28.10.2015

Z miłości do słodkości

Właściciele House of Donuts chcą z ofertą dotrzeć do studentów. Lokal z amerykańskimi pączkami można otworzyć za 59 tys. zł.

Julia Krzanowska studiuje dietetykę i psychologię w zarządzaniu, Damian Czopek jest świeżo upieczonym absolwentem handlu międzynarodowego. Wspólnie zdecydowali się zainwestować we własny biznes.
– Oboje pracowaliśmy wcześniej w firmie gastronomicznej. Już wtedy myśleliśmy o własnym biznesie – opowiada Julia Krzanowska. – Niedługo później poleciałam w odwiedziny do siostry do Kanady. Ona zaraziła mnie entuzjazmem do amerykańskich słodkości. A że oboje ze wspólnikiem mamy zdiagnozowaną nietolerancję pokarmową, postanowiliśmy donaty połączyć z trendem zdrowego żywienia, który staje się w Polsce coraz bardziej popularny.

Julia Krzanowska i Damian Czopek, właściciele House of Donuts Fot. Paulina Teter

Potrzebny jest lokal o wielkości minimum 40 m2 i 59 tys. zł, aby otworzyć cukiernię House of Donuts.
Julia Krzanowska, Damian Czopek, franczyzodawcy marki House of Donuts

Biznes dla studenta?

Pierwsza kawiarnio-cukiernia House of Donuts powstała w Krakowie rok temu, a już wiosną 2015 ruszyła kolejna. Oba lokale mieszczą się w centrum Krakowa, jeden prawie przy samym Starym Rynku. W ofercie mają oczywiście amerykańskie donaty, zrobione według oryginalnej receptury, kawy, lody, ale też propozycje dla alergików i wegan – bezglutenowe ciasta i śniadania (np. owsianki).
– Klientów mamy bardzo różnorodnych, począwszy od uczniów, którzy kupują donaty, przez pracowników korporacji, po mamy, które dla siebie kupują wegańskie ciasto, a dla dzieci coś słodkiego i kolorowego – wylicza Julia Krzanowska.

Pomysłodawcy House of Donuts postanowili podzielić się swoim konceptem. Właśnie wystartowali z ofertą franczyzową.
– Chcemy zachęcić do niego przede wszystkim operatywnych studentów. Nasz przykład pokazuje, że można łączyć naukę z prowadzeniem biznesu – przekonuje Julia Krzanowska.

Oczywiście, trzeba mieć pieniądze na start. Aby otworzyć cukiernię, potrzeba lokalu wielkości minimum 40 m2 i 59 tys. zł brutto. To – zdaniem licencjodawcy – wystarczy na podstawowe urządzenie i wyposażenie. Opłata wstępna wynosi 8 tys. zł. W zamian franczyzobiorca otrzymuje m.in. projekt lokalu, wizualizację, pomoc w doborze personelu, szkolenia dla siebie i pracowników. Za nieco większą kwotę opłaty wstępnej, 11 tys. zł, franczyzodawca przygotuje także całą dokumentację potrzebną do dokonania kompletnego odbioru lokalu (m.in. dla Sanepidu, straży pożarnej, dokumentację HACAP).

Właściciele marki właśnie finalizują prace nad mobilną wersją House of Donuts. Będzie to mały food truck, przygotowany na bazie minisamochodu francuskiej marki Aixam, do którego prowadzenia nie potrzeba prawa jazdy. Ma kosztować od 40 do 50 tys. zł.

Ugryźć swój kawałek rynku

Jeśli franczyzobiorca będzie prowadził tylko jedną cukiernię marki, będzie zobowiązany płacić franczyzobiorcy 750 zł opłaty franczyzowej miesięcznie. Jeżeli zdecyduje się na otwarcie kolejnych lokali, wówczas opłata za każdy wyniesie 500 zł.
– Zachęcamy do otwierania dwóch lokali, bo to pozwala szybciej osiągnąć płynność finansową – tłumaczy współwłaścicielka firmy.  – Warto podkreślić, że obydwie nasze krakowskie cukiernie zaczęły na siebie zarabiać już po pierwszym miesiącu działalności.

Amerykańskie pączki z dziurką chce sprzedawać Polakom także światowy gigant Dunkin Donuts. Firma znalazła już masterfranczyzobiorcę nad Wisłą. To jej drugie podejście do naszego rynku. Pierwszą próbę podjęła w latach 90., ale po kilku latach musiała się wycofać. Czy potentat, który ma ponad 11,3 tys. kawiarni w 37 krajach Europy zagrozi małej firmie z Krakowa?
– Na razie słyszymy tylko szumne zapowiedzi – mówi spokojnie Julia Krzanowska. – Poza tym lokale Dunkin Donuts są utrzymane w zupełnie innym stylu niż nasze. My stawiamy na zdrowe produkty, pracujemy nawet nad recepturą bezglutenowego donata. Z drugiej strony konkurencja może pomóc w popularyzacji tego produktu. Nikt już nie będzie wówczas mylnie nazywał donata pączkiem.