28.06.2016

Biznes przerósł oczekiwania

Marcin Hasiuk sześć lat temu zaczynał od jednej wyspy z telefonami i akcesoriami do nich. Dziś, wspólnie z kolegą, prowadzi ponad 20 punktów pod szyldem Teletorium.

– To miała być mała firma, zatrudniająca tylko znajome osoby – śmieje się Marcin Hasiuk, franczyzobiorca Teletorium. – Ale trochę się rozrosła.
Gdy Marcin Hasiuk decydował o otwarciu pierwszego punktu, branża telekomunikacyjna nie była mu obca. Pracował w jednej z ogólnopolskich firm.
– Wprawdzie nie zajmowałem się wówczas sprzedażą akcesoriów, ale wiedziałem, że to będzie dobry biznes – podkreśla. – Branża jet wysokomarżowa i choć konkurencja panuje w niej spora, to wszyscy sobie radzimy.
Teletorium otwiera swoje wyspy handlowe w galeriach. Tak też było w Legnicy i kolejnych lokalizacjach, na które zdecydowali się Marcin Hasiuk i jego wspólnik. Dziś mają placówki rozrzucone po całej zachodniej Polsce, m.in. we Wrocławiu, Jeleniej Górze, Szczecinie. Pokonują tysiące kilometrów, by doglądać swojego biznesu.
– Choć oczywiście przy tej skali konieczne jest zatrudnienie kierowników regionalnych, zajmujących się nadzorem na miejscu – podkreśla franczyzobiorca. – W sumie mamy kilkudziesięciu pracowników. Ja zajmuję się obecnie głównie zarządzaniem firmą, pilnowaniem dokumentacji. Choć, jeśli jest taka potrzeba, obsługuję też klientów.
 

Marcin Hasiuk, franczyzobiorca Teletorium Fot. Teletorium/Marcin Hasiuk

Teletorium otwiera swoje wyspy handlowe w galeriach. Tak też było w Legnicy i kolejnych lokalizacjach, na które zdecydowali się Marcin Hasiuk i jego wspólnik.

Na start inwestycji franczyzobiorca powinien mieć przygotowane około 35-40 tys. zł. Zdecydowana większość tej sumy to koszty zatowarowania. Meble są dzierżawione od centrali. Nie ma opłat wstępnych, miesięczne opłaty są negocjowane indywidualnie z każdym partnerem i zależą m.in. od lokalizacji wyspy. Franczyzodawca ma bazę miejsc, w których można otwierać wyspy i przedstawia ich propozycje kandydatom na franczyzobiorców. Ale ci ostatni też mogą szukać lokalizacji na własną rękę – pod warunkiem, że zaakceptuje je dawca licencji.
 Każdy punkt potrzebuje czasu na rozkręcenie się – dodaje Marcin Hasiuk.  Mniej więcej po pół roku widać, czy lokalizacja jest trafiona, czy nie. Gdy po tym czasie punkt nie przynosi satysfakcjonujących zysków, lepiej go zamknąć. Nam przez te wszystkie lata tylko raz zdarzyło się dokonać złego wyboru miejsca.

Nasycenie rynku w branży telekomunikacyjne jest bardzo duże. W jednej galerii zwykle sąsiaduje ze sobą kilka punktów różnych marek. Samo Teletorium ma już w całej Polsce ponad 230 wysp ze swoim logo.
 Takie tempo wzrostu liczby nowych placówek, jak w latach poprzednich, trudno będzie osiągnąć – przyznaje Piotr Andrzejewski, dyrektor zarządzający Teletorium.  Nowej powierzchni handlowej nie przybywa już tak szybko, a walczy o nią kilku ogólnokrajowych graczy plus firmy lokalne. W moje ocenie rynek będzie się obecnie rozwijał w stronę rozbudowy oferty. Gama akcesoriów jest coraz szersza, są coraz ciekawsze, bardziej innowacyjne, lepszej jakości.
Z obserwacji Marcina Hasiuka wynika, że klienci dzisiaj szukają właśnie coraz lepszych akcesoriów. Ich sprzedaż to około 80 proc. obrotów każdego punktu. Jak jednak w dobie tak silnej konkurencji zawalczyć o klienta?
 Paradoksalnie, nie nastawiać się wyłącznie na sprzedaż – radzi Marcin Hasiuk. My często udzielamy też porad, odpowiadamy na pytania i wątpliwości ludzi, którzy podchodzą do naszych stoisk, choć niekoniecznie chcą coś kupić. Są to np. osoby starsze, które w innych miejscach często są „zbywane”. Taka postawa procentuje, bo później ta osoba może już wrócić jako nasz klient.