych wydatków w danym miesiącu. Brakuje nam czasu na gotowanie w domu, coraz częściej decydujemy się więc na zjedzenie posiłku poza nim. Polacy chcą cieszyć się z życia, dlatego coraz częściej spędzają wieczory poza domem - i to nie tylko w weekendy. Nasze lokale dają im taką możliwość, ponieważ każdy z nich jest otwarty do późnych godzin nocnych.  Oczywiście konkurencja wśród innych sieci jest spora, ale wiemy że mamy swój unikatowy styl oraz produkt, który pozwoli nam realizować założone plany. 

Rozmawiał Grzegorz Morawski

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0