31.08.2015

Mają zysk w nosie

Monika Zagajska i Michał Jeger otworzyli pierwszą w Polsce perfumerię, w której klienci mogą skomponować zapachy według własnego gustu. Amatorów niepowtarzalnych perfum jest wielu – również wśród celebrytów.

Biżuteria wykonywana specjalnie dla klienta, perfumy przygotowane z wybranych przez klienta zapachów, krem, który jest dostosowany do potrzeb skóry klienta...Każdy chce być jedyny i niepowtarzalny i mieć produkt stworzony tylko dla niego. A skoro chce, to będzie mieć, bo przecież tak działa prawo popytu i podaży. Właścicielka Mo61 postanowiła wcielić je w życie, pozwalając swoim klientom „przyjść i namieszać”, tworząc własne perfumy.

Perfumy Mo 61 Fot. Mo 61

Właściciele Mo 61 zamawiają zapachy w jednej z francuskich fabryk. Na początku w perfumerii było 70 zapachów bazowych, ale z każdym zamówieniem dochodzą kolejne.

Podczas podróży niejednokrotnie odwiedzałam sklepy, w których można było zrobić własne perfumy. W Polsce nie było jeszcze takiego miejsca, postanowiłam więc wprowadzić rodaków w świat niebanalnych zapachów – mówi Monika Zagajska, właścicielka Mo61.

Wcześniej pomysłodawczyni Mo61 pracowała w korporacji. Nie jest jednak biznesowym debiutantem, bo zanim zdecydowała się założyć własną perfumerię, miała kilka biznesów działających w internecie.

Podróż do świata zapachów

Od momentu, kiedy w głowie Moniki Zagajskiej i Michała Jegera zakiełkował pomysł stworzenia Mo61, do chwili, gdy w sklepie pojawili się pierwsi klienci upłynęły trzy miesiące. W tym czasie właściciele zgłębiali meandry perfumiarstwa i przygotowywali się do otwarcia sklepu. Podróż do świata zapachów rozpoczęli od mekki perfumiarzy, znanego z powieści „Pachnidło” Patricka Suskinda, miasta Grasse. Ich przewodnikiem był Zygmunt Marczewski, najlepszy nos w Polsce („nos” to nazwa zawodu perfumiarza), który przekazał im wiedzę dotyczącą komponowania zapachów i pomógł zebrać w jednym miejscu przeróżne nuty zapachowe i bazy do tworzenia perfum.

Chcieliśmy, żeby w Mo61 można było znaleźć wiele różnych zapachów, nie tylko klasycznych, ale też ekstrawaganckich i niszowych, dlatego wejście na rynek wymagało od nas olbrzymich inwestycji w bazy i nuty zapachowe – mówi Monika Zagajska.

Każdą bazę lub nutę zamawia się w pojemniku zawierającym 2 lub 5 litrów. Koszt zależy od jakości substancji, tego, czy jest to zapach naturalny, czy też opiera się na składnikach syntetycznych. Właściciele Mo 61 zamawiają zapachy w jednej z francuskich fabryk. Na początku w perfumerii było 70 zapachów bazowych, ale z każdym zamówieniem dochodzą kolejne.

Ostateczny szlif

Następnym krokiem po wybraniu zapachów było przygotowanie lokalu. Właściciele znaleźli niewielki lokal w centrum Warszawy przy ul. Mokotowskiej i to właśnie adres stał się inspiracją dla nazwy firmy.

Ochrzczenie biznesu ulicą Mokotowską to tylko nadaniu mu PR-owego sznytu. To bardzo modna ulica, która ze względu na mieszczące się tu sklepy przyciąga wielu ciekawych ludzi, celebrytów i mnóstwo turystów. Oczywiście, nie ma nic za darmo i czynsze są tu niewspółmiernie wysokie w porównaniu do opłat w innych częściach miasta – wyjaśnia Monika Zagajska.

Bardzo istotny jest również wygląd lokalu, w którym przygotowywane i sprzedawane są perfumy z logo Mo61. To klimatyczne pomieszczenie przywodzące na myśl przedwojenną aptekę. Atmosferę tę tworzą rzędy słojów i butelek poustawiane równo na półkach przytwierdzonych do bielonej cegły.

