01.08.2016

Franczyza bez podatku

Prezydent podpisał ustawę o podatku handlowym. Sieci franczyzowe go nie zapłacą.

Po wielu miesiącach niepewności poznaliśmy ostateczny kształt ustawy o podatku handlowym. 30 lipca podpisał ją prezydent, nowa danina zacznie obowiązywać od 1 września 2016 roku. Ustawa przewiduje dwie stawki podatkowe: 0,8 proc. od miesięcznych obrotów między 17 mln zł a 170 mln zł i 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln zł. Jak pisaliśmy we wcześniejszych artykułach, przedmiotem opodatkowania będzie przychód ze sprzedaży detalicznej, czyli sprzedaży dokonywanej na rzecz konsumentów. Nie jest natomiast przewidziane opodatkowanie sprzedaży przez internet. Do kasy Skarbu Państwa z tytułu nowego podatku ma w tym roku wpłynąć 473 mln zł, a w przyszłym mniej więcej 1,9 mld zł. To znacznie mniej, niż kwota 3,5 mld zł, na której pozyskanie rząd liczył jeszcze w ubiegłym roku.

Wnętrze delikatesów Milea.

Podatek handlowy wchodzi w życie 1 września 2016 roku. Zapłacą go wszystkie sklepy, których obrót przekracza 17 mln zł miesięcznie.

Franczyzie się upiekło

Co istotne z punktu widzenia dawców i biorców licencji, ustawodawca ostatecznie wycofał się z planów opodatkowania sieci franczyzowych. Ale nim tak się stało, projekt ustawy przeszedł długą drogę.

Dyskusja o podatku handlowym rozgorzała pod koniec 2015 roku, kiedy to rząd przedstawił swój pierwszy pomysł na kształt nowej daniny. Za kryterium podatkowe przyjęto powierzchnię lokalu, na której działa placówka handlowa. Podatek mieli zapłacić właściciele sklepów powyżej 250 m2. Pomysłodawcy jednak dali się przekonać, że takie rozwiązanie dalekie jest od realizacji celu politycznego, którym miała być ochrona małego polskiego handlu przed zagranicznymi koncernami. Wiele rodzimych sklepów działa bowiem na powierzchni przekraczającej wspomniany limit, toteż ich właściciele musieliby taki sam ciężar podatkowy, jak wiele dyskontów i supermarketów należących do zagraniczynch firm. 

MInisterstwo Finansów zaproponowało więc kolejny projekt. Tym razem kryterium miała stanowić wysokość obrotów. Problem w tym, że w przypadku sieci handlowych (takich jak m.in. franczyzowe) podlegający opodatkowaniu przychód miał być liczony poprzez zsumowanie przychodów wszystkich uczestników. W takim wypadku podatek zapłaciłyby nawet małe sklepy działające na licencji franczyzodawcy, które w pojedynkę nigdy nie przekroczyłyby założonych progów. Przedsiębiorcy poczuli się zagrożeni i wyszli na ulice. Odpowiedzią na nową propozycję podatkową były liczne demonstracje i protesty organizacji branżowych, w tym również Polskiej Organizacji Franczyzodawców.

Ostatecznie rząd wycofał się z planów opodatkowania sieci, a z także wprowadzenia oddzielnej stawki opodatkowania w weekendy. Ustawa podpisana przez prezydenta traktuje każdy sklep jako oddzielny podmiot. Franczyzobiorcy mogą odetchnąć z ulgą - to znaczy ci, których roczne obroty nie  przekraczają 204 mln zł. 

Co na to Unia

Mimo że ustawa została już podpisana przez prezydenta, może jeszcze zostać podważona przez organy Unii Europejskiej. Według doniesień medialnych zagraniczne sieci handlowe już planują zaskarżenie podatku do Directorate-General for Competition, czyli europejskiego urzędu do spraw konkurencji. Najpierw jednak musi wejść w życie. Przedstawiciele zagranicznych sieci argumentują, że jako najwięksi gracze będą przez nowe prawo dyskryminowani i że projekt stanowi pogwałcenie prawa UE. Czy ich protest może przynieść skutek i znieść nowe obciążenia? Odpowiedź brzmi twierdząco, na co wskazują doświadczenia węgierskie. Tam podobne rozwiązanie zostało przez Unię zablokowane ze względu na występującą w podatku progresję – konstrukcja została uznana za niedozwoloną pomoc publiczną. A w polskim rozwiązaniu progi podatkowe również są obecne.