15.08.2015

Zarobić na marzeniach

Przemysław Chmielarz podróżował, kiedy jeszcze nosił pieluchy. Później, jako nastolatek przejechał stopem całą Europę. Dziś zarabia na realizowaniu cudzych marzeń o podróżach.

– Od wczesnego dzieciństwa rodzice wszędzie wozili mnie ze sobą. Podobno gdy miałem rok, zabrali mnie do Budapesztu i razem z nimi handlowałem zegarkami – śmieje się Przemysław Chmielarz, franczyzobiorca sieci Urlopy.pl. – W liceum zacząłem jeździć autostopem, w ten sposób zwiedziłem całą Europę. Od dziecka powtarzałem, że nie będę pracować, tylko podróżować.
Zarabiać na podróże i na życie jednak trzeba. Panu Przemysławowi udało się ze swojej pasji zrobić biznes. Najpierw ukończył studia turystyczne, które jednak – jak twierdzi niczego go nie nauczyły. Doświadczenie i potrzebną wiedzę zdobywał pracując w różnych biurach podróży. W sumie trwało to około 10 lat. W końcu zdecydował, że czas się usamodzielnić.
– Widziałem, że rynek jest mocno nasycony. Zdawałem sobie sprawę, że jako samodzielny agent niewiele osiągnę. Touroperatorzy nie chcą już podpisywać z takimi umów– nie ukrywa. - Najlepszym rozwiązaniem w dzisiejszych czasach jest franczyza. Jedno z biur, w których wcześniej pracowałem, należało do sieci Urlopy.pl. Wiedziałem, że ta sieć ma dobrą ofertę franczyzową.

Przemysław Chmielarz, franczyzobiorca sieci Urlopy.pl Fot. Urlopy.pl

Zdecydowana większość klientów woli spotkać się z agentem, porozmawiać, wypytać. Gdy zapracuje się na ich zaufanie, wracają po raz kolejny. Ja przejąłem dobrze funkcjonujące biuro, z bazą klientów. Sam musiałbym taką budować pewnie z dwa lata - mówi franczyzobiorca Urlopy.pl.

Internet nie straszny

Dwa lata temu Przemysław Chmielarz zdecydował się przejąć biuro, prowadzone przez swojego byłego szefa. Lokal mieści się w Chrzanowie, w galerii handlowej. Franczyzobiorca przyznaje, że na początku trochę obawiał się konkurencji ze strony interentowych biur podróży.
– Dzisiaj już jednak wiem, że nie jest zagrożeniem dla stacjonarnych biur – mówi. – Zdecydowana większość klientów woli spotkać się z agentem, porozmawiać, wypytać. Gdy zapracuje się na ich zaufanie, wracają po raz kolejny. Ja przejąłem dobrze funkcjonujące biuro, z bazą klientów. Sam musiałbym taką budować pewnie z dwa lata.

Działające biura podróży, które przyłączają się do sieci Urlopy.pl, są zwolnione z opłaty wstępnej. Dla nowopostających wynosi ona 5 tys. zł. Obrandowanie działającego biura to koszt 3-5 tys. zł., wyposażenie nowego to kilkanaście tysięcy złotych. Franczyzobiorca zarabia na prowizji od sprzedaży. Co miesiąc 8 proc. od tej prowizji płaci franczyzodawcy, do tego dochodzi też 500 zł opłaty marketingowej.

Urlopy.pl stawiają na biura w centrach handlowych lub przy uczęszczanych ulicach. Wielkość lokalu to 25-50 m2. Potrzebna jest witryna, na której można zawiesić wybrane oferty. Do tego telefon z faxem, stałe łącze internetowe i oczywiście doświadczony personel. Zdaniem licencjodawcy, dla nowego biura okres zwrotu z inwestycji to minimum rok.

Atrakcyjna, ale trudna branża

Według „Raportu o franczyzie w Polsce” na koniec 2014 r. w branży turystycznej (obejmującej biura podróży i hotele) działało 29 systemów franczyzowych i ponad 600 placówek franczyzowych. To wzrost o 20 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Jak widać, turystyka to atrakcyjna gałąź biznesu.
–Turystyka to trudna branża, ktoś, kto jej nie zna, nie utrzyma się długo na rynku. Ma na nią wpływ wiele czynników: wulkany, pogoda, terroryzm. Trzeba wiedzieć, jak na to wszystko reagować. Sieć franczyzowa wiele ułatwia – podkreśla Przemysław Chmielarz.
Sam ma jeszcze własne biuro podróży, organizujące wyjazdy narciarskie i konferencyjne. Prowadzi je jego żona. – Nie jest więc w żadnej mierze konkurencyjne do agencyjnego, a pozwala mi np. uniknąć problemu sezonowości – dodaje franczyzobiorca.
Prywatnie Przemysław Chmielarz nadal podróżuje. Gdy ma kilka wolnych dni, wsiada w samolot i leci zobaczyć kolejny kawałek świata.