W tym biznesie ważny jest blichtr, cała otoczka wykreowana przez ciekawe opakowania, logo, a przede wszystkim sam rytuał przygotowywania perfum – mówi właścicielka Mo61. – Chcieliśmy utrzymać klimat manufaktury, dać ludziom namiastkę perfumerii i pokazać, że zapachami można się bawić. Zależało nam na miejscu, w którym każdy chce przebywać, a nie na laboratorium, gdzie są białe ściany i wszystko nieskazitelnie czyste, jak w szpitalu.

Stworzenie odpowiedniego klimatu wymagało wielu starań. Najwięcej trudności sprawiło zdobycie wymarzonych flakonów i buteleczek – był to również jeden z bardziej kosztownych elementów wyposażenia sklepu.

Okazało się, że zdobycie stylizowanego szkła wcale nie jest taką prostą sprawą. Byliśmy zbyt małą firmą, żeby złożyć zamówienie w fabryce, bo ta rozpoczyna produkcję dopiero od zamówień przekraczających 300 tys. sztuk. Dlatego musieliśmy szukać odpowiednich buteleczek w hurtowniach – wspomina Monika Zagajska.

Kiedy wszystkie sprawy techniczne związane z prowadzeniem perfumerii były już dopięte na ostatni guzik, wówczas właściciele Mo61 rozpoczęli promocję marki. Jak na firmę oferującą niszowe produkty przystało, jednym z głównych kanałów komunikacji stały się Facebook i Instagram. Oprócz tego marka często pojawiała się w mediach zarówno tradycyjnych, jak i elektronicznych, dzięki temu informacja o niej mogła dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców.

Student pod rękę z celebrytką

Przekrój przez klientów Mo61 jest bardzo szeroki. Do perfumerii na Mokotowskiej zaglądają celebryci, turyści, ale także studentki oraz, co może zaskoczyć najbardziej –  panowie.

W żadnych biznesplanach nie uwzględnialiśmy, że z naszą strategią marketingową powinniśmy trafić tak silnie do mężczyzn. Panowie przychodzą do nas często z końcówką perfum, których już np. nie produkują, prosząc nas o ratunek i stworzenie podobnego zapachu. Bardzo często kupują również bony prezentowe dla swoich wybranek – mówi Monika Zagajska.

Sprzedaż bonów wzrosła zwłaszcza w okolicach Dnia Matki, a właściciele sklepu przypuszczają, że z podobną sytuacją będą mieć do czynienia również w innych atrakcyjnych handlowo okresach, a więc przed Bożym Narodzeniem, walentynkami czy Dniem Kobiet.

Przychodzą do nas osoby szukające perfum, których nie można znaleźć w zwykłym sklepie. W większości są to osoby zamożne i celebryci. Odwiedzili nas m.in.: Agnieszka Szulim, Edyta Zając, Artur Chamski, Stefano Terrazzino, Katarzyna Stankiewicz i Tomasz Jacyków. Ich obecność przyciąga do naszego sklepu kolejne osoby, które także chcą mieć swój niepowtarzalny zapach – wyjaśnia właścicielka Mo61.

 Zawód na wymarciu

W Polsce zawód perfumiarza praktycznie nie istnieje. Nieliczni z tej branży pracują w kilku fabrykach, gdzie są przyuczani do zawodu, bo nie ma w naszym kraju szkół, które szkoliłyby specjalistów. Właściciele Mo 61 postępują więc jak średniowieczni mistrzowie, którzy pod swoje skrzydła brali czeladników i przyuczali ich do zawodu.

W tym biznesie najważniejsza jest obsługa klienta i odpowiednie wykształcenie pracownika, która przygotowuje perfumy. To musi być osoba, która potrafi doradzić klientowi, podpowiedzieć mu, jakie zapachy będą się dobrze komponować, a do tego potrzebna jest doskonała pamięć zapachów i umiejętność mieszania ich ze sobą. Dlatego na razie perfumy w Mo61 przygotowuję tylko ja i mój wspólnik. Bazujemy na wiedzy, którą zdobyliśmy u Zygmunta Marczewskiego oraz podczas innych szkoleń, które odbywaliśmy głównie we Francji. Planujemy jednak przyjęcie kolejnej osoby. Oczywiście, najpierw musimy ją wprowadzić w tajniki perfumiarstwa – zapowiada Monika Zagajska.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Magdalena Trąbka