24.04.2016

Branża z przyszłością

Liczba i wartość zleceń dla profesjonalnych tłumaczy będzie wzrastać – mówi Robert Fiutak, prezes zarządu sieci Agencji Tłumaczeń ILS.

Coraz więcej Polaków zna języki obce. To nie odbiera pracy tłumaczom?
Owszem, poziom znajomości języków obcych w społeczeństwie wzrósł. Ale wszędzie tam, gdzie chodzi o ważne, oficjalne, czy poufne dokumenty, gdzie ryzyko błędu może zbyt wiele kosztować, klienci indywidualni i instytucje zawsze będą korzystać z usług profesjonalnych tłumaczy. Popyt na nie jest ogromny. Wartość światowego rynku tłumaczeń to około 40 mld euro. Ponad połowa tej kwoty przypada na Europę, ale na Europę Wschodnią już tylko 2 proc. ILS ma obecnie 22 punkty franczyzowe w całym kraju. Tłumaczy z wszystkich istniejących języków. Teraz chcemy się szerzej otworzyć na kraje Europy Zachodniej. Mamy już dwie jednostki franczyzowe w Niemczech, jedną w Irlandii Północnej, teraz myślimy o Szwajcarii i Austrii.

Robert Fiutak z ILS Fot. ILS

U partnerów ILS przede wszystkim liczą się tzw. umiejętności miękkie, czyli komunikatywność, wysoki poziom kultury osobistej, dyskrecja. Franczyzobiorca musi także przedstawić zaświadczenie o niekaralności.
Robert Fiutak

Franczyzobiorca ILS musi być tłumaczem?
Nie. Do zadań franczyzobiorcy należy pozyskiwanie klientów i utrzymywanie z nimi dobrych relacji. Zlecenia od klientów są przesyłane do centrali, która zajmuje się dystrybuowaniem ich do tłumaczy, pilnowaniem terminów, rozliczaniem. Naszym partnerem może zostać osoba prowadząca działalność gospodarczą lub firma czy spółka świadcząca usługi dla klientów, np. prowadząca biuro księgowe, podatkowe, agencję nieruchomości, szkołę językową itp. Ale posiadanie biura wcale nie jest warunkiem koniecznym. Można z nami współpracować nie mając w ogóle lokalu i pracując mobilnie, z pomocą samochodu, telefonu i laptopa. U partnerów ILS przede wszystkim liczą się tzw. umiejętności miękkie, czyli komunikatywność, wysoki poziom kultury osobistej, dyskrecja. Franczyzobiorca musi także przedstawić zaświadczenie o niekaralności.

Ale przecież klient może pójść bezpośrednio do tłumacza, nie korzystając z pośrednictwa?
Faktycznie, na polskim rynku funkcjonuje około 60 tys. podmiotów, które w zakres swojej działalności mają wpisane tłumaczenia. Jednak tylko 20-30 z nich to poważni gracze. Małe firmy nie gwarantują ani poufności, ani wysokiej jakości, ani szybkości usługi. Nasza branża w ostatnich latach mocno się stechnologizowała. To nie znaczy, że tłumaczeń dokonuje dzisiaj komputer, ale jest wiele zaawansowanych systemów, programów, które bardzo tę pracę usprawniają. Małych firm nie stać na ich wprowadzanie, dlatego nie wytrzymają konkurencji. Zwłaszcza, że dziś 75 proc. korzystających z naszych usług to klienci biznesowi, korporacyjni, poważne firmy i instytucje, którym zależy na wysokim standardzie obsługi. Dlatego wolą przyjść do nas, a konkretnie do naszych partnerów, którzy są naszymi wizytówkami na terenie całej Polski.

Czyli zleceń dla tłumaczy, a co za tym idzie pracy dla waszych franczyzobiorców nie zabraknie?

Liczba i wartość zleceń będzie na pewno rosła. A franczyzobiorcy zarabiają na marży od tych zleceń. Przypominam, że ILS, jako jedyna agencja tłumaczeniowa w Polsce, ma też certyfikat, pozwalający na wykonywanie tłumaczeń dla firm z branży zbrojeniowej, działających we wszystkich krajach NATO. To również ogromna szansa na pozyskiwanie klientów. Polska chce przecież przeznaczyć 100 mld zł na armię, w tym na jej dozbrojenie. Myślimy także o konsolidacji rynku tłumaczeniowego. Jesteśmy po wstępnych rozmowach z innymi dużymi firmami, na temat stworzenia konsorcjum, które mogłoby startować w dużych międzynarodowych przetargach. Na polskim rynku nadal będziemy rywalizować o klientów, ale nie wyklucza to przecież uczciwej współpracy przy ogromnych projektach, gdzie siły jednej firmy nie wystarczą.

Rozmawiała Monika Wojniak-Żyłowska

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0