05.07.2016

Toast za zyski

Inwestycja w sklep Al. Capone powinna zwrócić się po mniej więcej dwóch latach. O ile nie przeszkodzą zmieniające się przepisy.

Na polskim rynku handlowym dominują dwa formaty sklepów z alkoholem – mniejsze punkty oferujące podstawowy asortyment z półki ekonomicznej oraz większe, specjalistyczne sklepy pozycjonujące się bardziej w segmencie premium. Twórcom marki Al.Capone przyświecała idea, by stworzyć koncept plasujący się pomiędzy tymi modelami.
– W naszych sklepach oferujemy alkohol ze średniej i wyższej półki cenowej. Klient przychodzi do nas zarówno po piwo koncernowe, jak Tyskie czy Żubr, ale też po whisky za 2,5 tys. zł. Dlatego sprzedawca musi posiadać odpowiednią wiedzę, by umieć doradzić w wyborze – mówi Maciej Gubernat, dyrektor ds. rozwoju sieci Al.Capone.

Al Capone Fot. Al Capone

Franczyzobiorcy Al. Capone mogą kupować towar od 40 dystrybutorów, z którymi współpracuje franczyzodawca.

Najpierw testy, potem franczyza

Firma działa na rynku od ponad dekady, a franczyzę rozwija od 2014 roku. Zanim jednak franczyzodawca rozpoczął sprzedaż licencji, otworzył 10 własnych sklepów. Dziś ma ich 11, a pod jego szyldem działa też 10 punktów franczyzowych.
– Zdecydowaliśmy się wejść we franczyzę ze względu na liczne zapytania od osób, które chciały prowadzić sklep według naszego pomysłu. Mieliśmy już sprawdzony koncept, przetestowany w 10 lokalach, dlatego postanowiliśmy podzielić się naszym know-how i marką – mówi Maciej Gubernat.

Dziś wszelkie zmiany, zanim zostaną wprowadzone w sklepach franczyzowych, są najpierw sprawdzane w punktach własnych. Tak było choćby z konceptem Alei Win, która do punktów partnerskich trafiła dopiero po tym, jak okazało się, że ma pozytywne przełożenie na obroty w sklepach własnych.

Matecznikiem marki Al.Capone jest Małopolska. Sklepy działają też na Podkarpaciu, a w najbliższym czasie mają pojawić się również w województwie świętokrzyskim. Franczyzodawca podkreśla, że nie zależy mu na rozwoju za wszelką cenę.
– Wychodzimy z założenia, że na razie każdy kolejny sklep nie może być odległy od siedziby firmy o więcej, niż 150 km. W przeciwnym wypadku nie będziemy w stanie utrzymać kontroli nad siecią – twierdzi Maciej Gubernat.

Dwa lata do zwrotu

Sklep Al. Capone można otworzyć w miejscowości powyżej 5 tys. mieszkańców. Więcej o wymogach dotyczących lokalizacji można przeczytać na portalu Lokalnabiznes.pl w artykule Alkohol w Alei Capone. Minimalna kwota inwestycji  we franczyzowy sklep Al.Capone sięga 150 tys. zł, z czego 40-60 tys. zł pochłania remont i wyposażenie, a pozostałą część należy przeznaczyć na pierwsze zatowarowanie. Franczyzobiorca ponosi też koszt opłaty wstępnej na poziomie 20 tys. zł. W zamian otrzymuje materiały do wizualizacji zewnętrznej punktu, projekt wnętrza lokalu, oprogramowanie, odzież firmową oraz dostęp do szkoleń.
– Ze względu na specyfikę biznesu, przykładamy do nich dużą wagę. Odbywają się cyklicznie. Franczyzobiorcy uczą się w naszej centrali. Oprócz tego odwiedzają browary, a najlepsi wyjeżdżają choćby do bułgarskich i hiszpańskich winnic, a także do szkockich destylarni – tłumaczy Maciej Gubernat.

Franczyzobiorcy odprowadzają do centrali 2 proc. od wartości zakupów netto w ramach opłaty bieżącej oraz 1 proc. od sprzedaży netto na fundusz marketingowy. Jeśli franczyzobiorca nie zalega z płatnościami za towar i prowadzi biznes zgodnie z zaleceniami franczyzodawcy, wówczas otrzymuje zwrot opłaty bieżącej w formie rabatu retro.
– Inwestycja w sklep Al. Capone powinna zwrócić się po mniej więcej dwóch latach. Potwierdzeniem tego, że nasz koncept się sprawdza, są franczyzobiorcy, którzy prowadzą po dwie placówki i otwierają kolejne – dodaje franczyzodawca.

Biznes za pozwoleniem

Intuicja podpowiada, że handel wysokoprocentowymi trunkami to nad Wisłą biznes wieczny. W istocie, trudno wyobrazić sobie krajobraz polskich miast bez sklepów monopolowych. Z drugiej strony jednak nadużyciem byłoby stwierdzenie, że wysokość popytu i jego struktura nie ulega na przestrzeni lat zmianom. Wręcz przeciwnie, przedsiębiorcy sprzedający alkohol powinni mieć oczy szeroko otwarte – w branży się dzieje, a chodzi nie tylko o zjawiska rynkowe, ale też o potencjalne zmiany ustawodawstwa. Sejmowy Zespół ds. Miast Polskich pracuje nad zmianami w prawie, które mają  dać jednostkom samorządu terytorialnego większą autonomię w zakresie udzielania pozwoleń na sprzedaż alkoholu. Pojawił się pomysł, by stworzyć spis stref, w których będzie można wprowadzać dodatkowe limity – czy ograniczonej sprzedaży, czy całkowitego jej wyłączenia. Dziś limity są przyznawane dla terenu całej gminy, co przekłada się na nagromadzenie sklepów monopolowych w centrach miast – a z tym rządzący chcą walczyć. Wprowadzenie nowych regulacji znacznie skróciłoby listę lokalizacji, w których można będzie prowadzić sprzedaż napojów wysokoprocentowych.