23.07.2015

W Mydlarni pachnie zyskiem

Lena Bałut pracowała w sklepie Mydlarnia u Franciszka jako ekspedientka. Trzy lata temu postanowiła zaryzykować i otworzyła własny sklep marki. Dziś ma ich już cztery.

– Wielu franczyzobiorców Mydlarni u Franciszka prowadzi po 3-4 sklepy naszej sieci. Z myślą o nich stworzyliśmy system informatyczny B2B, do zarządzania wieloma punktami – mówi Leszek Krzanowski, specjalista ds. rozwoju franczyzowego sieci Mydlarnia u Franciszka. – Siedząc w domu, można śledzić, co dzieje się w poszczególnych sklepach: ile wydano paragonów, jakie artykuły się sprzedały. To bardzo ułatwia zarządzanie biznesem.

Sklep Mydlarni u Franciszka Fot. Mydlarnia u Franciszka

Inwestycja w Mydlarnię u Franciszka to ok. 50 tys. zł. Sklep można otworzyć w galerii handlowej lub w centrum miasta, przy uczęszczanej ulicy.

Z pracownicy pracodawca

Lena Bałut ma cztery sklepy z logo Mydlarnia u Franciszka: w Limanowej, Gorlicach, Jaśle i Jeleniej Górze.
– Przez kilka lat pracowałam jako ekspedientka, w sklepie w Krakowie. Mogłam w praktyce zobaczyć, jak taka placówka funkcjonuje, jacy klienci przychodzą, znałam asortyment i orientowałam się, czy prowadzenie takiego sklepu się opłaca – przyznaje franczyzobiorczyni. – To był akurat moment, gdy miesięcznie otwierało się po 4-6 sklepów marki. Chciałam się rozwijać, więc postanowiłam zainwestować.

Ponad trzy lata temu otworzyła sklep w Limanowej. Inwestycja okazała się trafiona. Po siedmiu miesiącach Lena Bałut otworzyła kolejną Mydlarnię, później dwie następne (ostatnią w maju tego roku).
Przez pierwsze tygodnie funkcjonowania sklepu nie zatrudniam pracowników, ale sama zajmuję się sprzedażą. To pozwala zorientować się, jacy klienci przychodzą, czego szukają. Dopiero później przeprowadzam rekrutację. W każdym sklepie staram się być przynajmniej raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie. Dzięki platformie B2B widzę na bieżącą, co się dzieje w sklepach, jestem w ciągłym kontakcie z personelem. Sama też staję za ladą. Pracownicy muszą wiedzieć, że od nich nie wymagam więcej, niż sama od siebie.

Licencja za złotówkę

Pierwszy sklep franczyzowy pod szyldem Mydlarnia u Franciszka powstał w 2009 roku. Dziś jest ich już 108, oprócz tego funkcjonuje 16 sklepów własnych. Sieć należy do firmy Lorient, która jest producentem i importerem naturalnych kosmetyków. W Mydlarniach można kupić. m.in. mydła z olejów roślinnych, także na wagę, kremy, szampony, odżywki itp. Na inwestycję we własny salon z kosmetykami trzeba przeznaczyć ok. 50 tys. zł. Jak zapewnia licencjodawca, jest to kwota wystarczająca na urządzenie sklepu i jego zatowarowanie. Za przystąpienie do sieci płaci się złotówkę. Franczyzodawca nie pobiera miesięcznych opłat franczyzowych, opłata marketingowa wynosi 235 zł netto, 35 zł miesięcznie trzeba zapłacić za korzystanie z platformy B2B (przy otwarciu kolejnego sklepu opłata wynosi 10 zł). Sieć zapewnia bezpłatne szkolenia z zakresu wiedzy o produktach i technik sprzedaży.

Szkolimy franczyzobiorców, sprzedawców, ale także kierowników i menedżerów sklepów – dodaje Leszek Krzanowski.
Zatowarowanie odbywa się w miarę potrzeb, zamówienia, składane są przez internet i realizowane w ciągu 24 godzin. W przypadku, gdy ten sam franczyzobiorca otwiera kolejny sklep w sieci, na pierwsze zatowarowanie dostaje 30-dniowy termin płatności.
Licencjodawca twierdzi, że sklep powinien zacząć zarabiać na pokrycie bieżących kosztów stałych już w drugim miesiącu działalności. Szacowany okres zwrotu całej inwestycji to 6-7 miesięcy. Łatwo więc policzyć, że w tej sytuacji miesięcznie sklep powinien przynieść przynajmniej 7 tys. zł dochodu.
W tym roku otwarto siedem nowych franczyzowych Mydlarni. Na trzy kolejne są już podpisane umowy najmu.