23.07.2016

Sklep medyczny zarabia po dwóch latach

Franczyzobiorcy Sklepów Medycznych Zdrowie opowiadają o swoim biznesie i wyzwaniach, które się z nim wiążą.

Zofia Liszowska wraz z rodziną prowadzi Sklep Medyczny Zdrowie w Mrągowie. Jego otwarcie nie było jednak jej biznesowym debiutem – już wcześniej przedsiębiorczy Mrągowianie prowadzili agencję ochrony.
Postawiliśmy budynek i szukaliśmy sposobu, jak zagospodarować w nim powierzchnię handlową. Handel sprzętem medycznym to był pomysł córki. Nie mieliśmy wcześniej doświadczenia w tej branży, dlatego zdecydowaliśmy się na franczyzę – mówi Zofia Liszowska.

Wózki inwalidzkie w sklepie medycznym Zdrowie Fot. Sklepy Zdrowie

Inwestycja we własny Sklep Medyczne Zdrowie wymaga kwoty przynajmniej 70 tys. zł. Z reguły jednak franczyzobiorcy wkładają w biznes nieco więcej, by zaproponować klientom jak najszerszy asortyment.

Wybór padł na markę Sklepy Medyczne Zdrowie. Franczyzobiorców przekonał do niej m.in. fakt, że dawca licencji nie pobiera ryczałtowych opłat franczyzowych.
 Niektóre sieci pobierają stałą kwotę, niezależnie od obrotu. Uznaliśmy, że wysokie koszty stałe mogą nadmiernie obciążać budżet, dlatego wybraliśmy franczyzę, w której opłata naliczana jest od osiąganych obrotów – mówi Zofia Liszowska.

Franczyzodawca szacuje, że do otwarcia własnej placówki potrzeba ok. 70 tys. zł. Właściciele sklepu w Mrągowie postanowili wydać nieco więcej, by zadbać o szeroki asortyment. Wydali na ten cel ok. 100 tys. zł.
 Nie chcieliśmy dopuścić do sytuacji, w której klient przychodzi po konkretną rzecz, a słyszy, że nie mamy je w sklepie, ale możemy ją zamówić na jutro lub pojutrze. Klientowi zależy na czasie, istnieje ryzyko, że pójdzie szukać dalej, trafi do konkurencji i już nie wróci – tłumaczy Liszowska.

Właściciele sklepu medycznego w Mrągowie czekali dwa lata na moment, w którym biznes zaczął przynosić zyski. Przez ten czas dokładali starań, by dać się zauważyć lokalnej klienteli.
Nasz sklep jest oddalony zaledwie sto metrów od głównej ulicy handlowej Mrągowa. To dobra lokalizacja, ale i tak musieliśmy włożyć sporo pracy w marketing. Uruchomiliśmy własną stronę internetową, przeprowadziliśmy kampanię reklamową w lokalnych ośrodkach zdrowia, roznosiliśmy ulotki – wylicza Zofia Liszowska.

Klienci najczęściej przychodzą po dwa rodzaje towaru – produkty potrzebne w leczeniu urazów kostno-stawowych (ortezy, stabilizatory) oraz artykuły związane z opieką nad osobami starszymi (wózki inwalidzkie, materace przeciwodleżynowe, pieluchomajtki).
 Społeczeństwo się starzeje, z roku na rok zapotrzebowanie na tego typu produkty rośnie – przyznaje Liszowska.         

Jej zdaniem jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed właścicielem sklepu medycznego jest znalezienie odpowiedniego pracownika. W świetle prawa nie każdy może bowiem stanąć w takiej placówce za kasą. Podobnie jak w przypadku aptek i obrotu lekami, osoba odpowiedzialna za sprzedaż artykułów medycznych musi posiadać odpowiednie wykształcenie oraz przynajmniej roczny staż w podobnej placówce.
 W mniejszych miejscowościach znalezienie takie osoby stanowi nie lada trudność – mówi Liszowska.

