05.05.2015

Zyski pod korek

Ceny ropy spadają, ale to nie znaczy, że prowadzenie stacji paliw się nie opłaca. Wręcz przeciwnie. Dla właścicieli takich punktów to najlepszy czas od dawna.

Na rynku stacji paliw sporo się zmieniło. Nie chodzi tylko o stan ilościowy, choć to widać najbardziej. Operatorzy stacji paliw coraz dalej odchodzą od tradycyjnego myślenia o swoim biznesie: stacje nie są już tylko miejscami tankowania, ale coraz poważniej przejmują rolę sklepów spożywczych i punktów gastronomicznych. A do tego muszą odnaleźć się w sytuacji rozwijającej się infrastruktury drogowej i spadających cen surowca. Mimo dynamicznych realiów rynkowych w tej branży da się zarabiać.

Stacja paliw Huzar

Sieciowe stacje paliw stanowią niezmiennie główną siłę na rynku, odpowiadając na nim za ponad 65 proc. udziałów. Prym wiodą marki należące do koncernów naftowych, ale coraz śmielej poczynają sobie też sieci z koncernami niezwiązane, np. Moya czy Huzar.

Zarabiają i znikają

Przez ostatnie 12 miesięcy baryłka ropy brent (wydobywanej na Morzu Północnym) potaniała o ponad 22 proc. Tańszy surowiec to, wbrew pozorom, szansa większych zysków dla detalistów. Większość obniża ceny wolniej, niż robią to hurtownicy. To zaś powoduje automatyczne podwyższenie marży. Dla właścicieli i koncernów to dobry okres, zwłaszcza że w ostatnich latach często ich narzuty na ceny hurtowe były bliskie zeru.

Interes się kręci, ale liczba stacji maleje. Jedną z przyczyn jest spadek zużycia paliwa w ogóle – tak wynika z oficjalnych statystyk, ale w praktyce chodzi o rosnącą szarą strefę. Swoje żniwo zebrały też wprowadzone niedawno zaostrzone przepisy środowiskowe, dotyczące zbiorników na paliwo. Te czynniki uderzyły we wszystkich operatorów stacji, ale najbardziej odczuli je niezależni właściciele. Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego między 2007 a 2013 rokiem ich liczba spadła z 3,4 tys. do 2,9 tys. I choć konkurencji ze strony sieci znanych marek trudno się oprzeć w pojedynkę, to wciąż niewielu „wolnych” strzelców decyduje się powiesić na drzwiami rozpoznawalny szyld. „Raport o franczyzie PROFIT system” podaje, że w ubiegłym roku zdecydowało się na to tylko 13 przedsiębiorców. Na koniec ubiegłego roku na rynku działało blisko 1 150 stacji zarządzanych przez franczyzobiorców, zrzeszonych w 11 sieciach.

Giganci idą w różne strony

To właśnie sieciowe stacje stanowią niezmiennie główną siłę na rynku, odpowiadając na nim za ponad 65 proc. udziałów. Prym wiodą marki należące do koncernów naftowych, ale coraz śmielej poczynają sobie też sieci z koncernami niezwiązane, np. Moya czy Huzar. Rodzime PKN Orlen i Lotos pozostają największą siłą branży, nawet mimo nielicznych zamknięć, które miały miejsce w tym roku. Orlen ma blisko 1,8 tys. punktów, z czego ponad 400 to jednostki franczyzowe. W Lotosie jest ponad 430 stacji, franczyzobiorcy prowadzą ok. 160.

Oba koncerny zarządzają też sieciami ekonomicznymi – Orlen ma Bliską, Lotos – Optimę. Oba jednak mają wobec nich zupełnie inne plany. PKN zapowiada, że będzie Bliską redukować. Lotos – wręcz przeciwnie.

– Realizując strategiczne założenia, rozbudowujemy sieć stacji paliw LOTOS o kolejne obiekty. Szczególnie dynamiczny wzrost osiągamy w segmencie ekonomicznym – mówi Krzysztof Kopeć z biura komunikacji Grupy Lotos.

Strategia przynosi rezultaty: segment detaliczny gdańskiego koncernu ma za sobą rekordowy kwartał. Zysk operacyjny grupy przekroczył 23 mln zł i był pięciokrotnie wyższy niż przed rokiem. W tym czasie otwarto łącznie 33 stacje pod szyldem Optima. Spośród 160 ekonomicznych punktów 54 prowadzą franczyzobiorcy. 

Stacja jak sklep          

Jeszcze kilka lat temu na rynku widoczny był trend związany z przyrostem liczby stacji przysklepowych, rozwijanych przez największych graczy branży spożywczej. W ostatnich trzech latach ich rozwój znacznie jednak zwolnił, a takie sieci, jak Carrefour (ma 43 przysklepowe stacje), Auchan (24) czy Makro (6) nie powiększyły się ani o jedną placówkę. Swoją sieć konsekwentnie powiększa za to Grupa Muszkieterów, otwierając punkty tankowania przy supermarketach Bricomarché i Intermarché.

Obecnie w całej Polsce działa 51 stacji, większość przy wybranych supermarketach spożywczych. Do końca roku planujemy otworzyć jeszcze dwa punkty w Przeworsku i Grajewie – mówi Eliza Orepiuk-Szymura, kierownik Dyrekcji Komunikacji i Informacji Grupy Muszkieterów. – Dzięki stacjom paliw poszerzamy ofertę usług dla naszych klientów. Przy ponad 30 stacjach funkcjonują całodobowe sklepiki o średniej powierzchni 43 m2. W ich ofercie znajdują się produkty spożywcze oraz artykuły motoryzacyjne. Klienci mogą również odpocząć w działających przy stacjach kącikach bistro, w których mogą napić się kawy oraz zjeść różne przekąski. Będziemy nadal otwierać rocznie około 10 stacji paliw Intermarché.

            Sprzedaż pozapaliwowa to coraz ważniejszy element biznesu stacji benzynowych. Wielu operatorów robi wręcz wszystko, by upodobnić swoje punkty do regularnych sklepów spożywczych. Stąd niedawne alianse Lukoilu z Carrefourem czy PKN Orlen z Tesco.

            – Podejmując współpracę pilotażową z Tesco, liczymy na wypracowanie rozwiązań, które zapewnią naszym klientom wygodę i szybkość dokonywania codziennych zakupów podczas wizyty na stacji paliw – mówi Marek Balawejder, dyrektor wykonawczy ds. sprzedaży detalicznej. 

            Wydaje się, że czasy, w których dystrybutor paliwa był sercem stacji, powoli odchodzą w przeszłość. Sposobów na zarabianie w tej branży przybywa.

Od 13 do 15 maja 2015 roku w Warszawie odbędą się XII Międzynarodowe Targi "Stacja Paliw". To jedno z najważniejszych wydarzeń tego roku dla kręgów biznesu paliwowego w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Na targach spotkają się przedstawiciele biznesu paliwowego i kręgów eksperckich związanych z tym sektorem. Podczas targów odbędzie się Akademia Przedsiębiorcy, która będzie dobrą okazją do spotkań biznesowych i poznania najnowszych trendów w branży. Szczegółowy program targów dostępny pod linkiem http://www.targi.paliwa.pl/news/189/70/PROGRAM-TARGoW/d,news-item