05.06.2015

Change rośnie dzięki Atlanticowi

Atlantic żegna się z franczyzą, a jego franczyzobiorcy przechodzą do konkurenta. Duńska marka w końcu rośnie.

O tym, że w sieci Atlantic nie dzieje się najlepiej, pisaliśmy już w połowie 2014 roku. Wtedy jednak właściciel marki, Wojciech Morawski, zapowiadał zmiany, który miały uzdrowić firmę. Dziś już wiemy, że nie przyniosły one oczekiwanych skutków, a jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich konceptów franczyzowych przestanie istnieć. Atlantic postanowił bowiem wycofać się z rynku detalicznego i ograniczyć do sprzedaży hurtowej. Swoim partnerom zasugerował natomiast, by zmienili szyld na konkurencyjny Change. Ci, którzy zechcieliby zostać, musieliby zaakceptować gorsze warunki współpracy, m.in. przejść z systemu franczyzowego na partnerski, w którym zobowiązani byliby do zakupu towaru na własny rachunek.

Tariq Al Sakkaf, członek zarządu Change Fot. Change

Skandynawska marka bieliźniana Change urosła dzięki lokalom przejętym od Atlantica. Dziś liczy 22 salony, a do końca roku ma powiększyć się o kilka nowych punktów.

Duński koncept Change ma ponad 200 salonów w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Do Polski zawitał w 2011 roku, ale od tamtej pory zdołał uruchomić tylko trzy sklepy. Pod koniec maja jednak pochwalił się świetnym wynikiem  – w dwa miesiące jego sieć powiększyła się o 19 sklepów.
– Lata 2011-2014 były czasem testowania zachowań konsumenckich klientów, właściwego poziomu cen, przyjęcia kolekcji. Obserwowaliśmy także rynek pod kątem stworzenia optymalnego modelu biznesowego dla franczyzobiorców – komentował Tariq Al-Sakkaf , członek zarządu Change.

Według niego ostatnie otwarcia są konsekwencją decyzji o dynamicznym rozwoju w Polsce. Ale to nie dzięki dopracowanej do perfekcji ofercie franczyzowej przedsiębiorcy rzucili się na otwarcia pod duńskim szyldem. Szybki wzrost nie byłby możliwy, gdyby nie przejęcia franczyzowych sklepów polskiej sieci – zarówno franczyzowych, jak i własnych.
– Wielu naszych nowych franczyzobiorców to byli franczyzobiorcy firmy Atlantic, która postanowiła wycofać się rynku retail w Polsce. Są wśród nich tacy, którzy prowadzą po dwa sklepy franczyzowe – przyznaje Tariq Al-Sakkaf.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Sieć Change zyskała salony w galeriach handlowych wielu dużych miast, m.in. Łodzi, Krakowie, Rzeszowie, Poznaniu, Bydgoszczy, Toruniu czy Zielonej Górze. Ale to nie koniec otwarć zaplanowanych na 2015 rok. Marka zawita jeszcze do Warszawy, Bytomia, Sochaczewa i Rybnika.

– Po realizacji zaplanowanych już na najbliższe miesiące otwarć kolejnych, nowych salonów skoncentrujemy się na wzmocnieniu pozycji marki na rynku. Strategia rozwoju firmy zakłada dalszą rozbudowę sieci w ramach franczyzy,  ale najwcześniej w czwartym kwartale bieżącego roku – tłumaczy Tariq Al– Sakkaf.

Kwota inwestycji we własny salon Change zależy od stanu lokalu i zaczyna się od ok. 60 tys. zł. Franczyza marki polega na modelu depozytowym  towar należy do franczyzodawcy, a franczyzobiorca otrzymuje prowizję od sprzedaży.

– Jako franczyzodawca zawsze staramy się, aby inwestycje ze strony franczyzobiorców były jak najniższe – dlatego chociażby unikamy wchodzenia w nowopowstające centra handlowe, gdzie niepewność przyjęcia nowego centrum jak i poziom inwestycji są najwyższe – mówi Al–Sakkaf. – Można przyjąć, że salon Change w optymalnej lokalizacji i przede wszystkim oferujący najwyższy poziom obsługi, próg rentowności może osiągać już na samym początku działalności, a zwrot z inwestycji może nastąpić w ciągu 2 lat.

Więcej o wystroju salonów Change przeczytasz w artykule Bielizna w duchu skandynawskim na portalu Lokalnabiznes.pl