12.08.2015

Bar na kółkach

Food trucki i moda na uliczne jedzenie, to dzisiaj już styl życia, a nie tylko sposób na biznes. Mają swoich fanów, zloty, festiwale.

Jak wiele innych, także moda na food trucki, zwane też swojsko gastrobusami, dotarła do nas zza oceanu i to zaledwie kilka lat temu. Dzisiaj festiwale ulicznego jedzenia odbywają się już praktycznie w każdym dużym mieście. Food trucki stały się elementem miejskiego krajobrazu i atrakcją, nie tylko dla turystów. Można w nich kupić m.in.: hamburgery, zapiekanki, frytki, dania kuchni meksykańskiej, węgierskiej, a nawet wegańskiej. Amatorów mobilnego jedzenia jest wielu. Tym bardziej że często nie odbiega ono pod względem smakowym od tego podawanego w restauracjach.

Food truck Meat&Fit Fot. Meat&Fit

Według szacunków w tej chwili po Polsce może jeździć około pół tysiąca gastrobusów. Ciepłe miesiące i wakacje to dla ich właścicieli czas żniw.

Biznes dla lubiących jeść i podróżować

Food truck to fajny pomysł na pierwszy biznes – przekonuje Anna Chmielecka, menedżer ds. franczyzy w firmie 7 Street, która jest właścicielem marki Meat & Fit. –  Przede wszystkim wymaga mniejszych nakładów finansowych, a co za tym idzie niesie mniejsze ryzyko biznesowe niż stacjonarna restauracja. To także rodzaj przygody. Może być nią praca w podróży, którą interesująco zaplanujemy. Wbrew pozorom to nie jest biznes tylko dla młodych. Decydują się też na niego osoby, które są pod koniec swojej kariery zawodowej, chcą coś zmienić, rzucić etat czy korporację. Albo same pracują w food trucku, albo zatrudniają pracowników.

Według szacunków w tej chwili po Polsce może jeździć około pół tysiąca gastrobusów. Ciepłe miesiące i wakacje to dla ich właścicieli czas żniw. Bo przygoda przygodą, ale biznes jest po to, aby zarabiać. Trzeba w niego zainwestować, a później pilnować, aby zaczął przynosić zyski. Właściciele food trucków muszą liczyć się, że przyjdzie im ruszyć w trasę po Polsce. Ci, którzy są na to zdecydowani, mogą skorzystać z oferty współpracy firmy 7 Street.

Zanim ruszysz w trasę

Co trzeba mieć, aby skorzystać z franczyzy Meat & Fit? Samochód i ponad 100 tys. zł na inwestycję. Nie każde auto nadaje się do zabudowy pod food trucka. Taki samochód musi być gabarytów „dostawczaka” i mieć konstrukcję na ramie. Mogą to być modele m.in.: fiata, mercedesa, iveco, peugeota, renault. Samochód nie musi być nowy, ale na pewno powinien być sprawny technicznie. Przystosowaniem auta do potrzeb mobilnej gastronomii zajmuje się licencjodawca, zlecając to zadanie specjalistycznej firmie. Montaż trwa około siedmiu tygodni. Za food trucka trzeba zapłacić 98,7 tys. zł netto, koszt dostosowania samochodu to kolejne 4,4 tys. zł netto. W zamian dostajemy w pełni wyposażony punkt gastronomiczny. Są w nim m.in.: instalacja gazowa, elektryczna, wentylacja, moduł sanitarny, chłodnie, urządzenia do smażenia, opiekania i grillowania, nawet kasa fiskalna i kamera.

Tym, którzy nie mają odpowiedniego auta, franczyzodawca proponuje leasing całego food trucka wraz z samochodem.

Licencjodawca pobiera 1,5 tys. zł netto opłaty wstępnej. W tej kwocie mieszczą się szkolenia personelu i właściciela, podręcznik operacyjny, projekty materiałów reklamowych, przygotowanie i uruchomienie punktu. Trzeba też liczyć się z comiesięcznymi opłatami – franczyzową i marketingową – w sumie 1250 zł netto. Jeszcze pierwsze zatowarowanie i można ruszać. Rozpoczynając trasę, trzeba pamiętać, że na zwrot poniesionych nakładów przyjdzie trochę poczekać.