Biznes dla cierpliwych

Medard Jakś, jeszcze zanim otworzył sklep z artykułami medycznymi, zajmował się handlem artykułami spożywczymi.
– Powiedzmy sobie szczerze, prowadzenie sklepu spożywczego to nie jest biznes, dzięki któremu można zostać milionerem... A do tego istnieje spore ryzyko. Wystarczy, że w pobliżu otworzy się Biedronka czy inny dyskont, by los małego sklepu był przesądzony. Z taką konkurencją bardzo trudno wygrać. Dlatego cały czas poszukiwałem alternatywnych pomysłów na biznes – opowiada przedsiębiorca z Nakła.

Pięć lat temu znalazł go we franczyzie. A nawet dwa: dzięki licencji marki Toy Planet powiększył asortyment jednego ze swoich marketów o artykuły dziecięce. A we współpracy z siecią Sklepy Medyczne Zdrowie otworzył nowy sklep.
– Wybrałem tę markę, ponieważ uznałem, że jest dobrze kojarzona na rynku. Poza tym franczyzodawca ma siedzibę  w Toruniu. To godzina drogi z Nakła, więc mogłem bez przeszkód przyjechać i zobaczyć, jak ten biznes działa – wspomina Medard Jakś.

Franczyzobiorca szacuje, że inwestycja w jego sklep z artykułami medycznymi pochłonęła ponad 200 tys. zł. Przyznaje jednak, że nie oszczędzał na towarze, żeby zapewnić klientom możliwie szeroki wybór. Poza tradycyjnym asortymentem zainwestował też w zakup łóżek medycznych.
– To ważne uzupełnienie oferty. Jedno łóżko to koszt rzędu 2-3 tys. zł, a za wypożyczenie na miesiąc pobieramy od 80 do 140 zł. Bywają sytuacje, że niemal wszystkie z kilkudziesięciu łóżek, które posiadamy, zostają wypożyczone w jednym momencie  – tłumaczy przedsiębiorca.

Klienci wciąż kręcą nosem, gdy widzą ceny produktów medycznych. Mimo że chodzi zwykle o zdrowie ich bliskich. Łóżko medyczne z górnej półki gwarantuje choremu znacznie większy komfort niż zwykły mebel. Rolą sprzedawcy jest uświadomić to klientowi.
– W naszej pracy spotykamy się często z osobami, które dotykają osobiste tragedie, choroba bliskich, wypadki. Często jesteśmy z nimi na pierwszej linii kontaktu. Nie jesteśmy tylko od tego, by sprzedawać. Takich osób trzeba wysłuchać, wykazać zrozumienie, doradzić, zaproponować jakieś rozwiązanie – tłumaczy Medard Jakś. 

Jego zdaniem wchodząc na rynek z własnym sklepem medycznym, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Zwłaszcza w sytuacji, gdy w pobliżu prężnie działa konkurencja. Jego sklep mieści się tuż przy przychodni. To dobra lokalizacja, ale lokalni rywale mają jeszcze lepszy punkt – przy szpitalu.
– Dwa lata dokładałem do biznesu, nim zaczął on przynosić zyski. Nie wykluczam jednak kolejnych otwarć – mówi właściciel Sklepu Medycznego Zdrowie w Nakle.

Franczyzobiorca zwraca uwagę,  że prowadzenie biznesu w tej branży wiąże się nie tylko z ryzykiem rynkowym, ale też administracyjnym. Ministerstwo Zdrowia szykuje się do nowelizacji ustawy regulującej sposób refundacji m.in. wyrobów medycznych, która może znacznie ograniczyć rentowność oferujących je sklepów.
– Cały czas też istnieje zagrożenie, że część naszego asortymentu pojawi się również w supermarketach, które dzięki większej sile nabywczej będą mogły zaproponować znacznie niższe ceny. To spowodowałoby upadek wielu specjalistycznych sklepów medycznych – mówi Medard Jakś.