07.05.2016

Antykwariat, czyli jak zarobić na starociach

W antykwariacie sprzedawane są rzeczy tanie, ale nakłada się na nie duże prowizje – minimum 100 proc. Tylko w ten sposób handel starociami może przynieść zyski.

Kiedyś, żeby otworzyć antykwariat, trzeba było wynająć lokal, wstawić tam półki i wypełnić je książkami. Dziś wystarczy dostęp do Internetu i już można sprzedawać książki w serwisach aukcyjnych i specjalnych portalach dla miłośników antyków. Jednak wiele osób ciągle chce sprzedawać książki w tradycyjny sposób, a Internet traktuje jako uzupełnienie oferty i sposób na dotarcie do szerszego grona odbiorców.

właściciel antykwariatu

Większość antykwariuszy zaczynała od sprzedaży własnych książek albo odziedziczonych bibliotek. Dziś antykwariaty zakładają najczęściej drobni sprzedawcy z aukcji internetowych. Przestaje im wystarczać już sprzedaż w Internecie. Zaczynają myśleć o stabilizacji i uniezależnieniu się od aukcji.
Waldemar Szatanek, właściciel sieci antykwariatów „Książka dla Każdego”

Większość antykwariuszy zaczynała od sprzedaży własnych książek albo odziedziczonych bibliotek – mówi Waldemar Szatanek, właściciel sieci antykwariatów „Książka dla Każdego”. – Dziś antykwariaty zakładają najczęściej drobni sprzedawcy z aukcji internetowych. Przestaje im wystarczać już sprzedaż w Internecie. Zaczynają myśleć o stabilizacji i uniezależnieniu się od aukcji.

Branża antykwaryczna może pochwalić się jednymi z najwyższych marż na rynku. Na każdej sprzedanej książce zarabia się co najmniej 100 proc., ale przedmioty sprzedawane w antykwariatach są najczęściej bardzo tanie, przeciętna cena waha się od 5 do 10 zł.

Chociaż marża jest duża, to zysk jednostkowy niewielki – mówi Szatanek. – A przecież trzeba utrzymać lokal i dokupić nowe pozycje. Poza tym, nigdy nie uda się sprzedać całego towaru. Jeśli jadę do klienta i kupuję 100 książek, to z reguły sprzedaję 20, a pozostałe zalegają i albo zniszczą się, albo ktoś je ukradnie. Dlatego prowizja na książce, która zostaje sprzedana, musi pokryć koszty utrzymania firmy i przynieść jakieś zyski.

Komu książkę?

Prowadzenie antykwariatu to biznes dla zapaleńców, którzy kochają książki, bo rzeczywistość to przerzucanie tysięcy zakurzonych egzemplarzy dziennie w poszukiwaniu paru cennych pozycji. Aby ruszyć, trzeba doskonale znać się na książkach. To jednak nie wystarczy, żeby być dobrym antykwariuszem. Potrzebna jest jeszcze spora wiedza humanistyczna, która ułatwia poruszanie się po świecie książek. Niezbędna jest również wiedza kolekcjonerska umożliwiająca odpowiednią ocenę stanu i wartości książek.

Wyceny książek dokonujemy na podstawie naszego doświadczenia, znajomości rynku i wartości merytorycznej tytułu, posługując się przy tym katalogami antykwarycznymi, a także cenami na aukcjach internetowych – mówi Grażyna Troszkiewicz, właścicielka Antykwariatu Troszkiewiczów w Warszawie.

Przed otwarciem antykwariatu trzeba się zastanowić, do kogo skierowana będzie jego oferta, bo każda grupa docelowa wymaga innego asortymentu. Dzięki temu, że jeszcze przed rozpoczęciem działalności wybierzemy nasz target, łatwiej będzie zgromadzić odpowiednie pozycje, a później je sprzedać.

Można dokonać podziału antykwariatów ze względu na oferowany asortyment – mówi Waldemar Szatanek. – Najczęściej spotykane są antykwariaty ogólne, które sprzedają wszystko, co im wpadnie w ręce. Oprócz książek handlują też płytami winylowymi, kasetami magnetofonowymi, monetami, pocztówkami i innymi drobnymi rzeczami używanymi. Sprzedają przedmioty tanie, które nie przedstawiają wielkiej wartości kolekcjonerskiej. Druga grupa to antykwariaty specjalistyczne zajmujące się sprzedażą monet, starodruków, medali czy pocztówek. Tam zarówno sprzedający, jak i kupujący są świadomi wartości, jaką ma rzecz. Zanim dojdzie do transakcji, robi się wycenę i potwierdza autentyczność przedmiotu – dodaje Szatanek. – Są też antykwariaty specjalizujące się w sprzedaży podręczników. Ich pracownicy skupują towar przez cały rok, a sprzedają praktycznie tylko przez dwa, trzy miesiące. W tym czasie muszą zarobić na całoroczne utrzymanie.

Aby zarobić na antykwariacie, warto obserwować trendy na rynku księgarskim i śledzić, co cieszy się popularnością wśród kupujących. Najłatwiej jest obserwować aukcje internetowe, które są barometrem popularności danej pozycji. Zdarza się, że pośród klientów panuje moda na dany tytuł, do której przyczyniła się np. ekranizacja książki lub śmierć jej autora. Gdy mamy takie informacje, łatwiej jest dostosować się do potrzeb rynku, czyli zarobić.

