18.11.2015

Polaku, przyjdź do pralni

Na początku grudnia amerykańska sieć pralni samoobsługowych Speed Queen otwiera pierwszą placówkę w naszym kraju. Czy Polacy przekonają się do tego typu usług?

Wywodząca się ze Stanów Zjednoczonych sieć na rodzimym rynku liczy 15 tys. placówek. Ekspansję na Europę rozpoczęła około trzech lat temu i dziś pod jej szyldem działa na starym kontynencie 86 pralni, kolejne 102 są w przygotowaniu. Teraz chce wejść także do Polski.
– Na początku grudnia rozpoczyna działalność pierwsza polska pralnia Speed Queen, na warszawskim Ursynowie – mówi Marcin Szastak, współwłaściciel firmy Sovrana, zajmującej się wprowadzaniem franczyzy Speed Queen w Polsce. – Już dziś możemy też powiedzieć, że kolejna zostanie uruchomiona w marcu,także w Warszawie, na Żoliborzu.

Pralnia sieci Speed Queen Fot. Speed Queen

Speed Queen na rodzimym rynku liczy 15 tys. placówek. Ekspansję na Europę rozpoczęła około trzech lat temu i dziś pod jej szyldem działa na starym kontynencie 86 pralni, kolejne 102 są w przygotowaniu. Teraz chce wejść także do Polski.

Komu pranie?

Firma chce rozpocząć budowę sieci od największych polskich miast, przy czym takie o wielkości 200 tys. mieszkańców też wchodzą w grę. Najlepsze lokalizacje to – wbrew pozorom – wcale nie osiedla czy okolice akademików.
– Powinno to być miejsce z dużym przepływem ludzi, samochodów, komunikacji miejskiej. Pralnia musi znaleźć się w otoczeniu innych lokali handlowych, usługowych. Powinna zapaść w pamięć mieszkańcom – tłumaczy Marcin Szastak. – Dobrze, by w promieniu 150 m był parking, ale ważna jest też bliskość przystanków komunikacji miejskiej. Pranie można dowieźć nie tylko samochodem, ale też autobusem w plecaku czy torbie.

Dobra lokalizacja to w tym przypadku podstawa. Franczyzodawca doradza w jej wyborze. Lokal musi mieć witrynę, by przyciągać wzrok przechodniów. Wyposażając go, trzeba pamiętać m.in. o takich udogodnieniach dla klienta, jak ekspres do kawy czy wi-fi.

Koszt inwestycji to od 60 do 90 tys. euro. Płaci się tylko raz, nie ma żadnych opłat miesięcznych. W tej kwocie – według zapewnień franczyzodawcy – zawiera się kompletne przygotowanie pralni. Centrala dostarcza wszelkie projekty, wizualizacje, pomaga dobrać sprzęt, wyposażenie. Może przygotować dla franczyzobiorcy pralnię „pod klucz”. Jeżeli jednak biorca woli zrobić to sam, bo np. ma możliwość zatrudnienia tańszych fachowców i zaoszczędzenia w ten sposób – dostanie na to zgodę, pod warunkiem oczywiście, że wszystko wykona według otrzymanych od Speed Queen instrukcji. Na uruchomienie pralni potrzeba czterech miesięcy. Licencjodawca szacuje, że na zwrot z inwestycji trzeba będzie poczekać od trzech do pięciu lat.

Czy w Polsce, gdzie pralka jest standardowym wyposażeniem każdego mieszkania, pralnie samoobsługowe mają szansę powodzenia?
– Mentalność Polaków się zmienia – uważa Marcin Szastak.Nasza grupa docelowa to nie tylko studenci i turyści, jak się powszechnie uważa, ale też np. osoby, które mają małe mieszkania i brak im miejsca na suszenie prania. Także ci, którzy muszą uprać duże rzeczy, które nie mieszczą im się w domowej pralce, np. zasłony czy narzuty. Albo single, których w Polsce wciąż przybywa.

Rywalem dla Speed Queen może być hiszpańska firma Pressto, która też chce wejść na nadwiślański rynek, a w swojej ofercie franczyzowej ma również pralnie samoobsługowe.