Nie da się w łatwy sposób oszacować okresu zwrotu inwestycji, gdyż taka kalkulacja jest zależna od wielu zmiennych, np. ilości słonecznych dni w sezonie wakacyjnym czy lokalizacji food trucka – zauważa Anna Chmielecka. – W przypadku gdy franczyzobiorca sam będzie zajmował się sprzedażą (np. z małżonkiem), jego koszty będą znacznie niższe, tak więc czas zwrotu się skróci. Średnio możemy przyjąć, że okres zwrotu to rok.

Menu na czas

Food trucki Meat & Fit nie mają tak szerokiego menu jak duże stacjonarne restauracje.

Oferta jest skrojona specjalnie pod potrzeby mobilnego punktu – tłumaczy Anna Chmielecka. – Tutaj liczy się przede wszystkim czas wydania posiłku. Serwowane są więc dania, które można szybko przyrządzić: burgery, sałatki, panierowany kurczak. Zapewniamy stałe dostawy 85 proc. towarów spożywczych, niezbędnych do funkcjonowania punktów po cenach z rabatem. Gwarantujemy dostęp do najwyższej jakości artykułów, produkowanych na wyłączność dla sieci 7 Street oraz Meat & Fit, takich jak: mięso, świeżo wypiekane bułki, sosy, domowe frytki, panierka, przyprawy. Tak naprawdę pozostaje dokupić codziennie tylko świeże warzywa.

Zakupy produktów zwykle trzeba robić dwa razy w tygodniu. Zamówienia można składać e-mailowo lub telefonicznie.

Jak wydłużyć sezon?

Pozostaje jeszcze kwestia wyboru miejsca pod food trucka. W sezonie wiosenno-letnim i jeszcze wczesną jesienią opcji jest sporo.

Najlepiej zapoznać się z terminarzem imprez plenerowych, które odbywają się w interesującej nas okolicy. W dużych miastach jest ich naprawdę dużo  – radzi Anna Chmielecka. – Można też nastawić się na miejscowości turystyczne, nadmorskie lub górskie. Lokalizację trzeba skonsultować z nami. Musimy wiedzieć, czy nie będzie kolidowała z istniejącymi już naszymi lokalami.

Na pewno warto brać udział w zlotach food trucków i festiwalach ulicznego jedzenia, które ostatnio organizowane są bardzo często. Pozostaje pytanie, co robić poza sezonem. Food trucki są przygotowane tak, że pracować w nich da się nawet zimą.

W tym okresie najlepiej znaleźć lokalizację w centrach miast. Im większe miasto, tym lepiej, bo mamy więcej potencjalnych klientów – mówi Anna Chmielecka. – Atrakcyjne są na pewno okolice kampusów studenckich, miejsca, gdzie toczy się aktywne życie nocne, dyskotekowo-klubowe.

O jednym trzeba pamiętać: gdziekolwiek zaparkujemy naszego food trucka, musimy mieć dostęp do źródła prądu. Warto, aby gdzieś w pobliżu było także ujęcie wody. Niezbędna będzie też zgoda właściciela terenu na korzystanie z danego miejsca – np. gminy czy właściciela działki oraz sanepidu na prowadzenie działalności gastronomiczne (oddziału właściwego dla miasta, w którym akurat prowadzona jest sprzedaż z food trucka).

Jeśli nie food truck, to co?

Oprócz food trucków sieć Meat & Fit ma też inne opcje współpracy dla potencjalnych franczyzobiorców: małe punkty stacjonarne i przyczepy gastronomicznej, przygotowujące podobne menu, jak food trucki. Na lokal stacjonarny potrzeba co najmniej 27 m2 powierzchni. Minimalna kwota na start to 30 tys. zł, w przypadku przejęcia punktu przygotowanego pod gastronomię. Jeśli chcemy przygotować lokal od podstaw, zdaniem licencjodawcy powinniśmy liczyć się z wydatkiem ok. 60 tys. zł.  Kwota zawiera koszty wyposażenia. Istnieje możliwość leasingu sprzętu gastronomicznego. Zalecane lokalizacje to ulice handlowe, duże osiedla lub galerie handlowe, w miastach o liczbie mieszkańców minimum 20 tys.

Natomiast koszt przyczepy gastronomicznej jest taki sam, jak food trucka – ponad 98 tys. zł. Opłaty wstępne i miesięczne niezależnie od formy współpracy są jednakowe. Franczyzodawca szacuje spodziewany przychód miesięczny na 30 tys. zł, a koszty na około 16 tys. zł, co daje 14 tys. zł dochodu przed opodatkowaniem.