W bocznej uliczce i suterenie

Antykwariat może mieć powierzchnię od kilkunastu do nawet kilkuset metrów kwadratowych. Od metrażu zależy liczba książek w nim sprzedawanych. Lokal, w którym mieści się antykwariat, nie może być zawilgocony ani zbytnio nasłoneczniony, bo książki są bardzo wrażliwe na zmiany wilgotności powietrza.

Lokalizacja nie jest aż tak ważna, bo antykwariatu klient szuka sam – mówi Waldemar Szatanek.

Antykwariat może mieścić się w bocznej uliczce, w bramie albo w suterenie. Trzeba jednak zadbać o dobre oznaczenie dojścia do niego z bardziej ruchliwej ulicy.

Najlepszą lokalizacją dla antykwariatu jest sąsiedztwo placówek naukowych i wyższych uczelni. Studenci i pracownicy naukowi stanowią większość naszych klientów – mówi Grażyna Troszkiewicz.

Gdy przyszły antykwariusz wybierze lokalizację, powinien zająć się urządzaniem antykwariatu. Podstawowy element wyposażenia to regały, na które trzeba wydać 2-3 tys. zł. Można zaoszczędzić, kupując regały używane albo samodzielnie zbić półki na książki. Klienci będą zadowoleni, jeśli w antykwariacie znajdzie się miejsce, gdzie można by usiąść i spokojnie przejrzeć książkę przed zakupem, dlatego warto pomyśleć o wstawieniu kilku krzeseł lub foteli. Elektronika wkracza wszędzie i żaden antykwariat nie obejdzie się dziś bez komputera oraz elektronicznej bazy książek. Baza danych jest dużym ułatwieniem dla właściciela, który na bieżąco może obserwować stan księgozbioru. Poza tym ułatwia uruchomienie sklepu internetowego. Sprzęt komputerowy do obsługi antykwariatu to wydatek około 4,5 tys. zł. Obowiązkowym elementem wyposażenia jest także kasa fiskalna, za którą zapłacimy średnio 1,5 tys. zł. Jeśli lokal jest już umeblowany i wyposażony, należy zająć się zatowarowaniem. Na przestrzeni np. 15 m2 można zmieścić 3-4 tys. książek, na początek w sam raz.

Antykwariusze przeważnie zaczynają działalność z własnym towarem – mówi Waldemar Szatanek. – Podstawą asortymentu są książki wartościowe, pochodzące z domowej biblioteki, które uzupełniamy tanimi rzeczami, żeby w sklepie nie było pusto. Jeśli chcemy mieć 2000 książek, z czego 500 to książki wartościowe, to na zatowarowanie potrzeba około 5 tys. zł.

Handel starociami to specyficzny biznes. Nie ma hurtowni używanych książek, każdy egzemplarz jest unikatowy. Książki można pozyskać, skupując je od klientów. Taka metoda zaopatrywania jest kłopotliwa przede wszystkim dlatego, że nie zawsze można mieć tytuły, na które aktualnie jest zapotrzebowanie.

Dzwonią do nas ludzie, którzy chcą zlikwidować domowe biblioteczki albo księgozbiory odziedziczone po zmarłym. Bywa, że ktoś przychodzi do sklepu i przynosi torbę książek na sprzedaż. Właśnie w taki sposób pozyskujemy towar – mówi Waldemar Szatanek. – Zdarza się, że dzwonią do nas biblioteki, które sprzedają stare książki, ale takie sygnały docierają do nas sporadycznie. Poza tym, ludzie niechętnie kupują książki z pieczątką biblioteki, traktując je jako potencjalnie kradzione.

Sezon na czytanie książek

Antykwariat to biznes sezonowy. Największe zyski antykwariusze osiągają jesienią i zimą, gdy ich sklepy odwiedzają uczniowie, studenci oraz osoby poszukujące świątecznych prezentów.

Coraz częściej trafiają do nas osoby, które chcą kupić na prezent konkretne wydanie książki. Dostajemy także zlecenia na skompletowanie całych serii wydawniczych. Wówczas książki muszą być w idealnym stanie. Zdarza się, że sami dokonujemy ich renowacji – mówi Waldemar Szatanek.

Jesienny popyt na książki ma związek nie tylko z rozpoczęciem roku szkolnego, lecz także z pogodą, która sprzyja siedzeniu w domu i zagłębianiu się w lekturze.

Jak promować starocie?

Nowy antykwariat, jak każdy sklep, potrzebuje promocji i reklamy. Rozpoczynając działalność, warto przeprowadzić małą kampanię reklamową obejmującą zasięgiem najbliższe otoczenie sklepu. Pierwsze tygodnie działalności to czas, kiedy trzeba wyrobić sobie markę i zyskać przychylną opinię klientów.

Najważniejszy jest marketing szeptany. Jeśli mamy ciekawe książki w dobrych cenach albo specjalizujemy się w jakiejś dziedzinie, to informacja o nas bardzo szybko rozejdzie się wśród klientów – mówi Szatanek. – Należy oczywiście zrobić stronę internetową antykwariatu i umieszczać drobne ogłoszenia o skupie książek w prasie regionalnej. Można też próbować niekonwencjonalnych metod promocji. My organizowaliśmy giełdę książek przeczytanych, gdzie klient płacił 20 zł i wynosił tyle książek, ile udźwignął. Przyjechał do nas Mariusz Pudzianowski, żeby pokazać, jak się wynosi książki. To wywołało duże zainteresowanie mediów. Ta akcja może nie dała nam dużych korzyści finansowych, ale wpłynęła pozytywnie na budowanie wizerunku. Warto brać udział w takich wydarzeniach, bo to sprawia, że stajemy się zauważalni – dodaje Szatanek.