25.02.2016

Sfinks liczy zyski

Spółka zarządzająca restauracjami Sphinx, Chłopskie Jadło i WOOK ma pieniądze na rozbudowę sieci.

Cały rok 2015 zakończyła przychodami ze sprzedaży w wysokości 175,92 mln zł. Przez 11 miesięcy ubiegłego roku Sfinks zarobił na czysto ponad 8 mln. zł.
 Mamy za sobą przełomowy rok, który przyniósł wiele ważnych zmian, mających istotny wpływ na rozwój Sfinksa w kolejnych latach. Dzięki pozyskaniu kredytu refinansującego w Banku Ochrony Środowiska, spłaciliśmy kredyt w PKO BP, a jeszcze w lutym uregulujemy zobowiązanie w ING – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinksa.
Kredyt zaciągnięty w BOŚ spółka ma spłacać do 2022 roku. W ubiegłym roku Sfinks wyemitował też akcje (co było warunkiem, postawionym przez BOŚ), ze sprzedaży których udało się uzyskać prawie 13 mln zł. Wszystkie te pieniądze mają zostać przeznaczone na rozwój sieci.
Na koniec 2015 r. Sfinks zarządzał 117 lokalami. W minionym roku powstało 14 nowych restauracji Sphinx i jeden lokal Chłopskie Jadło. W tym roku planowane jest 16 otwarć (dwa już zrealizowano), natomiast w ciągu pięciu lat sieć wszystkich restauracji ma urosnąć do prawie 200.

Restauracja Sphinx Fot. Sphinx

Na koniec 2015 r. Sfinks zarządzał 117 lokalami. W tym roku planowane jest 16 otwarć (dwa już zrealizowano), natomiast w ciągu pięciu lat sieć wszystkich restauracji ma urosnąć do prawie 200.

Przejęcia, zagranica, franczyza

Sylwester Cacek nie wyklucza, że Sfinks może też kupić nowe brandy. W ubiegłym roku spółka przyglądała się dwóm: Fornetti i Da Grasso, ale ostatecznie do akwizycji nie doszło.
– Każda marka, która znajduje się w pierwszej piętnastce najbardziej rozpoznawalnych, jest pod nasza stałą obserwacją – mówi prezes Sfinksa. – Od dawna myślimy też o wyjściu poza granicę Polski. Od lat mamy franczyzobiorcę w Rumunii, który bardzo dobrze sobie radzi. Zamierzamy zapytać, czy interesuje go masterfranczyza. Ale w przypadku ekspansji zagranicznej pośpiech nie jest wskazany.

Jeśli chodzi o flagowe lokale – czyli restauracje Sphinx – spółka decyduje się coraz częściej na ich otwieranie w mniejszych miastach.
– Kiedyś twierdziliśmy, że to koncepcja na miasta powyżej 100 tys. mieszkańców. Ale to założenie ewoluuje – przyznaje Sylwester Cacek. – Niedawno otworzyliśmy np. ponownie restaurację w Gnieźnie, która ma obroty na naprawdę wysokim poziomie.

Mniejsze miasta to także dobra lokalizacja dla franczyzobiorców, bo pozwala na obniżenie kosztów inwestycji. Klasyczna franczyza w sieci Sphinx to wydatek 300-450 tys. zł. Większość restauracji działa w modelu operatorskim, gdzie to franczyzodawca płaci za budowę i wyposażenie, a operator jest menedżerem, który prowadzi działalność na własny rachunek i jest wynagradzany w oparciu o wysokość obrotów.
– Otwarcie restauracji Sphinx to duża inwestycja, co ogranicza liczbę potencjalnych franczyzobiorców – nie ukrywa prezes. – Dlatego naszym zdaniem bardziej dedykowane franczyzie są restauracje Wook, prowadzone przez spółkę zależną Shanghai Express. Tutaj kwota inwestycji jest niższa.

Chcą więcej

Sfinks prognozuje, że w 2016 r. zwiększy zysk netto do 15 mln zł, a w 2020 do 24,9 mln zł.
– Niezależnie od niepewności związanej z planowanymi przez rząd zmianami, jaka panuje na rynku, chcemy zrealizować założenia strategii i osiągnąć w roku 2016 jeszcze lepszy wynik. Wszystko to pokazuje, że Sfinks zakończył z sukcesem okres restrukturyzacji, jest przewidywalnie rozwijającą się spółką, stojącą na zdrowych fundamentach, a wzrost skali działania będzie tylko umacniał naszą pozycję na rynku – dodaje Sylwester Cacek.

Fakt, ze Sfinks wyszedł na prostą to dobra wiadomość także dla potencjalnych franczyzobiorców. Stabilna sytuacja finansowa franczyzodawcy to jeden z warunków, jaki banki biorą pod uwagę udzielając kredytów na inwestycję biorcom licencji.