24.03.2015

Ciepłe kluchy? Tylko na talerzu

Nowa franczyzobiorczyni Makarun Spaghetti and Salad wykonała sporą pracę, by wybrać franczyzodawcę. Opłaciło się?

Makarun Spaghetti and Salad, koncept oferujący dania kuchni włoskiej, głównie w systemie „na wynos”, świętował w lutym otwarcie szóstej restauracji. Nowy lokal ruszył w Lublinie, w sąsiedztwie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Jego właścicielce nie można zarzucić, że wybrała pierwszą lepszą franczyzę.
- Wybór franczyzodawcy poprzedzony był uważnym badaniem rynku. Czytałam branżową prasę, udałam się na targi w Pałacu Kultury w Warszawie. Starałam się dowiedzieć jak najwięcej o tym, na co zwrócić uwagę analizując oferty – wspomina Urszula Mostowiec. – Gdy trafiłam na propozycję Makarun, postanowiłam najpierw pojechać do istniejącego lokalu i spróbować potraw, a także poczuć atmosferę panującą w lokalu.

Studenci na Juwenaliach jedzą Makarun Fot. Makarun

Oprócz Lublina, restauracje Makarun działają jeszcze w Rzeszowie, Krakowie i Chojnie. W najbliższych miesiącach firma zadebiutuje również na warszawskiej Pradze.

Jej wcześniejsze doświadczenia i umiejętności zawodowe wyniesione z korporacji pomogły policzyć spodziewaną rentowność przedsięwzięcia. Analiza była skrupulatna, bo planowany biznes miał być pierwszym tego typu przedsięwzięciem w życiu. Urszulę Mostowiec od początku ciągnęło do gastronomii, ale debiut w tej branży wymaga znajomości licznych szczegółów technicznych i sanitarnych. Doświadczony franczyzodawca pomógł w „przeprawie” przez prace przygotowawcze.
- Poszukiwania lokalizacji trwały niemal trzy miesiące, ale udało się znaleźć odpowiednie miejsce w pobliżu lubelskich uczelni. Z miejsca odstraszającego swoim wyglądem udało się przygotować restaurację, którą każdego dnia odwiedza coraz większa liczba gości, sięgająca już nawet powyżej 100 klientów dziennie – mówi Marcin Szworak, specjalista ds. franczyzy w sieci.

Lubelski lokal urządzono na powierzchni 60 m2, czyli nieco większej niż standardowa (punkty Makarun miały do tej pory 30-50 m2). Taki metraż wymagał też nieco pokaźniejszej inwestycji, która w tym przypadku sięgnęła 60 tys. zł. W założeniu placówka ma być „lunchownią” dla mieszkańców położonego niedaleko miasteczka studenckiego. To właśnie młodzież akademicka stanowi wymarzoną klientelę dla punktów spod znaku Makarun.

Urszula Mostowiec otworzyła swój biznes na początku lutego. Na zwrot zainwestowanych środków jest jeszcze za wcześnie, ale punkt już w pierwszym miesiącu zaczął zarabiać na bieżące koszty (w tym dwoje pracowników pomagających właścicielce).
- Nie możemy narzekać na klientów. Ich rotacja w lokalu jest spora – zapowiada właścicielka pierwszego lubelskiego „Makaruna”.
I nie wyklucza , że jeśli pierwsza placówka okaże się sukcesem, rozważy otwarcie kolejnych.