50 proc. klientów przy wyborze karmy w pierwszej kolejności zwraca uwagę na łatwość dostawy. Korzystają na tym franczyzobiorcy Husse, którzy nie pobierają dodatkowych opłat za dowóz towaru.
Sobota
30.07.2016
Mirosław Kluba jest posiadaczem dwóch kotów i psa. Do przystąpienia do sieci Husse skłonił go jednak nie tylko sentyment do zwierząt...
 

Mirosław Kluba swoich sił w biznesie po raz pierwszy próbował w latach 90. Fala przedsiębiorczego entuzjazmu, jaka zapanowała w narodzie po przemianach ustrojowych, nie wyniosła go jednak do biznesowego sukcesu. Na ten przyszło mu poczekać jeszcze dwie dekady.
- Po nieudanych próbach z otwarciem własnej firmy na wiele lat utkwiłem w korporacji. Gdy skończyłem 50 lat stało się jasne, że firma nie wiąże ze mną przyszłości i woli stawiać na młodych, którym można zapłacić mniej – wspomina. Znów znalazł się na rozdrożu.

Los we własnych rękach

Wtedy postanowił raz jeszcze rzucić rękawicę fortunie. Jego myśli krążyły wokół franczyzy. Z prasy, w tym miesięcznika Własny Biznes Franchising, znał historie osób, które osiągnęły sukces decydując się na otwarcie własnej firmy pod cudzym szyldem. Ostatecznie jego wybór padł na markę Husse – szwedzkiego producenta karmy i kosmetyków dla psów i kotów.  
- Jestem posiadaczem dwóch kotów i psa, ale to nie ze względu na sympatię do zwierząt wybrałem Husse. Sentyment miał znaczenie, ale zdecydowały warunki współpracy, które wydały mi się atrakcyjne – tłumaczy Mirosław.

Warszawski franczyzobiorca rozpoczął działalność w lipcu 2015 roku i, mimo że był to przecież środek „sezonu ogórkowego”, już po pierwszym miesiącu osiągnął zysk.
- Nie spodziewałem się tego, bo doświadczenie zawodowe podpowiadało mi, że pierwszy okres w biznesie polega zwykle na dokładaniu do interesu, a nie liczeniu profitów. Tymczasem już po miesiącu zarabiałem na pokrycie bieżących kosztów – mówi.

Wzrosty od początku

Franczyzobiorcy Husse kupują towar od franczyzodawcy na własny rachunek z odroczonym terminem płatności. Karmę trzeba gdzieś przechowywać, toteż część partnerów wynajmuje niewielkie powierzchnie na magazyn, a niektórzy przysposabiają na ten cel posiadane nieruchomości. Mirosław Kluba magazyn zorganizował w garażu, co  przyniosło oszczędności na starcie.

Zaczął jak każdy franczyzobiorca Husse - od sprzedaży karmy znajomym. Z czasem jednak zamówienia pozyskiwane z centralnej strony franczyzodawcy oraz te zdobyte dzięki poleceniom zadowolonych nabywców pozwoliły zbudować sporą bazę klientów. Po pierwszym miesiącu było ich 21, dziś łącznie 263.
- Miesięcznie obsługuję ok. 80-120 dostaw. W Warszawie oprócz mnie działa jeszcze trzech franczyzobiorców, ale każdy z nas ma wyłączność na określone dzielnice. Ja obsługuję klientów z Żoliborza, Bielan i Bemowa – tłumaczy franczyzobiorca.

Koszt inwestycji uzależniony jest od wielkości terytorium i wynosi ok. 30-50 tys. zł. Warszawski franczyzobiorca nie zdradza, ile konkretnie kosztowało go przystąpienie do sieci, ale zapewnia, że inwestycja już się zwróciła.
- Poza tym – podkreśla – początkowa kwota przekazywana franczyzodawcy obejmuje opłatę licencyjną, zatowarowanie, a także materiały marketingowe – odzież i elementy oznakowania samochodu.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Karmy i kosmetyki dla zwierząt Husse to produkty z górnej półki. Za piętnastokilogramowy worek karmy trzeba zapłacić między 180-220 zł. Paradoksalnie, choć w dużych miastach mieszkańcy dysponują zwykle bardziej zasobnymi portfelami, to popyt z ich strony bywa słabszy, niż w mniejszych lokalizacjach.
- Dzieje się tak dlatego, że w mieszkańcy dużych miast są posiadaczami mniejszych zwierząt domowych. W niewielkim mieszkaniu nie ma warunków, by utrzymywać np. doga. A koty czy mniejsze psy wymagają mniej pożywienia – tłumaczy Mirosław Kluba.

Aglomeracje mają natomiast inną przewagę – droga od klienta do klienta jest znacznie krótsza. Przy odpowiednim planowaniu trasy można zaoszczędzić czas i wydatki na paliwo. A elastyczność dostaw to w mniemaniu franczyzobiorców Husse jeden z ich największych atutów.
- Zdarza się, że dostarczam towar do klienta o godzinie szóstej rano bądź dwudziestej trzeciej. Co ważne, za dostawę nie pobieramy dodatkowych opłat. A z badań wynika, że aż 50 proc. klientów przy wyborze karmy zwraca uwagę w pierwszej kolejności na łatwość dostawy – dodaje franczyzobiorca.

Jego biznes się kręci, a on sam już rozważa możliwości ekspansji. Baza warszawskich klientów ma jeszcze duży potencjał do rozwoju. Co nie znaczy, że Mirosław Kluba nie myśli o wykupieniu licencji na kolejne obszary...