15.11.2015

Zakład wulkanizacyjny: Biznes z piskiem opon

Wulkanizacja notuje duże dochody tylko wiosną i jesienią, gdy opony w samochodach masowo są zmieniane z zimowych na letnie i odwrotnie.

Złota polska jesień przerwana nocnymi przymrozkami i pierwszymi opadami śniegu. Dla wielu to znak, że zima tuż-tuż, a dla właścicieli wulkanizacji gorący okres, który generuje najwyższe przychody w ciągu roku.
– Nagły atak zimy oznacza dla wulkanizacji nagły najazd klientów. Zwykle kierowcy pojawiają się falami, po każdej większej śnieżycy lub mrozach. Kolejki ustawiają się głównie w soboty, bo w tygodniu klienci pracują – mówi Piotr Dudek, właściciel wulkanizacji w Tomaszowie Mazowieckim.

Właściciel zakładu wulkanizacji Fot. Piotr Dudek

Za najlepszą lokalizację dla zakładów wulkanizacji uznaje się osiedla. W okolicy mieszka tysiące zmotoryzowanych mieszkańców, którzy mogą w każdej chwili dojechać do serwisu. Inną opcją jest prowadzenie punktu na przedmieściach, co będzie umożliwiało wymianę ogumienia w ciężarówkach i tirach.

Sytuacja powtarza się wiosną. Wtedy jednak nikt już nie spieszy się z wymianą. Bywają nawet tacy klienci, którzy na letnie opony przerzucają się dopiero w czerwcu. Niektóre punkty wulkanizacji zarabiają także na przechowywaniu opon.

Praktyka czyni mistrza

Piotr Dudek po raz pierwszy z biznesem wulkanizacyjnym zetknął się 17 lat temu. Przez dwa lata pracował w zakładzie swojego wujka. Po tym czasie postanowił przejść na swoje. Swój punkt prowadzi przy drodze wylotowej w kierunku Spały.
– Nie jest to najlepsza lokalizacja, ale klienci przez lata utrwalili sobie, że u mnie mogą wymienić opony w atrakcyjnej cenie. To właśnie cena decyduje o liczbie klientów. U mnie za wymianę płaci się od 50 zł do 70 zł. Wszystko zależy od rodzaju felgi – wymiana blaszanej jest tańsza, bo zajmuje mnie czasu niż na przykład aluminiowa. Na cenę wpływ ma także rodzaj samochodu. W przypadku busa zapłacimy 70 zł – wyjaśnia Dudek.

Za najlepszą lokalizację wulkanizacji uznaje się osiedla. W okolicy mieszka tysiące zmotoryzowanych mieszkańców, którzy mogą w każdej chwili dojechać do serwisu. Inną opcją jest prowadzenie punktu na przedmieściach, co będzie umożliwiało wymianę ogumienia w ciężarówkach i tirach. Taka usługa jest droższa, ale właściciele wolą obsługiwać większą liczbę małych samochodów niż mniejszą dużych pojazdów.

Wulkanizację trzeba wyposażyć w montażownicę i wyważarkę – to łączny koszt około 15 tys. zł. Do tego dochodzi kilka mniejszych sprzętów, takich jak pistolet do pompowania, wózek do kół oraz akcesoria i chemię warsztatową: rękawice, szlifierkę, klej, płyn uszczelniający.

Na zużytych oponach nie da się za dużo zarobić. Te odbierane są przez specjalne firmy, które odstawiają je najczęściej do cegielni. Kominy cegielni wyposażone są w filtry, co umożliwia im spalanie gumy dającej wysoką temperaturę w piecach.

Na dwa fronty

Na polskim rynku działa ok. 20 tys. warsztatów samochodowych. Nie wiadomo dokładnie, ile z nich zajmuje się wymianą i naprawą opon. Jak mówi Piotr Dudek, w samym Tomaszowie Mazowieckim tego typu punktów jest aż 30, dlatego głównym czynnikiem przyciągających klientów jest cena. Wielu przedsiębiorców łączy wulkanizację z inną działalnością, aby poza sezonem wiosennym i jesiennym generować przychody z innych źródeł. – Wkrótce uruchomię stanowisko do naprawy amortyzatorów i klocków hamulcowych, dzięki temu będę miał klientów przez okrągły rok – dodaje właściciel wulkanizacji.

Jednym ze sposobów na dywersyfikację działalności jest połączenie jej z serwisem wymiany szyb. Potrzebne jest oczywiście miejsce w już działającym warsztacie albo jego rozbudowa. Taką możliwość przewiduje NordGlass, franczyzowa sieć serwisów wymiany szyb.

W Wolsztynie działa nasz franczyzobiorca, który oprócz tego, że jest dealerem francuskich aut, prowadzi także punkt naprawy szyb pod naszym szyldem oraz oferuje usługi wulkanizacyjne. Uważamy, że szersza oferta, czyli w tym przypadku naprawa, wymiana i pielęgnacja szyb oraz wulkanizacja, jest dobrą okazją do rozwoju prowadzonego biznesu. Łączenie poszczególnych usług dla zmotoryzowanych to także możliwość pozyskania nowych klientów – twierdzi Michał Zawadzki, kierownik działu marketingu i rozwoju NordGlass.

Przedsiębiorca, który prowadzi wulkanizację, posiada już pewną bazę klientów i zna lokalny rynek. Wie zatem, jakie inne usługi może włączyć do swojego portfolio. Nie musi przy tym inwestować w całą warsztatową infrastrukturę od początku.

Właściciele warsztatów zarabiają także na pośrednictwie w sprzedaży opon. Najlepiej, ze względu na niską cenę, schodzą używane, dlatego tylko największe zakłady zamrażają gotówkę, kupując nowe opony. Ofertę można wtedy uzupełnić o śruby, kołpaki i inne części związane z podwoziem.

W tym biznesie większość klientów pozyskuje się dzięki pozytywnym rekomendacjom. Jedyne działania marketingowe ograniczają się do niewielkiej reklamy w lokalnej prasie – najlepiej przed sezonem wymiany opon. Poza tym warto zainwestować w dobrze widoczny z ulicy szyld oraz obecność w lokalizatorach internetowych takich jak Zumi i Targeo.
 

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

1