24.06.2016

Marcpol bankrutuje

Jedna z najstarszych polskich marek handlowych przechodzi do historii. Dlaczego Marcpol upadł i czy najgorszego można było uniknąć?

6 czerwca 2016 roku sąd ogłosił upadłość spółki Marcpol. Ustanowiono już komisarza i syndyka, a wierzyciele mają teraz czas na zgłaszanie swoich wierzytelności. Polska sieć handlowa, która na początku lat należała do ścisłej branżowej czołówki, znika z rynku. Co  poszło nie tak?

Stoisko warzywne w sklepie Marcpol Fot. Marcpol

Porażka w starciu z większymi graczami, głównie dyskontowymi, sprawiła, że MarcPol najprawdopodobniej zniknie z rynku.

Powrót do historii

Marcpol powstał jeszcze przed przemianami ustrojowymi, w 1988 roku. Na początku firma zajmowała handlem hurtowym i detalicznym odzieżą damską. Została się m.in. pierwszym w Europie Wschodniej dystrybutorem marki Lacoste. Pierwszy sklep pod szyldem Marcpol powstał w Warszawie, a ponieważ umożliwiał wymianę walut, stał się konkurencją dla Peweksu i Baltony.

W latach 90. marka nabrała wiatru w żagle. Rozpoczął się proces tworzenia dużej sieci handlowej. W Kielcach, Białymstoku i Częstochowie powstały hurtownie, a sklepy (już o profilu ogólnospożywczym) zaczęły pojawiać się w kolejnych polskich miastach. Zarząd sieci nie bał się też przejmować – w 2000 roku kupił spółkę Pekpol Detal, wzbogacając się o 11 sklepów, a dwa lata później przyłączył do sieci 10 supermarketów Robert.  

Pierwsza dekada XXI wieku przyniosła zasadnicze zmiany w krajobrazie rynku handlowego. Klienci zaczęli odwracać się od popularnych pod koniec lat 90. hipermarketów. Format supermarketowy (do którego zalicza się Marcpol), co prawda wciąż cieszył się popularnością, ale coraz szybciej rynkowe udziały zdobywały dyskonty, które jednocześnie mocno pracowały nad zmianą swojego pierwotnego wizerunku. Lidl przestawał być już tylko tani (jak głosiło jedno z pierwsze haseł reklamowych marki), zaczął oferować świeże warzywa i owoce ze swojego „Ryneczku”, a jednocześnie proponował coraz lepsze jakościowo towary w przystępnych cenach. To wszystko sprawiło, że supermarkety, by utrzymać się w grze o względy klientów, musiały zacząć sięgać po kolejne narzędzia z marketingowego arsenału. Rozbudowywały ofertę produktów świeżych, w wielu sklepach pojawiły się masarnie, w których na miejscu rozbiera się mięso i wyrabia wędliny.

Diagnoza upadku

Tak kompleksowy profil działalności wymaga jednak odpowiedniej skali. Podobnie zresztą jak możliwość konkurowania cenami, która nie jest możliwa bez dużej siły nabywczej. A tej Marcpolowi zabrakło. Podczas gdy liczby dyskontów i małych sklepów zintegrowanych w ramach sieci franczyzowych zaczęły iść w tysiące, Marcpol na początku obecnej dekady miał ledwie 50 sklepów (a na koniec ubiegłego roku niewiele więcej, bo 61). Większość z nich na Mazowszu, w pobliżu warszawskiego rynku, na którym dyskonty od lat wzmacniały swoją pozycję.
– MarcPol operował na bardzo trudnym rynku, gdzie konkurencja zarówno ze strony innych sieci supermarketów, jak też dyskontów lub hipermarketów była bardzo silna. Stosunkowo niewielka sieć sklepów nie pozwalała na osiągnięcie efektu skali, jaki występuje w przypadku dużych sieci dyskontów, supermarketów czy hipermarketów. Co oznacza, że koszty zakupów i zaopatrzenia w przypadku MarcPolu były wyższe niż u konkurencji, a to przekładało się na poziom cen – tłumaczy Bartosz Bolecki, analityk handlu detalicznego w firmie doradczej PMR. – Na pewno nie pomogły też nietrafione decyzje dotyczące rozwoju sieci – sprzedaż 11 sklepów Biedronce w połowie 2014 roku tylko wzmocniła konkurencyjną sieć. Niektóre decyzje dotyczące ekspansji, np. otwarcie sklepu i zamknięcie go po zaledwie po kilku miesiącach ze względu na słabe wyniki finansowe placówki, również nie wpłynęły pozytywnie na sytuację finansową sieci.

Zarządzający Marcpolem próbowali jeszcze walczyć o przywrócenie firmy do pionu. W sklepach przeprowadzono remodelling, były też plany wprowadzenia franczyzy. Ale czy rzeczywiście coś mogło uratować spółkę przed upadkiem?
– Franczyza raczej nie byłaby rozwiązaniem dla tej sieci. W sytuacji, gdy już od pewnego czasu było wiadomo o jej problemach finansowych, mogłoby być ciężko zdobyć zainteresowanie potencjalnych franczyzobiorców. Zwłaszcza, kiedy na rynku dostępnych jest bardzo wiele innych konceptów franczyzowych – tłumaczy Bolecki. – Wzbogacenie oferty mogłoby pomóc, ale wątpliwym jest czy takie rozwiązanie znacząco wpłynęłoby na dochodowość sklepów. MarcPol zresztą próbował rozwiązania z nowoczesnym działem warzywnym w jednym ze swoich sklepów, i to właśnie ta placówka została zamknięta po zaledwie kilku miesiącach od otwarcia. W sytuacji, kiedy wszystkie sieci decydują się na wprowadzanie innowacji do swoich sklepów, zrobienie dokładnie tego samego co inni, nie sprawi automatycznie, że sieci przybędzie klientów.