22.05.2015

Krawiec, który został biznesmenem

Piotr Roguski zajmował się szyciem kostiumów teatralnych a później prowadził firmę sprzątającą. W końcu postanowił zostać restauratorem. Od niedawna jest franczyzobiorcą sieci Western Chicken.

Z wykształcenia jest krawcem. I to nie byle jakim. Piotr Roguski na początku swojej zawodowej drogi szył kostiumy dla aktorów Teatru Powszechnego. 

Piotr Roguski prowadzi dwie restauracje Western Chicken - w Wołominie i Kobyłce Fot. Western Chicken

Piotr Roguski prowadzi dwie restauracje Western Chicken - w Wołominie i Kobyłce.

Ale urodziły się dzieci, trzeba było zarobić na rodzinę, a w kulturze zarobki niestety nie są zbyt wysokie  opowiada.
Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i założył firmę sprzątającą. 

Przez kilka lat działała dobrze, ale przyszedł kryzys, a z nim cięcia i oszczędności. Zacząłem tracić zleceniodawców – relacjonuje Piotr Roguski. – Nie mogłem sobie jednak pozwolić na bycie bezrobotnym.
Na pomysł przyłączenie się do sieci franczyzowej wpadł przypadkiem.

Przerzucając kanały telewizyjne zobaczyłem informację o targach franczyzy. Okazało się, że Biesiadowo, pizzerie, w których bardzo lubiłem już wówczas jadać, to także sieć franczyzowa. Pomyślałem, że wobec tego otworzę własny lokal – mówi Roguski.

Ostatecznie jednak wybrał nie włoską pizzę, ale kurczaka serwowanego w stylu kowbojskim. Firma Wojtex, właściciel marki Biesiadowo, ma w swoim pakiecie jeszcze trzy inne marki z rynku fast foodów. Wśród nich jest Western Chicken. 

Pojechałem z rodziną do Radomia, gdzie był najbliższy lokal tej sieci. Chciałem sam spróbować dań, zanim zdecyduję się podawać je innym ludziom – mówi Piotr Roguski.

Kurczak w panierce mu posmakował. W marcu otworzył restaurację w Wołominie, wspólnie z kolegą prowadzi też drugą w Kobyłce.

To była duża inwestycja – nie ukrywa. 94-metrowy lokal w Wołominie wymagał gruntownego remontu, łącznie z wymiana instalacji elektrycznej. Wszystkie prace plus wyposażenie kosztowały w sumie 120 tys. zł. 

Wiem, że na zwrot kosztów inwestycji trzeba będzie poczekać. Tak to już jest w biznesie, że na początku się do niego dokłada. Teraz walczymy o klientów i o przyzwyczajenie ich do nowego lokalu – mówi franczyzobiorca.

Kurczak w sieci

Firma Wojtex przejęła Western Chicken w drugiej połowie 2014 roku. Wtedy w sieci funkcjonowało 13 lokali. Teraz działa 27, dwie kolejne umowy są finalizowane. 

Wprowadziliśmy opiekuna marki, który jest odpowiedzialny za powierzony mu koncept. Poszerzyliśmy gamę produktów. Wszystkim lokalom sieci nadaliśmy jednakowy charakter, jeśli chodzi o aranżację. Cechy wspólne to np. drewniane elementy wyposażenia wnętrza, kapelusze kowbojskie – wylicza Dominik Lewandowski, specjalista ds. PR i menedżer w firmie Wojtex.

W przypadku Western Chicken kwota inwestycji początkowej zależy od wielkości i stanu lokalu. Restauracje sieci mają od 40 do 200 m2 powierzchni. Jeśli franczyzobiorca zdecyduje się na otwarcie lokalu 40-metrowego, to według szacunków franczyzodawcy musi być przygotowanym na wydatek co najmniej 30 tys. zł. Właściciel marki nie pobiera opłaty licencyjnej ani marketingowej. Miesięcznie franczyzobiorca musi jednak płacić 800 zł za przynależność do sieci.

Zanim restauracja zacznie działać, franczyzobiorca przechodzi szkolenie w Centrum Szkoleniowym w Aleksandrowie Łódzkim. Uczy się tam... gotować, czyli przyrządzać wszystkie dania z menu. Drugie szkolenie odbywa się już właściwie w ogniu walki, bo szkoleniowcy przyjeżdżają do restauracji franczyzobiorcy w dniu jej otwarcia. Na miejscu podpowiadają, co należy usprawnić np. w obsłudze czy przyrządzaniu potraw. Licencjodawca ma też własną hurtownię, w której franczyzobiorcy mogą się zaopatrzyć w produkty spożywcze i niezbędny sprzęt w promocyjnych cenach.

Według zapewnień właściciela marki, na zwrot kosztów inwestycji franczyzobiorca Western Chicken nie będzie czekał dłużej niż pół roku.