23.10.2015

Biznes nie choruje

Najlepiej zarabia się na lekach nierefundowanych, choć trzeba konkurować ze sklepami – mówi Wojciech Boguszewski, właściciel franczyzowych aptek DOZ.

Wojciech Boguszewski biznesem aptekarskim zajmuje się od lat 90. Pamięta czasy, gdy właściciele aptek bywali jednocześnie udziałowcami hurtowni aptekarskich, a sieci franczyzowe i grupy zakupowe dopiero zaczynały wchodzić na rynek. Dziś prowadzi sześć aptek, cztery punkty apteczne w Piotrkowie Trybunalskim i okolicach oraz aptekodrogerię w Parzniewie koło Pruszkowa – wszystkie pod franczyzowym szyldem DOZ. Przyznaje, że przynależność do sieci się opłaca, bo konkurencja jest zawzięta, a rynek – przeregulowany jak nigdy.

Wojciech Boguszewski, franczyzobiorca Dbam o Zdrowie Fot. Wojciech Boguszewski

Wojciech Boguszewski prowadzi sześć aptek i cztery punkty apteczne w Piotrkowie Trybunalskim i okolicach – wszystkie pod franczyzowym szyldem DOZ. Niedawno otworzył w Parzniewie koło Pruszkowa aptekodrogerię zgodną z nowym konceptem franczyzodawcy.

Jako właściciele aptek podlegamy chyba pod wszelkie instytucje nadzoru w tym kraju – przyznaje przedsiębiorca.

Leki kontra prawo

Twórcy prawa ingerują zarówno w kwestie techniczne związane z otwarciem apteki, ale również – niestety dla właścicieli – w te biznesowe. Regulacje wprowadzane w ostatnich latach spowodowały stopniowe topnienie limitów, jakie NFZ przeznaczał na dopłaty do leków. Na dodatek na farmaceutyki refundowane wprowadzono stałe marże liczone właśnie od wysokości limitu, a nie ceny leku.

Efekt jest taki, że najlepiej w aptekach zarabia się na lekach nierefundowanych. Tu jednak muszą one konkurować ze sklepami ogólnodostępnymi, które nie podlegając żadnym regulacjom, stale powiększając ofertę dotąd zarezerwowaną dla aptek – mówi Wojciech Boguszewski.

Utrudnień jest więcej. Jednym z najbardziej dotkliwych pozostaje wprowadzony w 2012 roku zakaz reklamy, który do minimum ograniczył możliwości informowania o dostępnej w aptekach ofercie. Z powodu grożących kar pieniężnych aptekarze musieli wycofać wszelkiego rodzaju programy lojalnościowe, karty rabatowe czy upusty przy większych zakupach.

Franczyza leczy

Nic zatem dziwnego, że coraz więcej aptek decyduje się na przystąpienie do sieci franczyzowych. Taki krok to nie tylko szansa na lepsze warunki zakupu leków, ale przede wszystkim możliwość wzmocnienia pozycji rynkowej. Znany szyld nad wejściem to wciąż potężna dźwignia reklamowa. A do tego, co w tym przypadku kluczowe, legalna.

 Franczyzobiorca zyskuje dostęp do stałego rabatowania, znanej marki i związanego z nią wystroju, a przy tym dodatki w rodzaju przykasowej sprzedaży – mówi Wojciech Boguszewski. – To są rzeczy, z których możemy korzystać przez cały okres współpracy. Na takie korzyści nie mają szans samodzielni aptekarze.

Według założeń konceptu DOZ właściciel apteki franczyzowej zachowuje niezależność prawną, finansową i gospodarczą. Otrzymuje jednak narzędzia, które pomagają mu optymalizować jego działalność apteczną. Jednym z nich jest Profil Farmaceuty, czyli system informatyczny do zarządzania apteką, który daje dostęp do bieżących informacji z sieci oraz podgląd informacji o aptece np. stany magazynowe, sprzedaż pracowników. Dzięki temu właściciel apteki wie, jak rotują i jak są sprzedawane np. produkty z krótkim terminem ważności.

 W sprawach biznesowych franczyzobiorcy pomaga menedżer mikro rynku z ramienia sieci, który może doradzić jak prowadzić aptekę, np. jak zmniejszyć koszty, zwiększyć sprzedaż czy poprawić marżę – mówi Rafał Obarzanek, dyrektor ds. sieci sprzedaży DOZ, zrzeszającej ok. 1 tys. aptek. – Dzięki wsparciu centrali aptekarz nie musi prowadzić negocjacji z producentami, zastanawiać się, z kim podpisać najkorzystniejszą umowę na usługi w aptece czy tworzyć własnych rozwiązań marketingowych.